Tak oto pierwszy etap podróży w temacie Drang nach Osten mam ja już za sobą, a można powiedzieć, że doświadczywszy takowych perwersyjnych atrakcji jakoby spotkanie Titanica z radziecką łodzią podwodną pod dowództwem Konczity Wurscht.
Tak się bowiem złożyło, że oberwanie chmury nastąpiło, a wszystko stawało się coraz bardziej wilgotne, nie tylko względem okoliczności przyrody, ale też na skutek tego, że niestety każdy duży stanął, a ruchy mniejszych były nieskoordynowane, zaczęłam więc widzieć jak mój się rozgrzewa, więc część tego rozgrzania , na siebie biorąc, otwarłam się na jego gorące dmuchanie i od razu tak byłam rozpalona, że otwarłwszy na oścież okno, aż lały się na mnie strugi deszczu, więc inni uczestnicy tej orgii patrzyli na mnie nieprzytomnie, kiedy jakoby bryzą morską, wiatr był mnie na Titanicu chłostał, a ja patrzywszy zaś z mgłą przed oczami na horyzont Zielonego Ładu, gdzie w majestatycznych obrotach tęcza się objawiwszy.
Z tego wszystkiego mnie się zatarłwszy postrzegania granice, bo kiedy po tej jeździe perwersyjnej chciałam wzburzenie ukoić szklanką zimnej wody, zamiast napisu "Soester Börde", zobaczywszy pierwotnie napis "Swojski Burdel", ale zaraz sobie powiedzieć musiałam, że do strefy zielonego ładu i stolicy z tęczowym wiatrołapem to ja mam jeszcze bardzo daleko...
I tralalala. :-)))




Komentarze
Pokaż komentarze (25)