NYC, Poland and beyond
Znajdą tu Państwo sporo o Nowym Jorku, w którym spędziłem ponad 20 lat życia oraz o tym, co ważne dla mnie pomiędzy Big Apple i Bugiem.
1 obserwujący
11 notek
6523 odsłony
  352   1

Putina plan “B”

Uchodźcy na przejściu granicznym w Zosinie - Fot. K. Lata
Uchodźcy na przejściu granicznym w Zosinie - Fot. K. Lata
Analitycy i komentatorzy, którzy uważnie śledzą przebieg inwazji na Ukrainę, nie szczędzą ostrych słów, potępiając barbarzyńskie ataki Rosjan na ludność oraz cywilną infrastrukturę sąsiada. Jednocześnie zwracają naszą uwagę na fakt, że wojska Putina nie zrealizowały dotychczas żadnego ze swoich zadań taktycznych. Żołnierzom Szojgu nie udało się przez niemal dwa tygodnie opanować Kijowa, ani w pełni kontrolować żadnego z dużych miast. Ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski wciąż przebywa w stolicy i dowodzi obroną ojczyzny, mimo kilku prób pozbawienia go życia. Zdaniem specjalistów operacja, która wg planu miała zakończyć się błyskawicznym przejęciem władzy w Kijowie i ustanowieniem tam marionetkowych władz na wzór białoruskich, wymknęła się Rosjanom spod kontroli. Obecnie muszą mozolnie wydzierać każdy centymetr kwadratowy ukraińskiej ziemi jej obrońcom, płacąc za to ogromnymi stratami w ludziach i sprzęcie. Putin ma jednak plan “B”, który metodycznie realizuje. Tragedia narodu ukraińskiego dzieje się na naszych oczach i chociaż pierwotny scenariusz Putina nie został zrealizowany, to jego druga wersja, precyzyjnie przygotowana w Moskwie, jest również bardzo cynicznie wyrachowana.

Wielu z nas zastanawia się, gdzie podczas pierwszych tygodni inwazji podziewa się białoruski dyktator i jednocześnie najwierniejszy sojusznik Putina. Przed tygodniem w mediach przebiło się nagranie z odprawy Łukaszenki i dowództwa jego wojsk, podczas której wytyczał kierunki wkroczenia żołnierzy “zbir-a” na terytorium południowego sąsiada. Wyglądało to raczej na groteskową i nieporadną inscenizację, a uczestnicy narady przyjmowali słowa wodza bez entuzjazmu. Inną informacją, która przewinęła się w ostatnich dniach, była rzekoma pisemna rezygnacja Wiktora Gulewicza, szefa Sztabu Generalnego białoruskich wojsk, który miał narzekać na problemy ze sformowaniem oddziałów do ataku na Ukrainę - wobec masowych odmów żołnierzy i oficerów. W międzyczasie ukraińskie media opublikowały wywiad z dowódcą grupy Białorusinów, którzy mieli przejść na stronę armii Zełeńskiego, by wspomóc zaatakowany barbarzyńsko kraj.

Trudno także nie odnieść wrażenia, iż skazywane przez wielu na łatwą porażkę wojska naszego sąsiada radzą sobie w tej trudnej przecież sytuacji całkiem nieźle. Uzbrojone w nowoczesną broń przez sojuszników nie tylko skutecznie odpierają ataki na największe miasta, ale także osiągają spektakularne sukcesy, odbijają miasteczka, niszczą nowoczesny sprzęt, którym posługuje się najeźdźca. Portale publikują mnóstwo zdjęć i filmów przygotowywanych przez Ukraińców, pokazujących zniszczone rosyjskie pojazdy, wyrzutnie rakiet, a nawet samoloty myśliwskie czy duże transportowce, służące do przerzucania jednostek desantowych. Koszt takiego sprzętu to nierzadko dziesiątki milionów dolarów za sztukę. Wbrew internetowym memom, tylko część z nich to broń, która pamięta czasy ZSRR. Wprawne oko często wypatrzy wśród maszyn zniszczonych lub przejętych przez Ukraińców najnowszy sprzęt, którym Putin chętnie chwalił się podczas dorocznych parad z okazji Dnia Zwycięstwa. Wizerunek części rosyjskich żołnierzy, pokazywanych w mediach społecznościowych, też jest co najmniej dwuznaczny. Czasem wyglądają oni wręcz karykaturalnie: głodni, kiepsko ubrani i uzbrojeni, zupełnie nie przypominają członków armii, która chce być uznawana za jedną z najpotężniejszych na świecie.

Przeciętny człowiek patrząc te obrazki zapomina, choćby na chwilę, o przygnębiających zdjęciach zbombardowanych ukraińskich miast, o widoku ciał zamordowanych dzieci i ich rodziców, a także milionach uchodźców, którzy już opuścili kraj lub są w drodze do jego granic. Ludzie z otoczenia prezydenta Zełenskiego są znakomicie przygotowani do walki także w sferze medialnej i doskonale posługują się współczesnymi narzędziami, zdecydowanie wygrywając to starcie. Wszystkie te produkcje mają jeden cel - nie dopuścić do upadku morale wśród Ukraińców. Trwa jednocześnie zagrzewanie do dalszej walki, poprzez pokazywanie biorących w niej czynny udział sportowców czy aktorów. Można odnieść wrażenie, że zwycięstwo jest dosłownie na wyciągnięcie ręki. O ile jednak w sferze wojskowej propagandy lider jest wyraźny, to na wojennym froncie do ostatecznego rozstrzygnięcia konfliktu droga jest daleka - zakładając że dalej będzie się on toczył drogą “konwencjonalną”. Do czego zatem dąży Putin, skoro plan “A” legł w gruzach?

Po dwóch tygodniach od rozpoczęcia rosyjskiej agresji możemy zauważyć, że zamiast rosyjskiego blitzkriegu mamy eskalujący, bezwzględny terror. Żołnierze FR stają się coraz bardziej brutalni, strzelają do przechodniów, metodycznie bombardują osiedla mieszkaniowe, szkoły i przedszkola. We wtorek pojawił się film, pokazujący atak na niewielki samochód osobowy, którym podróżowało dwoje staruszków. Kilkakrotnie wystrzelił do nich transporter opancerzony, Ukraińcy zginęli. Na innym filmie rosyjski pojazd przejeżdża po uciekającym przed nim pasażerskim aucie, miażdżąc je niczym puszkę po napoju. Takie przykłady można mnożyć, a rezultat jest dość przewidywalny - miliony ludzi, którzy mimowolnie stali się świadkami wojennych okropieństw, w panice opuszcza swoje miejsca zamieszkania i próbuje wydostać się z oblężonych miast. Kiedy to się powiedzie, zmierzają w kierunku przejść granicznych, nie czując się bezpiecznie nawet w zachodniej części Ukrainy, która pozostaje wciąż w niewielkim stopniu dotknięta działaniami zbrojnymi. Wg różnych szacunków do 7 marca włącznie z Ukrainy wyjechało już ok. 2 milionów ludzi, kolejnych kilka milionów podąża zaś ich śladem.

Tu może tkwić tajemnica niewielkiej aktywności białoruskiego dyktatora i sił rosyjskich, zlokalizowanych na Białorusi w okolicach Brześcia. Jedyną poważniejszą sytuacją w pobliżu polskiej granicy był atak przeprowadzony w niedzielę, 27 lutego. Do uderzenia na składnicę wojskową pod Włodzimierzem Wołyńskim, znajdującą się ok. 10 kilometrów od przejścia granicznego w Zosinie, wykorzystano wtedy prawdopodobnie trzy rakiety. Ich wybuchy były wyraźnie odczuwalne na terenie gminy Horodło. Wydaje się, że najeźdźca nie chce jednak zbyt mocno przeszkadzać przerażonym Ukraińcom w opuszczeniu swojej ojczyzny, kiedy docierają do jej zachodnich granic. Mieszkańcy Charkowa, Chersonia, Równego, Kijowa i wielu innych miast zostali po prostu najzwyczajniej w świecie sterroryzowani bombami, widokiem gruzowisk i cywilnych ofiar rosyjskich działań. Usiłują więc z oczywistych względów za wszelką cenę wydostać się z wojennej pożogi.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale