2 obserwujących
60 notek
39k odsłon
133 odsłony

EUGENICZNA MOWA CIAŁA

Wykop Skomentuj

Obecność premiera w symbolicznym uruchomieniu wczoraj na Stadionie Narodowym szpitala polowego wzięły pod lupę opozycyjne media. Sięgnęły do ekspertów od budowy wizerunku i mowy ciała. Wiwisekcja postawy Mateusza Morawieckiego na prasowym briefingu, gdzie uciekał od komentarzy masowych protestów po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w kierunku bezpiecznej wyliczanki covidowych łóżek jedynie potwierdziła treść mojego felietonu w Salon24 z dnia poprzedniego pt. ,,Ziobro w rękach Trockiego,, . W części o debacie na Wiejskiej wokół votum nieufności dla ministra sprawiedliwości pisałem. ,,... Premier Mateusz Morawiecki broniąc z parlamentarnej mównicy swego do niedawna największego oponenta w rządzącym triumwiracie stwierdził, że Ziobro jest twarzą reformy sądów i to on ją zakończy. Prezes Rady Ministrów w płaczliwym tonie wmawiał tym samym, że katastrofalny dla wizerunku Zjednoczonej Prawicy konflikt, który dziś obsuwa ją niezmiennie w dół zaufania społecznego, to przeszłość. W połączeniu z wystąpieniem przestraszonego czymś od szeregu tygodni samym ministrem, aż przykro było patrzeć na ten spektakl zdartej płyty....,,, . 

Porównując te dwa zdarzenia łatwo wyobrazić sobie schemat, jaki dla pierwszej ligi Zjednoczonej Prawicy opracowali na trudne dla niej czasy skuteczni do tej pory jej fachowcy od mówiąc najogólniej propagandy. W środę Ziobro też do posłów dukał do czasu, aż wydawało mu się, że niezwykle płynnie wszedł na ścieżkę swoich sukcesów. Dysonans między mową o nich, a wymijającymi odpowiedziami w każdej innej kwestii był jednak porażająco uderzający. Wiarygodność w przeciętnym odbiorze więc warta tyle samo, ile wczorajszy meeting premiera na Narodowym. Jasne zatem, że ten kierunek budowy wizerunku dla całej formacji jest  chybiony. Dlaczego? Wracam do swego środowego felietonu...,,Rzecz bynajmniej nie w paraliżu władzy sprzed kilku tygodni, a dotychczasowych osiągnięciach Zbigniewa Ziobro na froncie podnoszonej reformy oraz swojego kolegi Jacka Kurskiego, który przy całej sytuacji wokół wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej z aparatem propagandy ruszył dopiero, jak ludzie wyszli na ulice. - koniec cytatu.

Tak jak niekwestionowaną zasługą szefa telewizji publicznej była rzutem na taśmę reelekcja Andrzeja Dudy, tak obecna strategia wojny medialnej ZP oddala od siebie kolejnych jej zwolenników. Śmiem twierdzić, że głównie tych młodych. Poniżej wyjdzie dlaczego. Sam Jacek Kurski w swych nielicznych wystąpieniach po przegranej przez Solidarną Polskę wojnie na szczytach sprawia wrażenie człowieka upadłego. Oddanie pola konkurencji relacją z tenisowego finału Igi Świątek jest tego symbolem. Tak jak symbolem politycznej defensywy była wczorajsza mowa ciała premiera na stadionie, za którą Kurski też niewątpliwie odpowiada. Dziś ogień w mediach to nie jest pandemia i przewidywalne opowieści rządzących, że wzrost zachorowań obciąża organizatorów aborcyjnych protestów. Dziś ton zdarzeń nadaje opozycja, ale nie rozkrochmalona luksusem minionej władzy Platforma Obywatelska. Od miesięcy słyszałem z ust działaczy PIS-u, że nadchodzi era lewactwa wspierana ogromnym kapitałem z zewnątrz. I nie zrobili w swych sztywnych dogmatach nic, co by obóz Jarosława Kaczyńskiego przed obecnie społeczno-politycznym patroszeniem uchroniło. Zastanawiający jest przy tym wyścig Kurskiego z szefem Rady Mediów Narodowych Krzysztofem Czabańskim w nieustannym od 2015 roku promowaniu w mediach publicznych postaci z lewicy, które również w mediach publicznych na Pomorzu nadają ton dla większości komentarzy. Nie można takim ludziom odmówić profesjonalizmu, czego wyrazem sprytne wykorzystanie wyroku TK do zamrożonej, wielkiej laickiej aborcyjnej manifestacji. Jeśli do tego przez 5 lat w mediach publicznych nie dokonała się żadna lustracja, a dziennikarskie zaplecze rządzących generalnie tworzy amatorska fasada, to nietrudno wyrokować schyłek dla PIS. W 2007 Jacek Kurski położył swoją wizją i układami z lewicą sukces tej partii w przedterminowych wyborach. Wtedy twierdził, że każda droga do zdeptania Tuska jest dobra. Forował min. odgrzane kotlety z dziadkiem w Wehrmachcie i przegrał. A wiem, że miał wtedy asy w rękawie, które zignorował. Wczoraj propaganda Zjednoczonej Prawicy zignorowała kapitaną amunicję w swych magazynach, którą dostarczył jedyny członek rządu z optymizmem na twarzy – Przemysław Czarnek. Zapowiedział daleko idące konsekwencje wobec władz Uniwersytetów w Gdańsku i Poznaniu, które jawnie nawołują akademików do udziału w aborcyjnych protestach i nie reagują na ataki studentów wobec wykładowców wydziałów prawa - członków Trybunału Konstytucyjnego jednocześnie, min. profesora Jakuba Steliny. Z żądaniem jego odejścia z uczelni pojawił list otwarty w przestrzeni publicznej, określany jako spontaniczny autorstwa pewnej studentki UG. Ostracyzm na profesorze Stelinie spotkał się z reakcją grupy innych studentów, którzy mając świadomość, że stają się czarnymi owcami środowiska opublikowali petycję z jego poparciem. Przed swoją akcją ci młodzi zwolennicy prawicy skontaktowali się ze mną licząc, że jako człowiek niegdyś dużych mediów w akcji im pomogę. Zasugerowałem kontakt z lokalnymi stacjami publicznymi dając numer telefonu do prezesa Radia Gdańsk i sygnalizującmu  sytuację. Próbuję znaleźć na radiowych stronach wzmiankę w tym temacie. - Olali nas – przekazał mi dziś rano jeden z uczestników tej akcji. Sprawę sprawnie podjęła za to TV Trwam. Zauważyła zdarzenie też gdańska telewizja, ale nieprofesjonalna konstrukcja przekazu heroiczną dla Pomorza postawę tych studentów zmarginalizowała. Ich czyn i ruchy ministra Czarnka wsparł poseł Kacper Płażyński, który z walczącą o godność Polaków w sądach żoną i tak mimo niechęci starych działaczy wyrasta na lokalnego lidera PIS-u. Jego  zdecydowane słowa, rozsądek i bezkompromisowość mogą się podobać. Takiego Płażyńskiego jeszcze nie znałem, ale najwyraźniej z dala od wiecznie knujących swoich partyjnych kolegów dojrzewa słysząc zwykłe ludzkie gadanie. Tak jak Przemysław Czarnek ma wszelkie parametry, żeby zastąpić Zbigniewa Ziobro na stanowisku ministra sprawiedliwości, tak na kipiącym dziś od protestów Pomorzu małżeństwo posła Płażyńskiego w tym przeraźliwie trudnym dla rządzącej ZP czasie ma szansę stać się ośrodkiem  realnego sprzeciwu wobec tutejszych władz i układów.  Za to kolejne oceny publicznych wystąpień Mateusza Morawieckiego będą skłaniały do przemyśleń prezesa PIS nad zmianą premiera. Jeśli nie on sam, to już dawno Daniel Obajtek jest wiarygodny i bliski Jarosławowi Kaczyńskiemu. Nie jest niemożliwe, żeby prezes Orlenu czytał mój felieton z 9 lipca ,, Poniedziałek – czas nadziei,, , gdzie zamieściłem wizję gwałtownego, a niespodziewanego udziału w wyborczej manifestacji Rafała Trzaskowskiego prezydenta Dudy w asyście Młodzieży Wszechpolskiej i ONR-owców. Dokładnie taki sam scenariusz Obajtek zrealizował kilka dni później wkraczając na konferencję prasową władz Gdańska i posłów PO, którzy atakowali fuzję LOTOS i ORLENU. Obajtek bezceremonialnie przejął mikrofon i argumentami nie do podważenia stwierdził, że zebrani głoszą przekarczemne bzdury.  I na tym polega mowa ciała, która wyrok Trybunału Konstytucyjnego skutecznie wybroni. 


Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale