Jarosław Kaczyński mógł w majestacie prawa wydać polecenie usunięcia siłą pielęgniarek z okupowanego budynku rządowego jak to robiło swego czasu SLD.
Mógłby i pewnie teraz tego gorzko żałuje.
Niestety strach przed koalicją medialną kazał mu szukać innych rozwiązań.
Już przesunięcie protestujących z jezdni na trawnik stało się zbrodnią przeciw ludzkości, więc ówczesny premier zrezygnował z rozwiązania siłowego.
Dziś płaci za to zaniechanie.
Klangor w wypadku użycia sił porządkowych byłby taki sam jak dzisiaj, kiedy to cały postępowy świat zastanawia się, jakie będą dalekosiężne skutki choroby popromiennej pani Gardias i jej koleżanek. W zasadzie większość polityków z Jerzym Szmajdzińskim i Zbigniewem Chlebowskim już wie, że uszczerbek na zdrowiu jest niewątpliwy. Nie wiemy jednak jeszcze czy odbije się to na potomstwie napromieniowanych pań.
W zasadzie na końcowe wnioski trzeba będzie poczekać wiele lat tak jak w wypadku Czarnobyla.
Właściwie obecny rząd powinien ewakuować się z wykorzystywanego dalej budynku i wyznaczyć wokół niego strefę ochronną. Nie jest już dzisiaj tajemnicą, że ze śmiercionośnych urządzeń korzystano w tym budynku przez wiele lat.
Zastanawiam się, dlaczego milczą jeszcze obrońcy praw człowieka?
Dlaczego w programie „Teraz my” Panowie Sekielski i Mrozowski nie goszczą Pań okupantek skarżących się na drżenie rąk, kłopoty z pamięcią, bezsenność, spadek masy ciała i zanik czerwonych krwinek?
Czyżby to było jeszcze przed nami?
Panie premierze Kaczyński bez względu, co by Pan wtedy nie uczynił i tak mielibyśmy polski Tiananmen.
Taka jest „mądrość etapu”.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)