Piszę, czytam, analizuję
"Płynie się zawsze do źródeł, pod prąd. Z prądem płyną śmiecie" - Zbigniew Herbert
13 obserwujących
65 notek
147k odsłon
1146 odsłon

Amber Gold i Wspólnicy – spółka z ograniczoną karalnością

Zdjęcie - newsweek.pl
Zdjęcie - newsweek.pl
Wykop Skomentuj8

Przewodnicząca sejmowej komisji śledczej do sprawy Amber Gold, Pani Małgorzata Wasserman zadaje retoryczne pytania: „Jaka siła doprowadziła do tego, że te instytucje były bezwładne? Stan państwa jest nie do uwierzenia. Jak to funkcjonowało przez te osiem lat?”

Pytania retoryczne bo kto jak kto ale Małgorzata Wasserman, córka świętej pamięci Zbigniewa Wassermana, niegdyś koordynatora do spraw służb specjalnych i autorka wywiadu – rzeki jaki przeprowadził z nią Bogdan Rymanowski („Zamach na prawdę”) o kapitulacji państwa w obliczu Katastrofy Smoleńskiej, doskonale wie jak to funkcjonowało. Każdy średnio rozgarnięty człowiek w tym kraju wie na czym polega od 1990 roku polska odmiana fasadowej demokracji, na czym polegają „niezależność” sądów i prokuratur, jak działają w tym państwie „wolne” media i ile rozegrało się tutaj afer za które nikt nigdy nie odpowiedział.

I oto w tej bananowej republice w środku Europy w 2009 roku niejaki Marcin Plichta zakłada spółkę Amber Gold, która w ciągu zaledwie trzech lat działalności oszukuje tysiące ludzi i doprowadza do malwersacji kilkuset milionów złotych. Plichta w latach 2005-2009, a zatem przed powstaniem Amer Gold był sześciokrotnie karany za oszustwa finansowe, za każdym razem na kary... w zawieszeniu! Takie rzeczy to tylko w Polsce… Bądź na Białorusi. I oto jakimś cudownie irracjonalnym zrządzeniem losu ten przestępca jak gdyby nigdy nic zakłada „interes swojego życia” przy którym wszystkie jego wcześniejsze przekręty to była piaskownica. Do retorycznych pytań Pani przewodniczącej Wasserman dołóżmy kolejne: kto sprawił, że ten oszust dostał sześć wyroków w zawieszeniu i kto czuwał nad tym by nie poszedł siedzieć? Kto sprawił, że przestępca skazywany za oszustwa bez przeszkód mógł założyć kolejny, tym razem wyjątkowo gruby przestępczy biznes?

W opublikowanym w 2013 roku raporcie Komitet Stabilności Finansowej zauważył, że wyłudzenie pieniędzy przez Amber Gold od ponad 11 tys. osób było możliwe m. in. dzięki zaniechaniom ze strony instytucji publicznych, wskazując przede wszystkim na Prokuraturę Rejonową Gdańsk-Wrzeszcz, UOKiK, ABW oraz CBŚ oraz część banków współpracujących z Amber Gold. Były to czasy kiedy w kraju rządziła „partia miłości” pod przewodnictwem dzisiejszego „prezydenta Europy”. Malwersacje trwały przez trzy lata ale państwo milczało. Dlaczego? - kolejne z retorycznych pytań. Kto nakazywał nic z tym nie robić? Kto w rzeczywistości stoi za Plichtą bo tylko totalny dureń uwierzy, że ten oszust był sam sobie sterem? Można zrozumieć, że ABW pod rządami wyrobnika od Solorza (TW „Zeg”) niejakiego Bondaryka nie miała czasu zająć się aferą bo zbyt była zajęta montowaniem własnej - „afery marszałkowej” do spółki z Komorowskim, Grasiem, Lichockim i nieświętej pamięci szpiclem Tobiaszem, przy udziale samego Bondaryka. Inni też nie reagowali.

Wracając do pytań Małgorzaty Wasserman o te siły, które powodowały bezwład państwa. Oczywiście prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się jak personalnie nazywają się te siły będące ponad państwem, ponad prokuraturą i ponad prawem. Jednak z grubsza rzecz biorąc są te same niewidzialne siły, które od prawie dwudziestu lat pilnują by nie wskazano zleceniodawców morderców generała Marka Papały. To te same siły, które dysponują armią „seryjnych samobójców”, którzy pojawiają się wszędzie tam gdzie zagrożone stają się interesy architektów tych sił. To z grubsza te same niewidzialne moce, które zrobiły zawał Michałowi Falzmannowi, jedynemu, któremu zależało na rozwikłaniu afery FOZZ – matki chrzestnej wszystkich afer UBekistanu - ukutego w Magdalence i na Zawracie w willi Kiszczaka a oficjalnie przyklepanego przy okrągłym meblu przez szefa komunistycznej bezpieki, jego „konstruktywnych” kolaborantów i ich akolitów.

Kilkanaście lat wcześniej te same siły sprawiły, że przez parę lat działała sobie nieskrępowanie taka fundacja o nazwie „Pro Civili”, która okradła Wojskową Akademię Techniczną na blisko czterysta milionów a wszystko działo się gdy szefem MON-u był najwyższy nad Wisłą przedstawiciel interesów WSI, niejaki Bronisław Komorowski. Pieniądze znikały, krążyły fikcyjne faktury, przedstawiciele obcych wywiadów chodzili sobie po ministerstwie i rabowanej akademii wojskowej jak po własnej ambasadzie, kolejni nieszczęśnicy odchodzili z tego świata strzelając do siebie... po trzy razy w głowę, inni dostawali po siedemnaście ciosów nożem, kasa wędrowała na Cypr a stamtąd dalej. I tak sobie trwało to wszystko w tym „demokratycznym państwie prawa” zwanym III RP. Poza dwoma ludźmi z bezpieki wojskowej (aż dziwne, że dali się zamknąć!) nikt za to wszystko nigdy nie odpowiedział a sam pan Komorowski dziś gardłuje o „waleniu cepem” politycznych wrogów.

I kładę pod topór obydwie ręce, że w sprawie Amber Gold będzie tak samo. Bo siły stojące za słupem Plichtą są nietykalne. Słup dopóki trzyma gębę na kłódkę – będzie żył. Najwyżej dostanie kiedyś wzorem Grzegorza Żemka, szefa FOZZ-u, propozycję z „Ojca chrzestnego” F. F. Coppoli – nie do odrzucenia – czyli wyrok i więzienie albo zawał, samobójstwo bądź nieszczęśliwy wypadek.

Jeśli ktoś uważa, że snuję tutaj jakieś tak zwane teorie spiskowe – bo to koronny kontrargument każdego leminga i „wysoko cenionych dziennikarzy” oraz koncesjonowanych autorytetów – to niech raczy inaczej wytłumaczyć, że dzieją się w tym państwie rzeczy niewyobrażalne jak na standardy zachodniego świata - na przykład na miejsce zbrodni przyjeżdża prokurator, facet leży na ziemi w kałuży krwi z trzema kulami w głowie a tenże prokurator orzeka... samobójstwo – i zupełnie nic się nie dzieje. A Andrzej Lepper |”powiesił” się w tak niesamowity sposób, że ani na pętli od sznura ani nigdzie indziej nie było jego odcisków palców… Czyli założył sobie pętle na głowę, skoczył i umarł a potem wytarł odciski…

A Pani Małgorzacie Wasserman dobrze życzę ale dobrze jej – niestety – nie wróżę. W tym sensie, że moja wiara w pełne wyjaśnienie afery Amber Gold czyli ustalenie tych, którzy naprawdę pociągali za sznurki jest bliska zeru. Za długo żyję tym kraju i za długo „siedzę” w polityce by wierzyć w cuda.


Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka