Czytałam ostatnio podesłany przez algorytmy tekst Moniki Małkowskiej o tym, jak polskie Ministerstwo Kultury woli promować ukraińską sztukę niż naszą rodzimą (zarówno w kraju jak i za granicą), a także docierają do mnie strzępki informacji, że z pompą i paradą tworzona jest kolejna instytucja do promocji Polski w świecie, jakby nie istniało już około 120 różnych agent państwowych, które mają takie zadania w swoich statutach.
Gdzie kucharek sześć, tam, wiadomo…
Tak się złożyło, że podczas kończących się wakacji miałam okazję odwiedzić włoską Pietrasantę i nowopowstałe muzeum Igora Mitoraja. Uczucia mam bardzo mieszane. Kłębowisko tych myśli i wrażeń postaram się rozplątać krok po kroku.
Pierwsze wrażenie

(zdjęcie: widok od strony prowadzącej doń ulicy)
Otwarte w czerwcu muzeum na pierwszy rzut oka jest imponujące. Odnowiony i zaadaptowany na potrzeby wystawiennicze budynek dawnego zadaszonego targowiska miejskiego zachęca do jego odwiedzenia zgrabną, lekką formą architektoniczną i świetną lokalizacją – tuż przy centrum tego niewielkiego miasteczka. Jednakże wnętrze wypełnione tylko w niewielkim stopniu sprawia wrażenie pustki - dobrego początku a nie ostatecznej wersji wystawy. W sumie taką żywię nadzieję, że to jeszcze nie wszystko...


(zdjęcia wybranych prac z ekspozycji wykonane przez autora notki)
Pierwsze myśli
Gdy obejrzałam zaczątek wystawy, zaczęłam się zastanawiać, jak to się dzieje, że miejscowość Pietrasanta wolała sama zorganizować ekspozycję poświęconą najsłynniejszemu polskiemu rzeźbiarzowi współczesnemu we współpracy z włoskim ministerstwem kultury, niż wchodzić w jakiekolwiek stosunki z polskimi instytucjami. O tym, że muzeum ma powstać, wiedziałam już od wielu lat. Nie wiem, czy to moje osobiste zainteresowania i „algorytmy” które do mnie wysyłały wiadomości w tej sprawie, czy osobiste kontakty z włoskimi źródłami, którym twórczość tego artysty była bliska, ale wiedza o rodzącym się muzeum docierała do mnie przynajmniej od ośmiu a może i dziesięciu lat. I naiwnie oczekiwałam, że skoro powstanie takie muzeum, to na pewno ktoś z Polski zadba o to, by ten polski ślad w Włoszech był należycie przygotowany i wyeksponowany.
Pierwsze rozczarowania
O naiwności! Po pierwsze ŻADNA polska instytucja kultury nie była zaangażowana w projekt i nie była w ogóle zainteresowana wsparciem go w jakikolwiek sposób. Po namyśle - może i lepiej?
Tyle jest biadolenia o tym, jak nie potrafimy stworzyć wizerunku Polski w świecie, a jak jest okazja, to się jej nie wykorzystuje a wręcz o tym milczy. O otwarciu tej instytucji napisały jedynie dwa portale branżowe i portal Dzieje.pl. Media o szerszym zasięgu w ogóle nie zająknęły się o otwarciu tej placówki.
Te same środowiska, które tak zabiegają o poklepywanie Polski po plecach i szukają uznania w oczach zachodu, gdy chodzi o znanego polskiego artystę, jakby nabrały wody w usta. Czy dlatego, że „wypięły się” na wsparcie muzeum, które promuje popularnego rzeźbiarza? Popularnego czyli takiego, którego lubi lud ale nie lubią krytycy sztuki. Czy może dlatego, że uważają nadal, że nie warto promować TAKIEGO polskiego artysty.


Mitorajowi przez lata zarzucali banał, wtórność wobec antyku, a jego monumentalne rzeźby nazywali „luksusowym kiczem dla bogaczy”. Jakoś akurat wydaje mi się, że te cechy jego twórczości, które nie podobały się krytykom i „znawcom”, bardzo podobały się tzw. zwykłym odbiorcom. Bo jak wiadomo ludzie lubią piosenki, które już znają. I rzeźby też. Łatwość z jaką jego estetyka docierała do ludzi wychowanych na antycznych wzorcach w Polsce i w Europie zachodniej, ale też w USA czy Japonii, mogła wręcz budzić zazdrość. Jakoś zachodni odbiorcy jego sztuki nie widzieli w tym kiczu a raczej zgrabną kontynuację tradycyjnych wzorców estetycznych. W końcu jego rzeźby stanęły w ponad 30 miastach czy znanych lokalizacjach na świecie. Duża część z nich na publicznych placach i terenach otwartych, część w prywatnych kolekcjach. Niektóre były zakupione po zawrotnych cenach, ale - jak to zwykle bywa - już po śmierci artysty.

I tu poza tym pierwszym rozczarowaniem, którym jest brak jakiegokolwiek wsparcia polskich placówek mających rzekomo promować Polskę na świecie, jest i drugie: z wystawy nie dowiesz się, jak popularny był Mitoraj, w ilu miejscach na świecie stoją jego monumentalne dzieła ani w ogóle niewiele dowiesz się o nim samym.
Organizacja wystawy sama w sobie jest… artystyczna. Ma przemawiać dzieło, a nie autor. Do tego wręcz stopnia, że Igor Mitoraj jako człowiek jest tam zupełnie nieobecny. Na wystawie nie ma ani jednego jego wizerunku, nie ma nawet zdjęcia przy zdawkowym życiorysie, nie ma żadnych zdjęć przy pracy, czy podczas wystaw… Tak jakby te dzieła stworzył duch a nie żywy człowiek. Poświęcając muzeum jednemu artyście aż się prosi przedstawić trochę więcej niż tylko kilkadziesiąt zebranych prac – w większości niewielkich, zgromadzonych w dwóch czy trzech gablotach i na długim stole. Jedna większa praca stojąca obok skrótowego życiorysu, nie wystarcza, by docenić jego dorobek.




Zapytałam źródła internetowe o dotychczasowe działania i najważniejsze formy kontaktu i współpracy z polskimi instytucjami w sprawie organizacji tej wystawy i budowy samego muzeum, ale wygląda to bardzo mizernie. Dlaczego tak się stało?
Była podobno jakaś wspólna wystawa z ASP w Krakowie i Instytutem Polskim w Rzymie. W grudniu 2025. Czy są jej efekty? Jak podaje Google: „Projekt ten został zorganizowany w siedzibie Instytutu Polskiego w Rzymie wspólnie z Akademią Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie (czyli macierzystą uczelnią Mitoraja, na której studiował pod okiem Tadeusza Kantora). Wystawa ta stanowiła bezpośredni pomost promocyjny i merytoryczny przed otwarciem toskańskiego muzeum.” No i...? Ile osób odwiedziło Instytut Polski w Rzymie i tę wystawę? Gdzie ten „pomost” się podział? Jakie są efekty tej promocji? Czy będzie ten „pomost” włączony do wystawy stałej w Pietrasanta? Na razie owocem współpracy zdaje się jest tylko to, że kilka osób przejechało się na wycieczkę:
„Kontakt między fundacją a krakowską uczelnią zaowocował zaproszeniem i oficjalną obecnością władz oraz przedstawicieli ASP w Krakowie na uroczystej inauguracji muzeum 6 czerwca 2026 roku. Podczas otwarcia włoski Minister Kultury, Alessandro Giuli, oraz zarząd fundacji wielokrotnie publicznie akcentowali te relacje.”
Ogromną zagadką jest dla mnie partnerstwo z miastem Zduńska Wola, które nie ma absolutnie nic wspólnego z Mitorajem, a też przy tej okazji „zacieśnia współpracę”. Cóż, Włochy piękny kraj…
Ostatnia nadzieja
Z jednej strony cieszę się bardzo, że muzeum poświęcone najbardziej znanemu współczesnemu polskiemu rzeźbiarzowi wreszcie, po kilku latach opóźnień, zostało otwarte. Z drugiej jednak - czuję ogromny niedosyt podszyty obawami...
Jest to zdecydowanie muzeum dla fanów, a nie dla tych, którzy chcą poznać artystę i jego dorobek dokładniej. Przestrzeń wystawiennicza jest dość duża i zdaje się, że ma też podziemia, do których na razie nie można było wejść. Liczę na to, że może właśnie tam znajdzie się uzupełnienie wiedzy, której na razie mi tam brakuje. A zabrakło choćby mapy z zaznaczonymi lokalizacjami jego monumentalnych rzeźb, zabrakło zdjęć artysty i ciekawostek z jego życia, zabrakło „ruchomych obrazków” czyli jakichś elementów interaktywnych pozwalających lepiej poznać twórczość Mitoraja. Przecież dzisiejsze rozwiązania techniczne dają możliwości przedstawiania w atrakcyjny sposób tego, czego nie da się przywieść i postawić w tym muzeum. Filmy, projekcje rzutowane na płaszczyzny czy holograficzne animacje… Pomysłów może być cała masa! Dlatego uważam, że ta statyczna, nader skostniała w formie i dość skromna kolekcja dzieł, bardzo lakonicznie opisanych w skromnym przewodniku, to dopiero początek czegoś większego. Taką mam nadzieję. Tak wygląda przewodnik po wystawie w języku angielskim (po polsku nie było - sic! -, choć wiadomo, że głównie muzeum będzie przyciągać turystów z Polski, co podkreślali sami jego twórcy )

Przestrzeń muzealna jest duża i daje możliwość co jakiś czas ugoszczenia którejś z jego rzeźb przywożonych na ekspozycję czasowo. Tak tylko podpowiadam. Jest zatem jeszcze przestrzeń na nawiązanie jakiejś współpracy, by podkreślić polskość Mitoraja, bo tego akurat na wystawie nie widać. Stworzona w Pietrasanta wystawa ma potencjał. Tylko czy znajdą się u nas ludzie i instytucje, które temu kiełkującemu ziarenku pomogą wzrastać…
Chopin i Skłodowska to przecież w światowej świadomości Francuzi, a Mitoraj… będzie w optymistycznej wersji włoskim twórcą o francuskim pochodzeniu, a w pesymistycznej, ale dość realnej… Niemcem. Wystarczy uczepić się jego miejsca urodzenia…
Na pewno tego chcemy?
https://www.museomitoraj.it/
(tu też nikt się nie postarał, żeby strona była opracowana także po polsku)
Muzeo Mitoraj
Via Oberdan, 35, 55045 Pietrasanta LU
Godziny otwarcia:
poniedziałek 18:00–23:00
wtorek 18:00–23:00
środa 18:00–23:00
czwartek 18:00–23:00
piątek 10:00–13:00
sobota 18:00–23:00
niedziela 18:00–23:00
(wszystkie zdjęcia zamieszczone w artykule są mojego autorstwa, wszelkie prawa zastrzeżone)


Komentarze
Pokaż komentarze (1)