Będzie o dniu dzisiejszym, w perspektywie święta Wojska Polskiego. Bo to było smutne święto, ale bynajmniej nie (no, nie tylko) ze względu głównego uczestnika i jego ostatnie wyczyny.
Za Bug niegdyś: czyżby śmieszno a straszno?
W „Dziedzictwie” Zofii Kossak-Szczuckiej (superksiążka) babcia autorki śpiewa z upodobaniem: „Uderzcie w bębny, zagrajcie nam w rogi! | Za Bug, za Bug, za Bug!... | Niech postrzelony ten orzeł dwugłowy | Po naszej ziemi więcej się nie słania...” (załączam wykonanie własne w mp 3, na stronie kresy.pl., gdzie tekst niniejszy ukazuje się macierzyście).
Na to pradziad autorki śmiał i zżymał. Zwłaszcza na „postrzelony” i „słania się”: takie to bez pokrycia. Jakże można było liczyć na pokonanie Rosji?
Ależ można było; i nie tylko w perspektywie zwycięskiego roku 1920. Przez ponad wiek okrzyk „za Bug!”, choć prowokował liczne tragedie, stawał się ciałem i niepokoił dwugłowego orła, potem zaś czerwoną gwiazdę. Począwszy od kampanii napoleońskiej aż po wielki ruch antykomunistycznego oporu po drugiej wojnie światowej – wiedliśmy serie kampanii skazanych wprawdzie na klęskę, jednakowoż prowadzonych na serio przez masy zdeterminowanych Polaków, którzy docierali za Bug z bronią w ręku i wroga tłukli.
Polska armia, słabsza, bo słabsza, mogła wygrywać i wygrywała bitwy (choć nie wojny) i trwała w oporze bez pomocy zachodnich sojuszników, czekając na nich daremnie, bo daremnie – ale mężnie. A Rosja mogła się tej siły militarnej może nie zawsze bać, ale realnie obawiać.
Za Bug dziś: jedynie smieszno?
Dziś, nawet, gdyby do armii ruszyły tłumy ochotników na wzór roku 1920, nic by to nie dało. Konwencjonalna inwazja Rosji zmiotłaby nas z powierzchni ziemi bez jednej bitwy. A sojusznicy? Hm. [...]
Pod tym względem mamy powtórkę z wieku XVIII: nasza armia to zero, na tronie Ciołek, nastroje antypatriotyczne i antyreligijne już są dość dobrze promowane (zamiast nich będzie się teraz zapewne głosiło jakieś ersatze „obywatelskie” i „ogólnoludzkie”). Ewentualna jakakolwiek wojna – byłaby pewno co najwyżej śmieszną (kompromitacją).
Wojny nie będzie
Ale wojny nie będzie. Tak zresztą, jak nie miało jej być w wieku XVIII. Rosja nie chciała przecież prowadzić z nami wojny. Scenariusz przewidywał spokojne a całkowite uzależnienie terytorium, na którym Imperatorowa mogłaby robić co chciała, bez bawienia się w jakieś bezsensowne rozwiązania siłowe. Wystarczyć miało przyznawanie orderów za zasługi, przy okazji dawanie pensji, no i gwarancja pozostawienia w spokoju interesów Imperatorowej przez Polaków, a zatem: ogólne usmierienie. Niestety wszystko zepsuli najpierw popaprańcy od konfederacji barskiej, a potem ci od Kościuszki, a potem jeszcze tamci kolejni.
Prawda, że ci od Ciołka przyznają się do nich i do ich patriotyzmu, tak, tak. Oni też są patriotyczni, państwowotwórczy i tak dalej. Wolą jednak fundować sobie sale balowe i gabinety, w których obok wizerunku narodowych bohaterów zawiśnie ładny konterfekt Najukochańszej Imperatorowej – tak dla równowagi. I będą zawsze gotowi do podpisania Targowicy w imię wyższych wartości, gdyby co.
Ku radości przemijającej i chwilowej
...załączam, jak rzekłem na początku, piosenkę. Napisał ją „belwederczyk” Seweryn Goszczyński w 1831 roku, aby medialnie wesprzeć polską ofensywę. Nieudaną, ale dla Rosjan mimo wszystko raczej straszną, niż śmieszną. Jednak.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)