320 obserwujących
2286 notek
2318k odsłon
814 odsłon

Stańmy się milionami Olewników

Wykop Skomentuj17

 Dzielna rodzina Olewników udowodniła i jednocześnie dała przykład wszystkim rodakom, że nigdy nie wolno się poddawać i tracić nadziei.

Przez całą dekadę od 2001 do 2011 roku dążyła do poznania i ujawnienia prawdy o losie syna i brata. Do 2006 roku, kiedy to odnaleziono zwłoki Krzysztofa, walczyła jeszcze o uratowanie mu życia. Następne lata to nieustanna batalia o ujawnienie sprawców, mocodawców i funkcjonariuszy aparatu, tego mafijnego tworu zwącego się szczytnie demokratycznym państwem prawa. To niemoc i bierność tego państwa przyczyniła się w ogromnej mierze do śmierci młodego, 27 letniego człowieka, który ostatnie dwa lata swojego życia spędził w nieludzkich warunkach. Taki los zgotowali mu porywacze.

Ta walka trwa nadal, a determinacja rodziny Olewników jest dla mnie czymś imponującym i dającym wiarę na przyszłość. Oczywiście wiarę w człowieka, a nie w chore, zżerane patologiami państwo.

Co byłoby gdyby nie ich upór?

Oczywiście sprawa dawno uległaby zapomnieniu, a być może nigdy nie wypłynęłaby na ogólnopolską medialną scenę. Cóż kogoś obchodziłoby dzisiaj to, co wydarzyło się w nocy z 26 na 27 października 2001 roku w jakimś tam Świerczynku na przedmieściach Drobina?

Zapewne sprawcy do dziś spaliby sobie spokojnie, a w postępowym europejskim humanitarnym państwie, jakim jest Polska, gdzie oczywiście najwyższym wymiarem kary jest dożywocie nie trzeba by w pośpiechu wykonywać aż trzech wyroków śmierci w monitorowanych więziennych celach.

Czy Olewnikom przez te wszystkie lata było lekko?

Wolne żarty. Próbowano z nimi wszystkich znanych sztuczek. Pojawili się dobrzy i źli „ubecy”. Były liczne kije i marchewki. Był udawany w niektórych mediach podziw i okazywana empatia, po czym na tych samych łamach dochodziło do plucia jadem oraz podłych oszczerstw i insynuacji.

Oczywiście nie mogło zabraknąć też prób skłócenia tej niezwykle kochającej się rodziny i rozbicia jej jedności.

Jak to się skończyło wszyscy wiemy.

Powstała nawet parlamentarna komisja śledcza do wyjaśnienia okoliczności uprowadzenia i zamordowania jednego polskiego obywatela, który nie był ani medialną gwiazdą, politykiem czy wysokim urzędnikiem państwowym. Dla niemal wszystkich Polaków gdyby nie jego zdeterminowana rodzina byłby dzisiaj tylko panem „nikt”.

Miłość, honor, odwaga, poczucie obowiązku, upór tylko jednej polskiej rodziny sprawiły, że o ich tragedii usłyszała cała Polska i nie dało się dłużej zamiatać sprawy pod dywan.

10 kwietnia 2010 roku wydarzyła się dziejowa tragedia. Zginął Prezydent RP wraz z małżonką i 94 towarzyszących mu osób. Dlaczego nie ma sejmowej komisji śledczej w tej sprawie? Dlaczego ten sam parlament w „głosowaniu hańby”, 29 kwietnia 2010 roku odrzuca postulat umiędzynarodowienia śledztwa? Dlaczego nie potrafimy zmusić polskich władz do działania i pozwalamy zamiatać wszystko pod dywan?

Cóż takiego się stało, że w jednym przypadku państwo przyparte zostało do muru i zmuszone do działania, a w innym, dotyczącym wielkiej narodowej tragedii pozostaje zupełnie bierne czy wręcz mataczy ręka w rękę z Kremlem?

Otóż wina jest w nas samych. Nie potrafimy stać się milionami zdeterminowanych Olewników, którzy nie spoczną do chwili, kiedy prawda nie ujrzy światła dziennego. Nie potrafimy tak jak tamta dzielna rodzina zbliżyć się do włodarzy III RP na tyle, aby poczuli na sobie nasz gorący oddech tak mocno, że aż ciarki przeszłyby im po plecach.

Już niemal czternaście miesięcy dajemy robić z siebie idiotów przez miejscowych i kremlowskich kłamców.

Nie liczmy na NATO, UE, USA, lecz przede wszystkim na siebie. Tylko odsunięcie w wyborach obecnej władzy, tak jak i pogonienie Napieralskiego, za którego plecami czai się już towarzysz Miller, umożliwi nam rozpoczęcie procesu ratowania Polski i rzeczywistą próbę wyjaśnienia smoleńskiej tragedii oraz pociągnięcie zdrajców do odpowiedzialności.

Wywalmy w końcu na zbity pysk z polityki także i cwaniaczków z PSL-u, którego symbolem dla mnie jest niejaki Stanisław Żelichowski, którego twarz mam wątpliwą przyjemność oglądać w ławach sejmowych nieprzerwanie od 1985 roku, czyli już trzecie dziesięciolecie. To już niemal symboliczny Breżniew czy Gromyko polskiej polityki i dowód na bezbronność Polaków przy takiej chorej ordynacji wyborczej, konserwującej relikty i mamuty z czasów PRL.

Kłamstwa, jakie funkcjonują w społeczeństwie, jako prawda objawiona przez media są wprost niesłychane.

W myśl konwencji chicagowskiej zarówno wrak samolotu jak i czarne skrzynki natychmiast po zakończeniu pracy komisji MAK zgodnie z tą konwencją powinny trafić do Polski.

Prawda jest taka, że nie chcą tego zarówno ludzie Tuska jak i banda Putina. Temu przecież służyło memorandum podpisane w Moskwie przez wysłannika Tuska, szefa MSWiA, Jerzego Millera w dniu 31 maja ubiegłego roku. To ta umowa zobowiązała również obie strony do utajnienia zapisów rejestratorów lotu. To dla tego mamy dziś tylko jakieś przekłamane stenogramy rozmów w kokpicie sporządzone na podstawie kopii z kopii.

O pozostałych rejestratorach nie wiemy nic. Nawet polska skrzynka szybkiego dostępu, której odczytanie i analiza to kwestia kilkudziesięciu minut (podłączenie do drukarki i wciśnięcie przycisku „print”) owiana jest tajemnicą i słyszymy już przeszło rok, że jest ciągle badana przez specjalistów.

Jak można wmawiać społeczeństwu, że to strona rosyjska nie chce wydać nam naszej własności skoro wspólnie i w porozumieniu postanowiły o tym obie strony?

Idźmy dalej.

W ruskim protokole z sekcji zwłok ubrany na ten ostatni lot w białą koszulę, śp. Pamięci Stefan Melak mierzący 172 cm i ważący 105 kilogramów opisany jest, jako mężczyzna w niebieskiej koszuli o wzroście 195 cm i lekkiej otyłości.

W dokumencie z autopsji śp. Zbigniewa Wassermanna opisano szczegółowo narządy, których zmarły na skutek leczenia operacyjnego nie posiadał już od wielu lat. Jest protokół z sekcji zwłok Janusza Kurtyki, choć na jego ciele nie było żadnych śladów przeprowadzenia owej sekcji.

Jak możemy dopuścić, aby autorka najbardziej perfidnych i nieludzkich łgarstw, minister zdrowia Ewa Kopacz mogła bezczelnie uśmiechać się do nas z ekranu telewizora? Przecież to ona z mównicy sejmowej do milionów Polaków mówiła o przesiewaniu ziemi na głębokość jednego metra i wspaniałej współpracy polskich i rosyjskich patomorfologów wiedząc, że w tych rzekomych sekcjach zwłok polska strona nie uczestniczyła.

Takie przypadki się mnożą, a wiodące media zaprzyjaźnione z Platforma Obywatelską i Andrzejem Wajda milczą. W poważnym demokratycznym kraju prokuratura pod naciskiem wolnych mediów i społeczeństwa w atmosferze wielkiego międzynarodowego skandalu już dawno powinna zarządzić przeprowadzenie kilkudziesięciu sekcji zwłok, a wolny świat zażądać wyjaśnień od rosyjskich władz.

Czy Polacy to głupia tłuszcza dająca się pędzić jak bydło na rzeź, czy może w końcu stać ich na to, aby stali się milionami Olewników, którzy nigdy nie odpuszczą bandzie zdrajców, kłamców i oszustów?

Chciałoby się za Panią Danutą Olewnik- Cieplińską wykrzyczeć:

„Ja nie wierzę w żadne państwo, w żadną Polskę!”i dodać od siebie, że„Wierzę jeszcze w Polaków”, ale to już ostatnia nadzieja. Dalej nie ma już nic.

Artykuł opublikowany w Warszawskiej Gazecie (22/2011)
 

Wykop Skomentuj17
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale