Jeszcze niedawno płakali na ekranie telewizorów. Dzisiaj widać, że to żal dobrze udawany. Jeszcze niedawno przekonywali, że do żałoby - autentycznej - prawo mają nawet ci, co prezydentury Lecha Kaczyńskiego nie oceniają dobrze.
I byli tacy, którzy (prawie) w to uwierzyli. Szybko opadająca zasłona żałoby - naderwana już po kilku dniach po katastrofie pod Smoleńskiem przez "autorytety" wywołujące awanturę wokół miejsca pochówku pary prezydenckiej - ujawniła jednak prawdziwe oblicze co niektórych komentatorów polskiej polityki.
Monika Olejnik i Tomasz Lis, bo o nich myślę, to od dawna funkcjonariusze antypisowskiej histerii. Dla odwrócenia uwagi od swoich ideowych barw, z lubością oskarżają prawicowych komentatorów o kaczystowskie inklinacje.
Pilnie wsłuchiwałem się i wpatrywałem w oblicza tej dwójki, chcąc dociec, na ile narodowa tragedia ich zmieni. I co ujrzałem? Nic nowego - ten sam cynizm i słabo ukrywana niechęć do każdego innego, niż swój własny, poglądu.
Nie oceniam decyzji PiSu o kandydaturze Jarosława Kaczyńskiego - występowałem z tej partii nie zgadzając się z wieloma decyzjami politycznymi i personalnymi - jednak narastająca (ponownie) wrogość dziennikarskiej elity wobec pisowskiej formacji, może tym razem przyczynić się do ... wzrostu jej popularności. Olejnik i Lis, a wraz z nimi wielu innych, nie docenia siły pobudzenia uczuciowego wśród Polaków po pogrzebach smoleńskich ofiar. Jeśli więc Jarosław Kaczyński nie popełni błędu wizerunkowego i nie będzie straszył językiem konfrontacji (szefowanie jego sztabowi wyborczemu przez Joannę Kluzik-Rostkowską jest rewelacyjnym pomysłem) to może się stać bardzo realnym zagrożeniem dla marszałka Komorowskiego, którego środowisko Lisolejników zdaje się gorąco popierać.
Wówczas pani minister Rostkowska winna z kwiatami udać się pani redaktor Olejnik, która niedawno się nad nią pastwiła w swoim programie, a redaktorowi Lisowi postawić flachę w podziękowaniu za wsparcie ... prezydenta Kaczyńskiego.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)