Lech Kaczyński o ustawie Ćwiąkalskiego podczas wizyty w Wilnie
Na pewno zawetuję, bo to jest ustawa niezwykle szkodliwa z punktu widzenia państwa, z punktu widzenia demokracji, z punktu widzenia poczucia pewności obywateli, z punktu widzenia tego, że nie może być tak, że grupa osób tworzących pewną korporację, ma tak olbrzymią władzę nad innymi bez żadnej kontroli
Dlaczego korporacje zawodowe maja się tak dobrze i jak lwy bronią dostępu obcym do oznakowanych jako własne terytoriów? Zdania są podzielone.
Senator Piesiewicz i jego wpływowi koledzy z tego elitarnego światka twierdzą, że to wszystko w celu wymuszenia wysokiej jakości usług prawniczych. Na zarzuty, że córy i synowie członków korporacji bez trudu dostają się do zawodu jest również jednobrzmiąca chóralna odpowiedź. Otóż dzieci nasiąkając od dzieciństwa terminologią prawniczą, specyficzną atmosferą, altruizmem i obserwowanym wręcz, niebywałym poświeceniem w niesieniu pomocy ludziom, połykają tego bakcyla. Także nie jest to nic złego, a wręcz przeciwnie. Dzieci lekarzy czy prawników powinny być uprzywilejowane w starcie do zawodu swoich rodziców gdyż mają większe od innych predyspozycje ku temu.
Niestety populacja potomków członków korporacji nie jest zbyt liczna, a instynkt zachowania gatunku jak gdyby został zastąpiony innymi szlachetniejszymi instynktami. Dlatego ilość prawników na 1000 obywateli jest pięciokrotnie mniejsza niż w krajach Europy zachodniej.
Z nastaniem ministra Ćwiąkalskiego jedyna nadzieja w tym, że korporacjoniści zwiększą przyrost naturalny w swoim środowisku, gdyż na regulacje prawne otwierające drogę do zawodu nie ma co liczyć.
Może to ponuro i pesymistycznie zabrzmi, ale według toku myślenia tych elitarnych środowisk syn piekarza powinien zostać piekarzem, ślusarza ślusarzem, złodzieja złodziejem, a menela menelem.. Cele wyższe są zarezerwowane dla elit z często PZPR-owskim lub okrągłostołowym rodowodem.
Jednak podejrzliwi, których nie uwiodły bajania o jakości, dobru obywateli i innych wzniosłych dyrdymałach sądzą, że chodzi tylko i wyłącznie o konfitury i wyłączność nielicznych na strzyżenie reszty obywateli z kasy. Czy rzeczywiście otwierając drogę do reglamentowanych zawodów prawniczych, korporacja musiałaby się podzielić swoimi dochodami i bieda zajrzałaby w jej oczy?
Minister Ćwiąkalski uzupełnił w końcu swoje oświadczenie o dochodach informując, że w 2006 roku zarobił 1.083.974,19 zł. Nie wiem jak na taką informację zareagują studenci i młodzi adepci prawa, ale moim zdaniem wniosek jest jeden. Zachłanność, bezczelność i nieliczenie się z resztą społeczeństwa tego środowiska przypomina mafię, a nie uczciwą korporację zawodową.
Zapewniam, że kwota ujawniona przez Ćwiąkalskiego nie jest w żadnym razie rekordowa i plasuje się raczej w dolnej strefie stanów średnich. Ktoś powie, że przemawia przeze mnie typowa dla Polaka zawiść i podejrzliwość w stosunku do osób zamożnych. Nic z tych rzeczy. Tutaj niebotyczne zarobki osiągane są tylko i wyłącznie ograniczaniem większości dostępu do najbardziej intratnych specjalności.
Można pleść o zbawiennym działaniu uczciwej konkurencji i prawach rynku, ale nie w tym wyjątkowym przypadku. Tu i liberałowie z PO nabierają wody w usta.
Jaką część obywateli stać dzisiaj na płacenie na dzień dobry kilkuset złotych za sam zaszczyt zamienienia kilku słów z wybitną i niepowtarzalną jednostką? Czy kogoś to w ogóle interesuje? Dlaczego kolejne rządy nie działają na rzecz obywateli tylko zapewniają nielicznej klice ściąganie haraczy, przyznając im wyłączność na ten proceder?
I tak oto na stanowisku ministra sprawiedliwości mamy wybitnego przedstawiciela korporacji, który może się zapisać w historii Polski złotymi zgłoskami.
Prawie dwudziestoletnie lamenty i rozpacz nad tym, że wolna Polska nie potrafiła ukarać polityków za popełnione przestępstwa zostaną nagrodzone.
Nie udało się ukarać takich zbrodniarzy i renegatów jak Jaruzelski czy Kiszczak, ale jest nadzieja na wsadzenie za kratki Jarosława Kaczyńskiego.
Ktoś, kto ośmielił się rządzić wbrew woli elit, próbował naruszyć interesy korporacji, a obecnie ośmiela się krytykować jedyny słuszny rząd może wylądować w pudle. Polska mafijno-korporacyjna nie żartuje.
Biorąc na poważnie słowa wybitnego ministra, dokona tego rząd chełpiący się solidarnościowym rodowodem, a zrobi to rękoma swojego ministra Ćwiąkalskiego, byłego członka PZPR i kandydata na TW.
Był Jaskiernia, Bentkowski, Cimoszewicz i jeszcze paru innych komunistycznych kapusiów na stanowisku ministra sprawiedliwości, ale z takim indywiduum jeszcze nie mięliśmy przyjemności.
Rozmnażanie się w wąskim środowisku bez genetycznego urozmaicenia przyroda karze, powołując na świat jednostki zdegenerowane, wynaturzone i zdeformowane. To jest pierwszy wysyłany przez nią sygnał do zmian i większej otwartości. Głuchota kolejnych rządów i samego środowiska na takie ostrzeżenia sprawiają, iż degeneraci reprodukują jeszcze większych degeneratów paraliżując elementarną sprawiedliwość i hamując demokratyczny rozwój.
Korporacja prawnicza spłodziła typowego jej przedstawiciela, który swoją głupotą, nieudolnie skrywaną nienawiścią i samouwielbieniem tak się jej przysłuży, że po następnych wyborach pies z kulawą nogą nie będzie śmiał ze wstydu zabrać głosu w jej obronie.
Twierdzę, że tak uradowane środowisko z mianowania jego produktu na ministra będzie go wspominało jako grabarza złotych interesów.
Nie wierzę, by większość Polaków nie zauważyła w końcu, kim jest ten cały Ćwiąkalski i reprezentowane przez niego zdeprawowane środowisko.
Myślę, że i zwolennicy PO w końcu przejrzą na oczy.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)