krzysztof mielewczyk krzysztof mielewczyk
63
BLOG

PROTEZY RATOWNICTWA WODNEGO

krzysztof mielewczyk krzysztof mielewczyk Gospodarka Obserwuj notkę 1
Ponad 60 utonięć w początkach lata w Polsce. Statystyki z każdym rokiem rosną. Odpowiedzialni za nie sami się topią od lat brnąc w komercjalizację bezpieczeństwa nad wodą. Dzięki neoliberalnym rządom za kolorową fasadą prywatne lobby ratownictwa chce przepchnąć kolejne zmiany w ustawie i tak już kulawej.

Fundamentalne przepisy regulujące całość bezpieczeństwa wodnego w roku 2011 zaczęli demontować sami WOPRowcy dochodząc do wniosku, że wolny rynek pozwala im demontować stare zasady. Póki nie było pobudowanych basenów, a szczególnie moda na Aquaparki w każdej wsi, to jeszcze wodniacy koncentrowali się we wzajemnym podcinaniem gałęzi w swoim stowarzyszeniowym gronie ratownictwa ochotniczego. Formalnie były to regionalne organizacje non profit według rygorów stanu wojennego. Zatem im bardziej kraj szedł w kapitalizm, tym mocniejsze stawały się głosy odrzucające w WOPRrze wolontariat. Nie miejmy złudzeń, że wcześniej nie kombinowano omijania przepisów. Ale taki to kraj nietuzinkowych pomysłów.

Ducha reformy Balcerowicza ratownictwo wodne ujrzało, gdy nieskuteczna walka o stołki ze starymi działaczami w WOPR wpadła na pomysł odejścia od globalizacji. Zlewając komusze układy oparte w tej branży na służbach specjalnych i mundurowych neoliberalna młodość zaczęła się odrywać od firmy matki tworząc nowe podmioty ratownictwa wodnego. Resort MSWiA wystawiał certyfikaty sankcjonujące użyteczność początkowo chcąc chociaż fikcyjnie utrzymać sam z siebie nasuwający się niezbędny profesjonalizm. Zgodę na zajmowanie się ratownictwem wodnym dostawali więc tylko gwarantujący całoroczne zabezpieczenie akwenów otwartych. Równolegle zaczęły obowiązywać przepisy łagodzące zdobycie uprawnień ratowniczych. Ujawnił się więc podział na absolwentów szkolenia WOPR według starych zasad i przepisów oraz podmiotów prywatnych. Nie od dziś wiadomo, że ten drugi przypadek daje niezrozumiałą łatwość zdobycia przy minimum wysiłku papiery ratownika. Pojawił się też podział na specjalizacje. Najbardziej ujął mnie ratownik basenowy. W tak zwanym międzyczasie resort spraw wewnętrznych dojrzał do uproszczenia wydawania pozwoleń na prowadzenie działalności ratowniczej, bez min. konieczności utrzymywania całorocznej gotowości na wodach otwartych. Na bazie tej dobroci wyrodziło się w rejestrze firm komercyjnych całe miasteczko fundacji, spółek oraz stowarzyszeń, które ochoczo zabrały się za kręcenie lodów na obiektach wodnych. Wzorem na przykład tak dziś na czasie sytuacji w służbie zdrowia, i w tej branży podmioty prywatne nakręciły modne w kraju fikcyjne przetargi. Tak jak szkółki pływania działalność ratowniczą może założyć nawet grabarz albo pacjent o kulach wychodzący z przychodni. Wynik przetargu to kwestia intymnych ustaleń i solidarnego podziału rynku. Dopiero po tym zwycięzca poszukuje pracowników, a z tym jest coraz gorzej. Po prostu ratownictwo wodne jest wypadkową poziomu edukacji pływackiej, a z tym szczególnie za czasów pani prezes Polskiego Związku Pływackiego jest w najlepszym razie fatalnie. 

Podmioty nie tylko komercyjne posiłkują się więc rozdawnictwem fikcyjnych uprawnień, a już sensacyjne, gdy urzędy pracy robią kursy ratownictwa dla bezrobotnych. Sensacyjne, gdy urzędy wojewódzkie finansują dotacjami bezpłatne kursy na ratownika, podczas, gdy jest cała armia zawodowców, którzy w swoim czasie płacili grube pieniądze za wielomiesięczne, kilkuetapowe do zdobycia pełnych uprawnień kursy. 

Jeśzcze zabawniej wymyślono zagospodarowując rzeszę Ukraińców, rozdając im uprawnienia tylko po to, żeby ktokolwiek siedział na dyżurach w koszulce ratownika.

Widmo prokuratora w tej profesji już dawno przestało mieć znaczenie, a nakierowanie się na dorabianie młodych ludzi w filozofii dziedziny tak wymagającej odpowiedzialności i dojrzałości doprowadziło do oceanu kuriozalnych sytuacji, które w normalnych warunkach są wykluczone.

Jest ogromna różnica w podejściu do obowiązków ratowników zatrudnianych na etacie, a tych z wolnego zaciągu. Ci nie muszą w ramach umowy podnosić swoje kwalifikacje, trenować i utożsamiać się z obserwacją niecki wodnej. Kluczem w tej branży są jak najniższe koszty pracy przy proporcjonalnie najwyższym dochodzie właściciela firmy. Dojrzałego ratownika nie skuszą stawki sprzed dwóch lat, fikcyjne kary umowne, a przede wszystkim łamanie ustawy o bezpieczeństwie w wodzie, która jest ponad każdą umowę o pracę. A dziś zatrudniani przez podmioty prywatne nają robić za sprzątaczy i pracowników Spa, łącznie z recepcją i placem zabaw dla dzieci. 

W Jastrzebiej Górze na przykład i Krynicy Morskiej ratownicy regularnie porzucają pracę, a zostają zdesperowani z niewielką świadomością, czym ryzykują. W Krakowie działa od lat firma za powyższych zasadach zaprzyjaźniona z byłym prezydentem Majchrowskim. Zatrudnia min policjantów wodnych, których nie wziąłbym nawet do pilnowania swojego przydomowego stawu. Jeden z jej menagerów namawiał mnie do siebie na zabezpieczenie hoteli górskich oferując warunki zatrudnienia godne uchodźcy, a nie instruktora ratownictwa z 30oletnim stażem. Był przekonany, że jestem fascynatem nowości w ratownictwie i promowanej przez reprezentowanego przez niego lobby zmian w ustawie. Teraz ma być ratownik basenowy z krótkim szkoleniem przed rozpoczęciem pracy. Według tej koncepcji ratownik tam nie musi umieć pływać, bo baseny hotelowe są z natury bezpieczne. Ma to być funkcja pomocnicza dla hotelowych gości i oczywiście usankcjonowanie zadań zwykle wykonywanych przez sprzątaczki. 

Idąc do brzegu, standardy edukacji pływackiej i rozdawanie uprawnień instruktora pływania dyletantom pozwala im kosić dobre pieniądze za fikcyjną naukę bez żadnej odpowiedzialności. W elbląskim parku wodnym tak zwani trenerzy zajęcia prowadzą w niecce relaksacyjnej pod grzybkiem i biczami między moczącym się tłumem. Dla gościa jak ja, który pływa od 4ego roku życia, a trenuje ćwierć wieku to profanacja. Innym wątkiem jest oddawanie w zarządzanie obiektów wodnych ludziom kompletnie oderwanych od tej dziedziny. W Krakowie w szkole sportowej pani od sprzątaczek. To tak dla przykładu, bo na palach chciałbym, żeby dwóch rąk można znaleźć na stołkach ludzi ogarniętych. Finalnie w takim schemacie profesjonalny WOPR, który zabezpiecza najbardziej popularne jeziora regionu z braku pieniędzy wystawił na sprzedaż łódź patrolową. Bo daleki jest od komercji. Dopiero rozgłos w mediach wymusił na decydentach długo oczekiwaną dotację.

Polacy będą tonąć w coraz większych ilościach, bo zamiast profesjonalnego ratownictwa wodnego mamy protezy.


Wieloletni dziennikarz śledczy, zawodnik i trener pływania oraz triathlonu / od 1997/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Gospodarka