Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
94
BLOG

KOMOROWSKI CUDEM ZWIAŁ, czyli jak podręczniki o Nas napiszą?

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Polityka Obserwuj notkę 14

motto

Tato, czy za sto lat jak będą oprowadzać po pałacu prezydenckim, to o tym Krzyżu też będą musieli opowiedzieć?[pytanie mojego jedenastoletniego Syna, ostatnio]

 

Szykuje się reforma nauczania. Sadzę, że zwłaszcza w przypadku programu lekcji historii – katastrofalna w skutkach. Ale to mniejsza. Zapytajmy: jak My, Dzisiejsi, wyglądać będziemy w podręcznikach za lat dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści? To zależy od tego, kto dojdzie do głosu i kto podyktuje treść podręcznika. Bo może być na przykład tak:

 

W roku 2010 prezydent Lech Kaczyński zginął śmiercią samobójczą, pociągając za sobą rytualny zgon kilkudziesięciu posłów ze swego ugrupowania politycznego. W istocie miało to być hasło do zamachu stanu i wprowadzenia dyktatury jego brata-bliźniaka. Akcję te wspierali po kryjomu hierarchowie Kościoła katolickiego, którzy wzywani przez ogól obywateli do bezstronności jawnie umyli ręce i zamiast opowiedzieć się po stronie nowego prezydenta, masowo poparli jego przeciwnika, co prawda publicznie wypowiadając się przeciwko niemu.

 

Wskutek tej sytuacji faszystowsko-katolickie bojówki natychmiast zaatakowały pałac nowo wybranego prezydenta Bronisława Komorowskiego, oblewając zabytkowy budynek nieczystościami i grożąc zdetonowaniem bomb, samemu zaś prezydentowi ukrzyżowaniem na krzyżu, który wkopano w bruk przed głównym wejściem do rezydencji.

 

Siły porządkowe nie były w stanie powstrzymać ataku, ponieważ większość oficerów doborowej jednostki „Grom”, będącej w zmowie z nieżyjącym prezydentem Kaczyńskim, podała się do dymisji. W tej sytuacji nowy prezydent zmuszony był ratować się ucieczką kuchennymi drzwiami. Na szczęście dzięki spontanicznej akcji zorganizowanych grup postępowej młodzieży studenckiej z dużych miast sytuacja została opanowana. Faszystowskie bojówki skapitulowały, a niedoszłe narzędzie zbrodni komisyjnie usunięto sprzed pałacu.

 

Niestety krzyż zawłaszczyli katoliccy hierarchowie, podstępnie przewidując możliwość jego ponownego wykorzystania. Zdeponowali go więc w kościele św. Anny, w odległości zbyt małej od pałacu, aby zagwarantować głowie państwa możliwość szybkiej ucieczki w razie czego.

 

W tej sytuacji realne niebezpieczeństwo ukrzyżowania prezydenta podyktowało Sejmowi konieczność uchwalenia ustawy o usunięciu krzyży z wszystkich miejsc publicznych. W ramach prewencji zlikwidowano też lekcje religii w szkołach. Ten wiekopomny fakt upamiętniła specjalna tablica wmurowana uroczyście przy wyjściu kuchennym, które nowemu prezydentowi uratowało życie.

 

Uroczystość wmurowania tablicy wzbudziła jednak taką wściekłość sił wstecznych, iż trzeba ją było zorganizować potajemnie, pod osłoną wojsk powietrzno-desantowych, tymczasowo użyczonych przez Federację Rosyjską. Z tych przyczyn nowy prezydent, mimo szczerych chęci, nie mógł w uroczystości uczestniczyć osobiście. Swój niewymowny żal z tego powodu opisał obszernie we wzruszających pamiętnikach, jakie po latach zredagował na emeryturze spędzanej w Sankt-Petersburgu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka