1 września 2011r. dzieci beztrosko pobiegły do szkoły. 1 września 1939r. dzieci biegły przez ulice polskich miast uciekając przez niemieckimi bombami i żołdakami. Od tygodnia w Polsce – poza kampanią wyborczą – nie dzieje się nic spektakularnego, a w 1939r. niemieckie wojska zajmowały i niszczyły kolejne polskie miasta, zabijając coraz więcej Polaków. To proste (może za proste) porównanie przychodzi mi na myśl, gdy słyszę powszechne narzekanie na sytuację w Polsce.
W Polsce, na szczęście, mówimy po polsku. Mamy swój wolny kraj ze swoimi radościami i bolączkami. Mamy prezydenta Komorowskiego, a nie fuhrera Hitlera albo innego niemieckiego namiestnika. W województwach rządzą marszałkowie i wojewodowie, a nie gaulaiterzy niemieccy. W polskim Szczecinie, Poznaniu, Warszawie, Krakowie możemy podziwiać polskie dowody wielkości naszego państwa i narodu, a nie oglądać monumenty stworzone przez Speera.
Czasami mam wrażenie, że nie potrafimy tego docenić. Że staramy się na siłę wynajdywać jedynie słabości i złe strony w polskiej rzeczywistości. Krytyka, jaką uskuteczniają polscy politycy, a za nimi komentatorzy i część opinii publicznej zaangażowanej w politykę, wielokrotnie już przekroczyła granice dobrego smaku. Porównywanie poszczególnych postaw politycznych czy decyzji rządowych (albo dla odmiany opinii opozycji) do wystąpień i sytuacji z okresu wojny to, moim zdaniem, mocna przesada.
Nie kwestionuję – każdy ma prawo krytykować takie czy inne rządy, mówić co mu się w ich rządzeniu nie podoba. Można nie lubić stylu postępowania opozycji. Można lubić tego, a nie lubić innego polityka. Można krytykować poszczególne ich decyzje. Jednak nie zawsze w tej debacie jest zachowywany umiar.
Słuchając wielu polityków i komentatorów polskiej sceny politycznej ma się wrażenie jak byśmy żyli w kraju zniewolonym, totalitarnym i podległym różnym siłom. Pragnę przypomnieć, że wcześniejsze rządy PiS, a obecne PO to wynik demokratycznych głosowań polskiego narodu! Nikt nam nie narzucił premiera Kaczyńskiego, tak jak nikt nie stawił do rządu premiera Tuska. Znaleźli się oni tam, bo sami tego, jako Polacy, chcieliśmy!
Dziwne w tym wszystkim jest to, że wielu z komentatorów krytykując polityków za ich zachowanie, jednocześnie w tej brudnej debacie uczestniczy. Jakby byli całkowicie ubezwłasnowolnieni.
Nie szanujemy swojego kraju i lubujemy się w jego obrzydzaniu. Nie potrafimy przemawiać do siebie argumentami, a zawrzaskujemy się, posługując się absurdalnymi "argumentami". Kampania wyborcza nie jest pewnie dobrym momentem, by apelować o powściąganie emocji, bo to właśnie emocje nią rządzą. Myślę jednak, że w jej trakcie, mimo tych emocji, warto zaapelować do umiar w debacie i poszanowanie WŁASNEGO kraju. Jakikolwiek by on nie był.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)