Wydarzenia pod Smoleńskiem wstrząsnęły Polską, ale i Rosją. Mamy prawo wierzyć, że zachowania Rosjan - począwszy od przedstawicieli władz Federacji Rosyjskiej po zwykłych mieszkańców tego kraju - są w ostatnich dniach autentyczne.
Szczere są też reakcje Polaków - polityków, intelektualistów - którzy zachwyceni ogromem przychylnoci Rosjan doszukują się w tych dniach szans na autentyczne polsko-rosyjskie pojednanie.
Sprawa pewnie nie jest jednoznaczna. Wszak naprzeciw pomocy w dniach tragedii możnaby przeciwstawić niechęć do ujawniania wszystkich akt rosyjskich związanych z Katyniem. Przyjazd prezydenta Rosji na Wawel łatwo można konfrontować z uruchomieniem podwodnego Gazociągu Bałtyckiego. Projekcję filmu "Katyń" w ogólnorosyjskiej telewizji można przeciwstawić licznym twardym rosyjskim wystąpieniom pod adresem Polski.
Tę wyliczankę można kontynuować bez problemu znacznie dłużej. Relacje polsko-rosyjskie są skomplikowane i zbyt zawiłe, by móc w tych kilku dniach naprawić wszystko "jednym zamachem". Tego pewnie nikt nie oczekuje. Jednak ogólna przychylność Rosji wobec Polski i Polski wobec Rosji mogą ułatwić to wielkie wyzwanie i zadanie.
Może tragedia smoleńska jest okazją dla Rosjan do pokazania życzliwego gestu wobec Polski, może Polska przytłoczona dramatem chętnie na takie gesty przystaje. Nie można udawać, że tego nie ma. Polscy politycy są poniekąd zobowiązani do postawienia relacji polsko-rosyjskich na nowych torach.
Rosja jako wielki kraj, z wieloma problemami (np. gospodarka), z wieloma uwarunkowaniami (np. Czeczenia) nie jest przestrzenią polityczną do łatwego objęcia.
Wydaje się jednak, że nasze relacje - z dala do emocjonalnych zachowań - można ułożyć przyzwoicie na nowo. Niech Smoleńsk 2010 będzie ku temu okazją.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)