Zachodziłem niejednokrotnie w głowę, skąd taka wielka miłość do prezydenta Trumpa w naszym kraju? Pisząc "w naszym kraju" mam naturalnie na myśli wyłącznie twórców i zwolenników tzw. "dobrej zmiany", bo rodak normalny widzi w tym człowieku raczej zarozumiałego bufona i nieokrzesanego prymitywa, który sukcesy odnosił jedynie w biznesie, w polityce - żadnych.
Wreszcie zrozumiałem ten fenomen, a to "dzięki" pandemii koronawirusa, a konkretnie dzięki tragicznej sytuacji w Nowym Jorku, w którym zarażonych przybywa w zastraszającym tempie i zaczyna już brakować tam wszystkiego: masek, rękawic, respiratorów, nawet łóżek szpitalnych.
Otóż gubernator stanu Nowy Jork, Andrew Cuomo (członek Partii Demokratycznej - co ważne) zwrócił się z apelem do prez. Trumpa, aby ten skorzystał ze swych uprawnień i wprowadził w życie ustawę z 1950 roku dającą prezydentowi prawo nakazania firmom prywatnym przyspieszenia produkcji sprzętu medycznego.
Co na to pan prezydent? Zwołał konferencję prasową, na którą przyniósł dokument mający dowodzić, że Cuomo w 2016 r. "mógł kupić 16 tys. respiratorów w bardzo niskiej cenie i tego nie zrobił". Taka amerykańska wersja "winy Tuska".
Czyli - swój chłop, prawda?




Komentarze
Pokaż komentarze (10)