Plan jest dość prosty i w swojej istocie dość prymitywny. Cały patent oparty jest na nadymaniu do granic absurdu rzeczy nieistotnych, tak, aby sprawy niewygodne i wstydliwe nie stawały się tematami debaty publicznej.
Jak na razie wszystko świetnie się udaje potwierdzając starą handlową zasadę mówiącą, że opakowanie odgrywa w odbiorze konsumentów niezwykle ważna rolę, a w momencie zakupu wręcz decydującą.
Nie dzieje się nic niezwykłego. Trwa kontynuacja pomysłu, który przyniósł sukces w kampanii wyborczej.
Jest szary, kanciasty, chropowaty, cuchnący i mało atrakcyjny PiS zapakowany w gruby pognieciony papier pakowy i obła, lśniąca i pachnąca Platforma Obywatelska, która cieszy oczy rozentuzjazmowanej gawiedzi.
Powodzenie tej strategii nie byłoby możliwe bez udziału mediów. Jedni twierdzą, że wpisywanie się dziennikarzy w ten scenariusz to wynik cichego porozumienia, inni spychają to na karb degrengolady i dna, do jakiego doszło to środowisko.
Powodzenie takiej strategii i okres czasu, przez jaki będzie skuteczna zależy od tego, do jakiego stopnia da się ogłupić współczesne polskie społeczeństwo.
Pesymiści sądzą, że może to potrwać nawet całą czteroletnią kadencję. Optymiści zaś, że każdy nawet najpiękniej zapakowany towar trzeba w końcu wydobyć, mimo, iż szkoda niszczyć pięknego ozdobnego papieru, barwnych wstążek i kokardek. Według nich, nikt o zdrowych zmysłach nie będzie delektował się przez cztery lata formą zapominając o treści.
Mimo największego wysiłku i pomysłowości nie wystarczy na całe czterolecie laptopów, kart sim, spadających satelitów, i bezproduktywnego mizdrzenia się od Berlina po Moskwę.
Rosnąca inflacja, galopujące ceny, podwyżka cen gazu mogąca sięgnąć 25%, rozbudzone apetyty płacowe i zbliżająca się wiosna sprzyjać będą masowym protestom, które mogą zmieść ten nieudolny rząd szybciej niż się to niektórym wydaje.
Rozumie to doskonale sympatyk PO kardynał Dziwisz, który nagle doznał olśnienia mówiąc, iż lekarze i nauczyciele nie mogą strajkować. Szkoda, że tej troski i wrażliwości zabrakło wielu hierarchom, kiedy to dziatwa szkolna wraz ze swoimi troskliwymi pedagogami wznosiła „chrześcijańskie” zawołanie „Giertych do wora i do jeziora”.
Nie uda się chyba uniknąć niemoralnych tym razem protestów, które zapewne nie spotkają się z życzliwym poparciem zjednoczonych autorytetów. Jakoś tym razem trudno będzie sobie wyobrazić wśród protestujących Marka Konrada, Krystynę Jandę i resztę komediantów.
Jakoś nie widzę Najsztuba rozwożącego rosół czy Kazimierza Kutza i profesora Modzelewskiego z serią wykładów.
Na wiosnę rząd PO i PSL na gwałt potrzebował będzie jak Kania dżdżu Karlina II.
9 grudnia 1980 roku, kiedy to na sklepowych pólkach w moim sklepie był tylko ocet i bób konserwowy Stanisław Kania spoglądał z ulgą na 130 metrowy słup ognia unoszący się nad nowoodkrytym polskim Kuwejtem w Krzywopłotach koło Karlina.
Pech jednak polega na tym, że nawet słup ognia sięgający prawie do nieba zawsze kiedyś dogasa i nie da się podtrzymywać go na siłę.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)