318 obserwujących
2286 notek
2324k odsłony
1050 odsłon

Pod okupacją mniejszości

Wykop Skomentuj17

 Artykuł Cezarego Gmyza, ujawniający milicyjną i SB-cką przeszłość matki sędziego Tuleyi wywołał oburzenie wśród establishmentu III RP. 

Dziś wiemy już znacznie więcej.

Matka sędziego, Lucyna Tylaya już po odejściu na resortową emeryturę została tajnym współpracownikiem biura „B" Służby Bezpieczeństwa i jako TW „Lucyna” prowadziła 10 tajnych agentów, zaś ojciec, Witold, również funkcjonariusz MSW to doktorant Akademii Ministerstwa Spraw Wewnętrznych ZSRR, co ustalili dziennikarze Gazety Polskiej Codziennie.

Czytelnicy Warszawskiej Gazety na pewno nie byli zaskoczeni „listą zbulwersowanych”, którym grzebanie w życiorysach najbardziej nie jest na rękę.

Oczywiście od razu „haniebnym postępkiem” Gmyza zajął się TVN24, gdzie komuch Nałęcz, doradca prezydenta stwierdził, że „To nie tylko zamach, ale brutalny gwałt na niezależności sędziowskiej”, a w imieniu Czerskiej dał głos Waldemar Kumór pisząc:

„To, co zrobił Cezary Gmyz w TygodnikuLisickiego.pl, przypomina metody stalinowskie. Bo to przecież stalinowcy oceniali człowieka po tym, kim byli jego rodzice. A dokładnie to zrobił red. Gmyz”

Ci wszyscy oburzeni wiedzą doskonale, że nawet w najstarszych demokracjach czy w takich na przykład Stanach Zjednoczonych jest czymś oczywistym, że opinia publiczna ma prawo znać przeszłość ludzi, którzy w jakimkolwiek stopniu decydują o ich losach. Prześwietlany jest każdy nie wyłączając prezydenta. W Wielkiej Brytanii wystarczy zgłosić chęć zostania policjantem by rozpoczęła się „ostra stalinowska jazda” po drzewie genealogicznym kandydata.

Nie będę się dłużej rozwodził nad tą salonową histerią gdyż dowodzi ona tylko tego, że włodarze III RP próbują cały czas ukryć przed narodem pewne bardzo dziwne, niepokojące i podejrzane zjawisko.

Polega ono na tym, że dzieci i wnuki różnych zdrajców, byłych sowieckich szpiegów, stalinowskich oprawców, peerelowskich sędziów czy prokuratorów, komunistycznych sekretarzy, działaczy agenturalnej KPP są delikatnie mówiąc nadreprezentowani w tak zwanych elitach politycznych, medialnych, biznesowych, jak również wśród pracowników szeroko rozumianego wymiaru sprawiedliwości, organów ścigania czy instytucjach finansowych.

Przypomnę, że te same dzisiaj „oburzone” środowiska prześwietlały dwa pokolenia wstecz rodzinę Romana Giertycha, kiedy ten jeszcze nie zgiął karku przed Salonem. To te same zakłamane gęby nie widziały niczego złego, kiedy lustrowano historyka Sławomira Cenckiewicza, wyciągając mu dziadka z UB, którego ten w ogóle nie znał. Miało to świadczyć o tym, że historyk z takim protoplastą w życiorysie nie był godzien pisania czegokolwiek o „Bolku” Wałęsie.

Czy wtedy Nałęcz krzyczał, że „To nie tylko zamach, ale brutalny gwałt na niezależność badań naukowych”? A może Gazeta Wyborcza na pierwszej stronie zadawała dramatyczne pytanie:, „Kto obroni historyków Cenckiewicza i Zyzaka?”  

Oczywiście nic takiego nie miało miejsca. Nie oponował nikt z tego pomagdalenkowego towarzystwa wzajemnej adoracji.

Dzisiaj jednak Czerska rzuca na całą Polskę dramatyczne pytanie, „Kto obroni sędziego Tuleyę?”

Kandydatów na obrońców jest cała okrągłostołowa horda z tym, że szczerze radzę Salonowcom nie sięgać tym razem po „Bolka” Wałęsę, bo nie kto inny jak on sam grzmiał w 2009 roku:

„Jeśli chodzi o Cenckiewicza, to wnuk ubeka, który strasznie gnębił Polaków. Dopuszczony do dokumentacji chce sądzić patriotów, niszczyć zwycięstwo. Niech rozliczy się z własną przeszłością (...) Chyba nasze prawo nie jest fair. Czy to jest w porządku, by dopuszczać ludzi, którzy byli związani z ubecją, do papierów tego typu?”

Oj macie z tym I-szym Elektrykiem III RP problem, zwłaszcza, że okazuje się mięć on po latach rację. Wszak  sam proroczo przepowiedział dokładnie, kim będzie:

„Powinna być lewa noga i prawa noga. A ja będę pośrodku”

Zgadzam się, że dzieci i wnuki nie powinny ponosić odpowiedzialności za postępki swoich rodziców czy dziadków, ale już twierdzenie, że rodzinny dom nie ma wpływu na kształtowanie charakteru, poglądów, postaw czy dalszych życiowych wyborów młodych ludzi przeczy nie tylko logice, ale i nauce czy doświadczeniu życiowemu.

Prawda o tym, kto w III RP rozdaje dzisiaj karty byłaby dla społeczeństwa porażająca i dlatego takie próby jak tekst Cezarego Gmyza zawsze powodują u salonowców nerwowe mrowienie od stóp do głów i dość histeryczne reakcje.

Sytuacja staje się tym bardziej niebezpieczna, że nawet próba likwidacji niewygodnych mediów kończy się dzisiaj odwrotnie do intencji i zamierzeń włodarzy III RP.

Likwidując jedną gazetę obserwują oni z niepokojem, że staje się ona lernejską Hydrą, której natychmiast odrastają dwie, a nawet trzy głowy.

Na całe szczęście coraz większa liczba Polaków dowiaduje się o tym, że olbrzymia część tak zwanych autorytetów, celebrytów, pracowników mediów, i „ekspertów” to tak jak w wypadku Kuby Wojewódzkiego, Michała Figurskiego, Jerzego Owsiaka czy Piotra Kraśki, synalkowie i wnukowie komunistycznej nomenklatury, a sędzia Igor Tuleya jest tu raczej regułą niż wyjątkiem.

Wykop Skomentuj17
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale