Żałosne było odejście Kazimierza Marcinkiewicza ze stanowiska premiera. Ta polityczno-medialna wydmuszka, która zrezygnowała zupełnie z treści poświęcając wszystko formie zyskała w polskim społeczeństwie olbrzymia popularność.
Chopin w telefonie, lepienie bałwana, tańce, gra w piłkę, jazda kładem i granie luzaka uwiodło miliony.
Wydobyty gdzieś z trzeciego szeregu przez Jarosława Kaczyńskiego polityk miał być wykorzystany do klecenia koalicji z przegranym PO. Niestety dość szybko Pan „Nikt” uwierzył w swoją wielkość i kompetencję.
Startując w wyborach na prezydenta Warszawy zaczął dystansować się od swojego dobroczyńcy licząc jedynie na swój nieodparty czar. Po porażce mięliśmy żałosny serial poszukiwania dobrze płatnego stołka.
Z niesmakiem oglądaliśmy zabiegi o stanowisko prezesa PKO BP mimo braku podstawowych kwalifikacji. Później było dobrze płatne stanowisko doradcy w tymże banku. Ostatecznie skończyło się to dyrektorowaniem w EBOR.
Zdając sobie sprawę ze swej nielojalności doszedł do wniosku, że być może nie będzie mu dane dokończyć dobrze płatnej misji w Londynie. Pozostało jedno wyjście. Mimo niezłych jeszcze wtedy notowań PiS-u, instynkt zachowania dobrze płatnej pracy popchnął go w stronę PO.
Niczego nie ryzykował. W wypadku wygranej Kaczyńskiego i tak zakończyłaby się kariera londyńskiego „bankowca”. Zwrócenie się z poparciem w stronę PO dawało szansę na rewanż Tuska w postaci nowej dobrze płatnej fuchy.
Szczęście się uśmiechnęło do Pana wydmuszki. Postawił na dobrego konia.
Dzisiaj trwa seria medialnych komunikatów o tym na jaki odcinek zostanie rzucony przez nowych mocodawców zapobiegliwy Kazik.
Komisarz UE? Szef PZPN? Musi to być coś takiego co da szołmenowi satysfakcję finansową i jednocześnie nie będzie kolidowało z ambicjami prezydenckimi kolejnego Pana „Nikt” wykreowanego sztucznie przez media.
W cieniu rosyjskiej wizyty Tuska odbył się pogrzeb Stefana Mellera. Polityk ten odszedł z rządu nie plując we wszystkich mediach na PiS i jego szefa i nie merdając ogonem w stronę platformy.
Warto zachować w pamięci tą postawę i czasami porównywać z zachowaniem takich „mężów stanu” jak Sikorski i Marcinkiewicz, że o Mężydle już nie wspomnę.
Jedyną zaletą i wartością Marcinkiewicza jest poparcie jakim się cieszy. Epizod premierowania wykorzystał bezbłędnie inwestując tylko i wyłącznie w nadymanie swojego wizerunku i jeszcze przez jakiś czas będzie na tym i tylko na tym żerował.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)