Była sobie raz kłamczuszka
Co chciała zwabić mężczyzn do łóżka
A to łóżko miała duuuże
Odpowiednie jej posturze
Więc wabiła awatarkiem
Oraz czynną zawsze szparką
Pamięć krótką jednak miała
O fejsgłupie zapomniała
Gdzie to brutalnie, w całej rozciągłości
Zmarszczki owszem, jednak nie policzysz kości
Pulchna, smutna, pomarszczona
Siedzi na starej kanapie matrona
Marzy jej się miraż terapeutki
I żywiczne, lubieżne napletki
Ociekanie soków po wszelakich wargach
Dzida dzika, brutalna i twarda
Lecz tymczasem sen z ócz jej opada
A dzień nowy skrzeczy: „Biada! Bida! Biada!”
Wstaje z wymiętej pościeli nimfomanka
Siada do kompa każdego wstrętnego poranka
I publikuje rozmaite treści
Wspomagana szczodrze litościwą AI
Ach! Jak tak patrzę na to
Dobić to nieszczęście lepiej by łopatą
Lecz empatia moja sprawia,
Że nie puszczam nawet pawia
A zapytam nieśmiało i poetycko
Choć może naiwnie jak dziecko
Świata nie zbawię
Do miłości nie namawiam
Albowiem choć jestem jędzą
Mam litość nad ludzką nędzą
Więc kto to stworzenie nieszczęsne przytuli
Po tym szczodrym apelu Kobiety Kuli?
Może po tym tuleniu będzie musiał skręta zajarać
Lecz za to mu Kula postawi perlistego browara
I tralalala .., :-)))


Komentarze
Pokaż komentarze (20)