Publicyści Konserwatyzm.pl Publicyści Konserwatyzm.pl
75
BLOG

L. Skurzak: "Do Jerzego Roberta Nowaka i Krzysztofa Kawęckie

Publicyści Konserwatyzm.pl Publicyści Konserwatyzm.pl Polityka Obserwuj notkę 8

Jest jeszcze za wcześnie by upubliczniać informacje jak do tego doszło i kto za to odpowiada. Niech wystarcza powiedzieć tyle, że dużym zainteresowaniem obserwowaliśmy, jaka linia będzie realizowana na antenie Radia Maryja.
Spodziewaliśmy się tej co zwykle - tzn. popieranie kandydatów z
różnych list, czyli de facto osób a nie partii. Okazało się inaczej.
Wystąpiła bardzo ostra retoryka propisowska i wręcz agresywne
atakowanie innych komitetów, szczególnie Libertas.
Od początku konstrukcja była niestabilna. U samego zarania kampanii
wystąpił Tomasz Poręba, kandydujący z pierwszego miejsca na
Podkarpaciu. Człowieka tego nie widziano wcześniej przy jakichkolwiek
działaniach politycznych w Rzeszowie, Przemyślu czy Krośnie. Była więc
to nominacja Jarosława Kaczyńskiego wychodzącego z założenia, iż na
Podkarpaciu na pierwsze miejsce można dać nawet krowę i mandat powinna
wziąć. Jednak do Radia Maryja Tomasz Poręba pasował średnio biorąc pod
uwagę, że w swojej karierze był asystentem Leona Kieresa, szefa IPN
zapamiętanego przede wszystkim ze sprawy Jedwabnego.
Dalej wszytko przebiegało w podobnym rytmie, więc pozostawało nam
tylko czekać, aż główny frontman RM w tych wyborach - prof. Jerzy
Robert Nowak - stanie w takiej sytuacji, gdy dłużej PiS-u po prostu
popierać nie będzie mógł bo propaganda z faktami rozjedzie się zbyt
szeroko.
Doczekaliśmy się tego wkrótce, gdy w toruńskiej rozgłośni wystąpił
Jarosław Kaczyński twierdząc, iż Traktat Lizboński to w gruncie rzeczy
nic złego. Spokojnie zadzwoniliśmy więc do Jerzego Roberta Nowaka
prosząc o komentarz dla konserwatyzm.pl. Zgodnie z oczekiwaniami był
on krytyczny. Natomiast ku naszemu szczeremu zdziwieniu następnego
dnia autor znowu był w radio i piał z zachwytu nad PiS.
Próbujac wykazać absurdalność tej linii, zaapelowaliśmy do Jerzego
Roberta Nowaka i towarzyszącego w tym przedsięwzięciu Krzysztofa
Kawęckiego by odpowiedzieli na pytanie, czy ich poparcie dla PiS ma
oznaczać, że w przyszłorocznych wyborach prezydenckich są gotowi
popierać Lecha Kaczyńskiego. Dla nas przynajmniej było oczywistym, że
jeżeli ktoś popiera przy wyborach do PE partię braci Kaczyńskich, to
konsekwencja musi być właśnie taka. Na to spotkaliśmy się z furią w
eterze, pod pretekstem tego, że do redakcyjnych tekstów na naszym
portalu dopisywane są różne komentarze. Komentarze te zazwyczaj idą we
wszystkich możliwych kierunkach. Są miłośnicy PiS-u, wrogowie, a nawet
wypowiedzi osób z ewidentnymi problemami psychicznymi. W każdym razie
- każdy jako tako obznajomiony z mediami wie, że materiały takie nie
są traktowane jako odredakcyjne i nie należy ich przypisywać autorom
tekstów pod którymi się znajdują.
Piszę to wszystko po to, by przypomnieć niezbędne fakty dla zadania
Krzysztofowi Kawęckiemu i Jerzemu Robertowi Nowakowi kolejnego
pytania. Czy Panowie na pewno wiecie, o co wam właściwie chodzi,
jeżeli w tych dniach ogłaszacie, że przeprowadzicie w Bydgoszczy
wielkie spotkanie organizacyjne dla przygotowań do wyborów
samorządowych? Teraz nagle mówicie, że chcecie wystawić listę
niezależną od pisowskiej. Czy przez przypadek nie wychodzi na to, że
przy wyborach do PE w pocie czoła kopaliście wały i okopy, które sami
teraz będziecie szturmować?
Inna alternatywa jest taka, że służąc PiS-owi przy wyborach, a teraz
grożąc wystawieniem alternatywnego komitetu, chcecie w istocie prośbą
a potem groźbą skłonić Jarosława Kaczyńskiego, by wpuścił was na swoje
listy. Prezes PiS musi być tym serdecznie ubawiony.
Nasze środowisko nie zdecydowało się wejść do PiS w 2002 roku wraz z
Przymierzem Prawicy. Mówiliśmy wówczas Markowi Jurkowi i innym
kolegom, że budowanie frakcji katolicko-konserwatywnej w PiS to fikcja
i trzeba raczej tworzyć ugrupowanie o takim charakterze z tymi, którzy
do sejmu weszli z list LPR. Potem ci nasi ex-koledzy z PiS oczywiście
wyfrunęli, pojawiali się inni naiwni. Finalnie - nikomu taka sztuka
się nie udała. Ludzie o naszych poglądach są jedynie tolerowani na
obrzeżach PiS wyłącznie w celu wizerunkowym - dla utrzymania
elektoratu.
Jeżeli nawet popieranie PiS w 2005 roku było koniecznym /bo jak
słusznie zauważył Jan Łopuszański - było to najmniej złe rozwiązanie/,
to dziś już nic z tych uwarunkowań nie zostało. Lech Kaczyński
praktycznie nie ma szans na reelekcję, a trwanie przy nim spowoduje,
że cała prawica może się pogrążyć w odmętach podobnych, jak w 1993
roku. Panów rozgrywka walnie się do tego przyczyni. Nam niestety nie
pozostaje nic, poza ostrzeganiem.

Ludwik Skurzak

www.konserwatyzm.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka