Popularność rządu spada. Polska w rankingu Banku Światowego państw przyjaznych dla przedsiębiorców przesunęła się za rządów obecnej ekipy o cztery miejsca w dół. Pierwsze ustawy komisji Palikota miały być już w maju bieżącego roku, a nie ma ich do dziś. Gotowy ponoć na długo przed wyborami i zapięty na ostatni guzik pakiet Szejnfelda gdzieś zaginął stąd nie ma nawet tak zwanego „jednego okienka”, które miało być na dzień dobry, zaraz po ochłonięciu i dojściu do siebie po zwycięstwie wyborczym.
Irlandia zniknęła z ust premiera, gdyż pechowym zrządzeniem losu stała się dla elit zakałą Europy.
Nie ma oddanego nawet 1 cm autostrady, a ilość wypadków drogowych, za które reklamówki wyborcze PO obwiniały PiS wzrosła.
Miłość, której nosicielami są dzisiaj Palikot, Niesiołowski i Karpiniuk, coraz bardziej demaskuje marketingowy charakter wykorzystywania tego pięknego uczucia przez specjalistów od PR podczas wyborów.
Dlatego doradcy medialni postanowili wszystko zmienić. Najpierw premier przykurzony i ucharakteryzowany na człowieka, któremu porwało dach ze stodoły rusza na miejsce po przejściu huraganu. Później przebija bohaterstwem samego prezydenta i w końcu wyrusza w tak wstydliwie odkładaną podróż do Afganistanu, gdzie od lat czekają na niego przygotowani na atak Talibowie.
Najnowsze pomysły to zapowiedź Tuska, że będzie kastrował zaś Chlebowski w okrzyku bojowym zapowiedział jesienną bombę legislacyjną.
Jesteśmy świadkami wielkiego zwrotu rządzącej ekipy. Niestety jest to zwrot tylko werbalny.
Jedyny konkret to wystawienie koalicjanta PSL jako zderzaka do zbierania razów.
TVN, które pompowało Tuska do niebotycznych rozmiarów jest sama zainteresowana, aby całe zło obarczyło PSL. Stąd znowu aktywność funkcjonariuszy frontu ideologicznego Sekielskiego i Mrozowskiego oddelegowanych na odcinek ratowania Tuska kosztem Pawlaka.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)