„Jak to możliwe” po raz pierwszy:
Jak to możliwe, iż w społeczności odrzucającej działania Bronisława K. mieszczą się zarówno obrońcy Krzyża przed Pałacem Prezydenckim, jak i ci, którzy na Krzyżu w Ossowie wymalowali bolszewickie gwiazdy? Czyż to nie zgorszenie?
Odpowiedź prosta jest...
...choć dwoista, albowiem jest to zgorszenie, lecz zważmy, iż – mimo że i jeden, i drugi Krzyż to nade wszystko ponadczasowy Znak Zbawienia, symbol Śmierci Chrystusa – oba przypisane zostały konkretnej, historycznej sytuacji. Jeden zrósł się ze śmiercią Prezydenta, drugi ze śmiercią najeźdźców. Jeden – z opcją patriotyczną, drugi – z opcją antypatriotyczną, reprezentowaną w tym przypadku przez niedoszłego odsłaniacza i doszłego inicjatora budowy pomnika (żebym został dobrze zrozumiany: „antypatriotyczną” w rozumieniu tych, którzy tak to rozumieją).
„Jak to możliwe” po raz drugi:
Jak to możliwe, że Polacy, którzy są chrześcijanami, protestują przeciwko upamiętnieniu pokonanych żołnierzy wrogiej armii, ludzi teoretycznie niewierzących, lecz bez wątpienia ochrzczonych (więc znak Krzyża im się należy)? Zarazem ci sami Polacy, którzy są chrześcijanami, protestują przeciwko przeniesieniu Krzyża upamiętniającego ich Prezydenta – do kościoła... Czyż to po chrześcijańsku?
Odpowiedź prosta jest...
...choć również dwoista, albowiem w Polsce bardzo wiele Krzyży przydrożnych, będących znakami Chrystusa – upamiętnia przede wszystkim ofiary wypadków; i nikt tych Krzyży nie przenosi, ani nie zapowiada, że je przeniesie, bo, dajmy na to, nie powinny rzekomo stać tam, gdzie stoją; albowiem bardzo wiele Krzyży (oraz czerwonych gwiazd!) stoi sobie spokojnie na grobach naszych wrogów – i nikt ich nie bezcześci,
...a zatem problem nie tkwi...
...w tym, że jest się nastawionym wrogo do upamiętniania naszych pokonanych a poległych wrogów, albo w tym, że nie chce się umieścić Krzyża w kościele. Problem tkwi w tym, że sposób upamiętnienia bolszewików zaczął w y d a w a ć się wielu ludziom uwłaczający pamięci narodu polskiego, t a k s a m o jak plan usunięcia Krzyża spod Pałacu. Nie fakt, że Krzyż ma zostać umieszczony w kościele – lecz fakt, że jakby powiedziano pod Jego adresem: „won z tego miejsca”. Sprawa wyglądałaby zapewne ZUPEŁNIE inaczej, gdyby Bronisław K. powiedział tak mniej więcej: „Miejsce to trzeba trwale upamiętnić. W miejscu prowizorycznego Krzyża stanie więc trwały pomnik, a dla Krzyża, jako świadectwa tego, co działo się na Krakowskim Przedmieściu w tych dniach, znajdziemy inne godne miejsce”. Ale powiedział inaczej.
Kwestia smaku
Oczywiście, jeśli rozważy się sprawę tę bez kontekstu, to dojdzie się do wniosku, że protesty w obu przypadkach są niesłuszne, a nawet gorzej: nielogiczne i niezrozumiałe. Jakże bowiem nie upamiętniać poległych? Jakże nie stawiać Krzyży w kościołach?
Ale jak się rozważy sprawę w kontekście, a zwłaszcza na gorąco, okaże się, że protesty są w gruncie rzeczy bardzo logiczne, choć w przypadku malowania czerwonych gwiazd – bluźniercze niemal lub wręcz. Ale do tego rozumowania dodać trzeba jeszcze kwestię SMAKU, którym przyprawiono obie te sprawy, SMAKU, który czuć nawet przez skórę. Z daleka.
Bo co tu dużo mówić, Panie Bronisławie K.: ten smak to nie smak, tylko smród, którego smakować nie ma po co, a Pan jesteś, niestety, smrodu tego przyczyną - a w zasadzie wręcz... no, producentem.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)