Znajomy mówi, że dobry news w mediach musi być z trupem (najlepiej krwawym) bądź w ostateczności z gołą dupą. Wszystkie newsy bez tych atrybutów dobrym newsem już nie są. Mój Znajomy ma niestety rację. Pokazały to medialne relacje z wczorajszego Marszu Niepodległości w Warszawie.
Tegoroczny Marsz zgromadził, według różnych szacunków od 7tys. (Gazeta Wyborcza) przez około 10tys. (TVP-INFO, TVN24 i policja wczoraj), do nawet 20tys. (taką liczbę podają między innymi Krzysztof Bosak i Rafał Ziemkiewicz). Do tego, z drugiej strony barykady (w kontrmanifestacji), wzięło udział około 2tys. uczestników (Gazeta Wyborcza). W sumie więc mieliśmy od 9tys. do prawie 22tys. ludzi. Obie liczby nie są małe.
7-20tys. uczestników Marszu przeszło godnie ulicami Warszawy. A mimo to media poświęcały cały swój czas tylko i wyłącznie na pokazywanie rozrób. Co ciekawsze na 9-22tys. ludzi policja aresztowała raptem 210 osób (z czego 92 to Niemcy – zapraszani przez organizatorów kontrmanifestacji, aby dać odpór polskim faszystom).
Śledziłem przekaz medialny z Marszu, przełączając na zmianę 2 kanały – TVP-INFO oraz TVN24. Oba kanały epatowały tylko i wyłącznie przemocą. Przemocą, która była dziełem niemalże promilowej ilości „uczestników” obu imprez (2,33% przy założeniu 9tys. uczestników obu imprez i 0,95% przy 22tys.). Piszę „uczestników”, bo osób, które nie reagują na wezwania organizatorów trudno raczej nazwać uczestnikami. TVP-INFO zakończyło transmisję (przynajmniej w białostockiej kablówce) jeszcze przed zakończeniem Marszu. A TVN24 raz za razem powtarzał nagrany wcześniej materiał ukazujący rozróby. Nawet wypowiedzi rzecznika policji, o tym, że panuje już spokój były okraszane powtórkami z burd.
Media oprócz obiektywnego relacjonowania rzeczywistości powinny również próbować kształtować postawy obywatelskie wśród swoich odbiorców. Czyli, w mojej ocenie, zamiast kilkugodzinnego powtarzania kilkudziesięciu minut rozróby, media powinny pokazać tę większość, która godnie uczestniczyła w Marszu. Pokazać na zasadzie: w Marszu być może trafiali się i idioci, ale większość ludzi zachowywała się tak, jak należy się zachowywać w takiej chwili – i to na takich właśnie ludziach powinieneś się wzorować nasz odbiorco.
No bo przepraszam, ale co zasługuje na (modne w ostatnim czasie) określenie „państwo/społeczeństwo zdało egzamin” – czy to, że 20tys. ludzi godnie uczestniczyło w manifestacji, czy też to, że policji udało się spałować i zatrzymać 210 osób próbujących zakłócić tę manifestację? Dla mnie to pierwsze, bo im więcej tak zdanych egzaminów, tym mniej będzie okazji do pałowania zadymiarzy przez policję.
Zamiast tego mieliśmy festiwal powtórek (a to rozróba, zanim Marsz zdążył jeszcze ruszyć, a to spalony wóz transmisyjny TVN24, a to znowu ciągle ten sam zamaskowany człowiek łapiący za kamerę – i tak w kółko /w TVN24/), powtórek oblanych sosem komentarzy szczególnie zatroskanych prowadzących. Co gorsza, prowadzący ci próbowali za wszelką cenę przedstawić uczestników Marszu jako demolujących wszystko naokoło oszołomów.
Niestety nie było kamer ani dziennikarzy w tłumie normalnych uczestników. Nie było kamer na przedzie pochodu, nie było ich pośród uczestników w środku pochodu. Przez 2 godziny trwania manifestacji media ani razu nie pokazały rodzin z dziećmi, które (nawet według Gazety Wyborczej) wzięły w niej udział. Za to można dzisiaj w mediach ujrzeć tłumy fotografów pstrykających fotki szpalerowi policjantów, czy też swoistych „korespondentów wojennych” towarzyszących z kamerą policji w pogoni za zadymiarzami.
Pomimo posiadania na stanie helikopterów uzbrojonych w kamery, media nie pokazywały Marszu z lotu ptaka. A przecież całkiem spora część z tych tysięcy zgromadzonych niosła flagi narodowe – więc widok ulicy wypełnionej przez taki tłum byłby piękny i wart promowania.
Co najciekawsze, miejsce docelowe Marszu było znane od dawna – pomnik Romana Dmowskiego. A mimo to nie było tam przygotowanych stanowisk medialnych. Nie było tam kamer, które mogłyby z bliska pokazać przemówienia wygłoszone na zakończenie marszu. Nie było dziennikarzy, którzy mogliby na gorąco (tuż po zakończeniu Marszu) zapraszać do mikrofonów np. przedstawicieli organizatorów czy też przedstawicieli Komitetu Poparcia. Zamiast przemówień TVN24 pokazywała na zmianę 3 obrazki - swój płonący wóz transmisyjny, gościa łapiącego za kamerę, pomnik Dmowskiego pokazany z dość dalekiej perspektywy - przerywane powtórkami burd.
A do kompletu atmosferę podgrzewali jeszcze prowadzący. Szczególnie rozbawiał mnie prowadzący TVN24, który dopytywał przez telefon Krzysztofa Bosaka (będącego już pod pomnikiem Romana Dmowskiego), czy organizatorzy już teraz gwarantują, że nie ma pod pomnikiem wśród nich zadymiarzy. Jakby faktycznie dało się w jakiś sposób takich ludzi odsiać od normalnych uczestników. A kiedy Marsz został już rozwiązany, ten sam prowadzący próbował rozciągnąć odpowiedzialność organizatorów jeszcze na wydarzenia po Marszu.
Jeszcze wczoraj uaktywnił się prezydent, który pomimo święta wezwał do siebie swoich doradców, aby przedyskutować zmiany w prawie. Jakby sprawa ta nie mogła poczekać choćby do dzisiaj... Dziś zaś rozpoczął się w mediach kolejny festiwal – co zrobić, żeby nie dopuścić do następnego Marszu. A do kompletu pochylenia się nad problemem zasad organizowania manifestacji pozazdrościł prezydentowi (jeszcze niedawno niewidzialny) premier, który również postanowił podyskutować sobie na ten temat ze swoimi ministrami do spółki z panią prezydent Warszawy oraz szefem policji...
W mediach pojawiły się pomysły, aby móc zabronić imprezy, jeżeli zachodzi podejrzenie niebezpieczeństwa (czyli tak naprawdę każdej imprezy, którą salonowe środowisko określi mianem faszystowskiej i do której zwalczania zacznie nawoływać), pojawiły się pomysły zwiększenia odpowiedzialności organizatorów (jakby organizatorzy mogli przeprowadzić naprawdę skuteczną selekcję uczestników przy kilkutysięcznej frekwencji)... Głosy rozsądku (jak choćby Pani prof. Moniki Płatek, która mówiła w TVN24 między innymi o wykorzystaniu najpierw aktualnego prawa, a niekoniecznie tworzeniu od razu nowego) są jak na razie niestety w mniejszości.
Co najciekawsze, media nie stawiają pytań typu:
- Co mogło doprowadzić do wczorajszych wydarzeń?
- Ile winy we wczorajszych wydarzeniach mają media, które objęły swoistym patronatem medialnym kontrmanifestację, eskalując tym samym poczucie nieuchronnie zbliżającej się rozróby (co musiało przyciągnąć zwykłych bandziorów)?
- Czy zaproszenie zaprawionych w burdach niemieckich bandytów nie przyciągnęło na Marsz ludzi, którzy przyszli tylko po to, żeby „dać odpór potomkom nazistów” (a tu nagle oddziela ich od tych „potomków” policja, więc „ssijcie pały”)?...
O tym cisza... ale nie martwmy się, decydenci ustalą nowe przepisy i media z dumą ogłoszą: PAŃSTWO ZDAŁO KOLEJNY EGAZAMIN...
Na koniec trzy łyki statystyki ;-)
Gdyby rozpatrywać te wydarzenia tylko w kategoriach procentowych (i założyć, że z tych 210 aresztowanych tylko tych 92 Niemców było przedstawicielami kontrmanifestacji) mielibyśmy 4,6% łobuzów z ok. 2tys. kontrmanifestantów z jednej strony i 118 łobuzów z 7/10/20tys. z drugiej strony.
Którąkolwiek liczbę uczestników Marszu Niepodległości brać pod uwagę (7, 10 czy 20tys.) tych 118 łobuzów stanowi i tak mniejszy procent (1,68%, 1,18%, 0,59%) niż tych 92 Niemców (4,6%) z 2tys. kontrmanifestantów.
A przecież sztucznie założyłem, że tylko tych 92 Niemców było przedstawicielami kontrmanifestacji...
Tekst NIE JEST oficjalnym stanowiskiem Fundacji Klub Konserwatystów


Komentarze
Pokaż komentarze (1)