Józef Stalin uważał Polskę za najcenniejsze trofeum II wojny światowej. Jego kolejni następcy zapewne byli podobnego zdania. Nie trzeba wielkiej inteligencji i dostępu do sowieckich archiwów by wydedukować, że przed przełomem 1989 roku zabezpieczyli oni doskonale swoje interesy w naszym kraju. Do tego wystarczy zwykła logika i zdrowy rozsadek.
Co jak co, ale sieć agenturalną Rosjanie zawsze mieli świetnie rozbudowaną i bardzo skuteczną, o czym przekonało się wiele państw i mocarstw.
Ten prosty logiczny wniosek i jego głośne wypowiadanie stało się w III RP największą zbrodnią ściganą przez autorytety, salonowe media i niezłomnych opozycjonistów.
Tak fetowana rokrocznie rocznica porozumień gdańskich, szczecińskich i jastrzębskich nabiera obecnie innego symbolicznego znaczenia.
Dziś, kiedy wiemy, że na czele związku „Solidarność” w Gdańsku, Szczecinie i Jastrzębiu stali współpracownicy SB, Wałęsa, Sienkiewicz i Jurczyk z legendy tej nie pozostaje nic, prócz goryczy, jaką powinni czuć wszyscy szeregowi członkowie tego wielomilionowego bezprecedensowego ruchu.
Skoro potrafiono w dużej mierze opanować kierownictwo związku, to czy po 89 roku Moskwa pozwoliłaby na wyłonienie niezależnego rządu pozbawionego rosyjskiej agentury? Wolne żarty.
Pierwszy prezydent przecież to Jaruzelski, a desygnowany na premiera to Kiszczak. Pierwszy prezes TVP to agent bezpieki Drawicz, zastępca jego to współpracownik SB Rywin, a dyrektorem programowym zostaje nie, kto inny jak Marek Tumanowicz.
O jakiej więc wolności, niepodległości i suwerenności mówimy. Czy jesteśmy stadem durniów i baranów niepotrafiącym samodzielnie myśleć?
Ziemia zatrzęsła się w posadach, kiedy Antoni Macierewicz stwierdził w Radiu Maryja, że większość ministrów spraw zagranicznych w III RP to agenci Moskwy. Na salonach i wśród „młodych i wykształconych z dużych miast” wręcz w dobrym tonie jest uważanie tego polityka za niebezpiecznego wariata, oszołoma i największego szkodnika. Ta nienawiść jest siana z powodu niebezpiecznej wiedzy, jaką posiadł dzięki wypadkom przy pracy salonu z lat 1992 i 2005 oraz głośnemu wypowiadaniu rzeczy oczywistych, lecz będących w IIIRP tabu.
Według dzisiejszej wiedzy pięciu z tej ósemki poniżej to współpracownicy komunistycznych służb specjalnych podporządkowanych Moskwie.
Pięciu czyli większość jak mówił „kłamca” Macierewicz.
· Krzysztof Skubiszewski ps „Kosk”.
· Andrzej Olechowski ps „Must”,
· Władysław Bartoszewski
· Dariusz Rosati ps „Buyer”,
· Bronisław Geremek
· Włodzimierz Cimoszewicz ps „Carex”,
· Adam Daniel Rotfeld ps "Rauf", "Rad", "Ralf" i "Serb”
· Stefan Meller
Analizując tą listę to w innym świetle można spojrzeć na pamiętny donos w/w obywateli na własnego prezydenta.
W czasie dwuletnich rządów PiS-u wrzucona do matecznika agentury, jaką jest MSZ, Anna Fatyga szybko stała się na wzór Macierewicza niekompetentna idiotką psującą dokonania Kosków, Mustów, Buyerów, Carexów i Ralfów, którzy cieszą się do dziś wielkim szacunkiem na krajowych i europejskich salonach..
Atak niemieckiej i rosyjskiej prasy na Kaczyńskich to dla Polaków powinien być wyraźny sygnał, że wybijamy się powoli na prawdziwą samodzielność. Ci, którzy w naszym kraju dołączyli zgodnie do tego chóru i zmasowanego ataku powinni budzić podejrzenia. Oczywiście nie mam tu na myśli tak zwanych pożytecznych idiotów w osobach takich komediantów jak Hołdys, Olbrychski czy Kondrat.
Niestety tak się nie stało.
Poparcie Urbana, postkomunistów i znanych dziś agentów udzielone Tuskowi w wyborach prezydenckich również nie zapaliło lampki ostrzegawczej u „młodych i dobrze wykształconych z dużych miast”.
Dziś przychylnością Niemiec i Rosji może się cieszyć tylko taki polski rząd, który sam jest przeżarty agenturą, albo akceptuje bez zastrzeżeń jej wpływy.
Dziwny kraj z tej Polski. Więcej oleju w głowie, zdrowego rozsądku i odporności na manipulację wykazują tak wyśmiewane „moherowe berety” niż nasza przyszłość i duma, czyli „młodzi i dobrze wykształceni z dużych miast”.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)