Tonietakjakmyśliszkotku Tonietakjakmyśliszkotku
60
BLOG

Krew w Panteonie Narodowym

Tonietakjakmyśliszkotku Tonietakjakmyśliszkotku Społeczeństwo Obserwuj notkę 5
Pomniki, które dla jednych stanowią fundament narodowej dumy i tożsamości, dla innych bywają bolesnym przypomnieniem doznanych krzywd. Panteony narodowe całego świata pełne są postaci monumentalnych, których wielkość i chwała zostały opłacone krwią i cierpieniem.
Pamięć zbiorowa z natury swej nie jest uniwersalna ani obiektywna. Buduje się ją poprzez wybór tych wydarzeń, które dana wspólnota uznaje za szczególnie ważne, wzmacniając w ten sposób wspólną tożsamość. W efekcie proces ten prowadzi do dualizmu w ocenie niektórych postaci historycznych.

Historia powszechna dostarcza niezliczonych dowodów na to, że spory o ocenę moralną dawnych liderów nie są zjawiskiem wyjątkowym. Te same biografie, czytane przez odmienne narody, ujawniają skrajnie sprzeczne narracje, w których bohater zamienia się w kata. Pomniki nie tyle opisują historię, ile pokazują, jak dane społeczeństwo chce ją pamiętać.

Swoi bohaterowie, cudze rany


Oliver Cromwell.  W Anglii do dziś cieszy się szacunkiem jako niezłomny obrońca praw parlamentu, pogromca absolutyzmu królewskiego i modernizator państwa, czego dowodem jest jego pomnik stojący dumnie przed Pałacem Westminsterskim. Dla Irlandczyków Cromwell pozostaje jednak symbolem bezwzględnego fanatyzmu religijnego i brutalnej tyranii. Jego krwawa kampania wojskowa z połowy XVII wieku, znaczona masowymi rzeziami ludności cywilnej i przymusowymi konfiskatami ziemi, zdziesiątkowała populację wyspy i położyła się cieniem na relacjach obu narodów na całe stulecia.

Czyngis-chan. Współczesna Mongolia widzi w nim ojca narodu, genialnego prawodawcę i zjednoczyciela koczowniczych plemion, którego monumentalne wizerunki zdobią place i banknoty. Dla narodów Europy Wschodniej i Azji Środkowej imię wielkiego chana było jednak przez wieki synonimem apokaliptycznego zniszczenia – najazdy mongolskie XIII wieku pociągnęły za sobą wyludnienie całych regionów i zagładę miast, które nigdy nie odzyskały dawnej świetności.

Napoleon Bonaparte. Dla Francuzów to ucieleśnienie narodowej chwały, geniusz strategii oraz autor nowoczesnego ładu prawnego i administracyjnego, którego grobowiec w Paryżu otoczony jest niemal religijnym kultem. W historiografii brytyjskiej, rosyjskiej czy hiszpańskiej Napoleon bywa jednak przedstawiany zupełnie inaczej: jako uzurpator i agresor, którego ambicje kosztowały Europę serię wyniszczających wojen i miliony ofiar – od Hiszpanii, po Rosję.

Krzysztof Kolumb. Przez stulecia w tradycji zachodniej był fetowany jako odważny odkrywca Nowego Świata, który otworzył nową epokę w dziejach ludzkości. Z perspektywy rdzennych mieszkańców Ameryki jego pojawienie się oznaczało jednak początek zagłady. Zapoczątkowało erę kolonizacji i niewolnictwa. Przyniosło też choroby, na które tubylcy nie mieli odporności – a które, w połączeniu z wyzyskiem, doprowadziły do demograficznej katastrofy niemal doszczętnie wymazującej lokalne kultury.

Powyższe przykłady pokazują, że panteony narodowe bywają zbroczone krwią, i że ten sam bohater potrafi być jednocześnie ojcem jednego narodu i koszmarem drugiego. Nic dziwnego, że spory o pamięć historyczną wykraczają dziś dawno poza akademickie dyskusje i trafiają na sam szczyt agendy dyplomatycznej: państwa negocjują treść podręczników, domagają się przeprosin za dawne krzywdy albo protestują przeciwko pomnikom uznawanym za obraźliwe. 

Granice zewnętrznego nacisku


Twarda dyplomacja i asymetria sił mogą wymusić na sąsiedzie pragmatyczne ustępstwa: administracyjną zmianę podręczników, podpisanie traktatów czy usunięcie drażniących symboli z przestrzeni publicznej. Takie instytucjonalne sukcesy bywają jednak złudne. Zewnętrzna presja potrafi skutecznie zmienić oficjalną doktrynę państwa, ale rzadko dotyka żywej tkanki społecznej świadomości.

Przymusowa rewizja narodowych mitów, podyktowana polityczną koniecznością, może wręcz prowadzić do syndromu oblężonej twierdzy i pogłębiać poczucie historycznej krzywdy. Zamiast autentycznego oczyszczenia, mit schodzi wtedy do podziemia i utrwala się w pamięci prywatnej, czekając na moment, gdy zewnętrzny nacisk osłabnie.

Prawdziwy dialog i rozliczenie z trudną przeszłością wymagają wewnętrznej ewolucji. Nie sposób nikogo zmusić do spojrzenia na własną historię cudzymi oczami, zanim on sam nie będzie na to gotów.

Zatem: patrzmy na aktualne wydarzenia i historię nie tylko z własnej perspektywy.

Wysoki Sądzie, nie mam nic do dodania.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo