Nigdy ja się nie bałam upiorów, utopców, duchów, a nade wszystko Beboków, dlatego już jako dziecko dostawałam od Rodziców upiorne lektury o wilkołakach czy też Draculi, które błyskawicznie i z wypiekami na Kulicji twarzyczce, były przeze mnie czytane. Rodzice zaś bardzo byli w ten deseń zadowoleni, że córka im się udała względem zaradności życiowej, albowiem wiadomo, że kto się nie boi postaci z Zaświatów, z żywymi sobie morderczo poradzi, co faktem jest jako żywo, albowiem mam na swym sumieniu jednego nieboszczyka, całkiem gotowego, a drugą delikwentkę odratowano w ostatniej chwili, o czym ja onegdaj już na Salonie pisałam.
Zaliczanie zaś Beboków to zaprawdę jest radość, a szpas pieroński kaj zajada do Hajduk, bez to tradycjo je tako, aby sie karnońć bankom na Wolka do "Gryfnie" i pożądliwościom perwersjonicznym się oddając, zaliczyć Beboki.
Tygo lata, żech zaliczyła piyńć Beboków, ale te Beboki mie do Katowic wzieni i w Handlowo Galeryja wciepali, kaj boła tyż gryfno księgarnia i dalej Kulicja rozpustę czyniła, grzesząc na potęgę w spektrum tematycznych perwersjonizmów, albowiem znak Bliźniąt mnie usprawiedliwienie czyni względem różnorodnych zainteresowań I literatury na tematy wszelakie. I muszę powiedzieć, że na chwilę obecną jestem w kwestiach mych perwersyj zadowoloną, ale wiadomo, na krótko, bo czytam pierońsko szybko, ale Wom godom : bydzie dupnie!
I tela.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)