Nadchodzi apokalipsa – może jeszcze nie ta Janowa, ale ta, wedle której uderzą w pasterza, a rozproszą się owce – ta, wedle której przyjdą zgorszenia – ale i na pewno ta, wierzę! wedle której bramy piekielne Go nie przemogą.
Tymczasowy Syndrom Pism Kobiecych
Bo jak na Europę, Kościół był u nas atakowany wciąż dość nieśmiało. Choć w ostatnich dniach śmielej niż przedtem. Jak dotąd różne pisma (kobiece zwłaszcza) reklamowały pełną gębą działania jawnie sprzeczne z moralnym nauczaniem Kościoła – ale nie usiłowały mówić wprost, że to czynią, czyli że owo nauczanie tępią i zwalczają, bo równolegle propagowały, o dziwo, np. temat Jana Pawła II i Jego cudów.
Zmiana spodziewana
Ale to się pewno lada chwila drastycznie zmieni. Działania wcześniejsze były jak wstępny ostrzał artyleryjski przed atakiem właściwym, którego charakter łatwo przewidzieć po już pojawiających się w „GazWyborze” artykułach. Pójdzie więc, jak podejrzewam, po liniach:
- aborcyjnej i „psychologicznej”,
- skandali obyczajowych,
- odkrywania dalszych przypadków współpracy księży z SB,
- finansowej.
Atak w imię człowieczego dobra
Ataki idące po tych czterech liniach będą oczywiście przeprowadzane w imię wszelakiego dobra: począwszy od dobra nazywanego wolnością obyczajową, poprzez dobro ludzi chorych i niepełnosprawnych, a także dobro nieszczęśliwych dzieci zmuszanych do religijnych praktyk wbrew sobie i zasadom psychologii (patrz nowy pod tym względem artykuł Bartosia w „Newsweeku”– będą następne), dobro homoseksualistów i onanistów, dobro ludzi przez Kościół pokrzywdzonych w jakikolwiek sposób, aż po finansowe dobro społeczeństwa w ogóle.
Atak w imię dóbr doczesnych
No, bo finansowa sytuacja Kościoła w Polsce nie jest zła. Więc to cel idealny. Można tu skutecznie działać przy pomocy odpowiednich ustaw, bijących w Kościół. Najlepiej – umotywowanych kryzysem, który uderza we wszystkich, więc niby czemu Kościół miałby kryzys ominąć? I Kościołowi trzeba umilić życie.
Atak w imię moralności
Skandale obyczajowe w zasadzie ominęły do tej pory biskupów en masse. A przecież na pewno można wyciągnąć jakieś grzeszki – jak nie tego czy owego biskupa X, to grzechy kapłana Y, który był biskupa X podwładnym. Jak nie ma, to się znajdzie.
Atak w imię śmierci
Nieszczęściem dzieci, których nie zdążono zamordować odpowiednio wcześnie, będziemy straszeni z pierwszych szpalt gazet i z ekranów zdominowanych przez miłość do SLD i PO. A może i z innych merdiów, kto wie.
Atak w imię sprawiedliwości
Co do teczek SB, będzie to broń ostateczna i bardzo skuteczna, ale pewno używana „podziemnie” lub jako przykład, spotykający wybranych niepokornych. Tej broni nie tknie pewno jako pierwsza „GazWybor”, tylko jakiś brukowiec, a „GazWybor” z początku nawet bronić będzie. Tak, żeby nie było, że o.
Atak w imię wyzwolenia od idei męczeństwa
No i nikt nie będzie wymagał od biskupów, kapłanów i wiernych bohaterstwa pierwszych chrześcijan, śmierci na arenie, męczeństwa. Przeciwnie – wszystko będzie działo się tak, żeby biskupi i księża mogli w porę zadziałać na rzecz swego spokoju doczesnego, żeby wreszcie zamilkli, schowali się, uciekli w merdialne nieistnienie. Żeby tak w ogóle p r z e s t a l i.
Żądania maksymalne pod mianem żądań minimum
Media i chłosta publiczna nie będą – teoretycznie – żądały zaprzeczenia wierze, ani nie będą zmuszały do jawnego bluźnierstwa. I oficjalnie twierdzić będą, że każdy wierzyć w Chrystusa może. Ale zażądają za to opowiedzenia się po stronie promowanych przez siebie idei, rozumianych jako absolutne DOBRO i PRAWDA, przy jednoczesnym zaprzeczeniu istnienia obiektywnych: DOBRA i PRAWDY i przy zaprzeczeniiu tego, że ich depozytariuszem jest / może być Kościół Katolicki. I tak zarówno PRAWDĘ, jak i DOBRO zamazywać będą, a przykazania – negować.
Wyzwanie: Ewangelia czy luksus intymności?
Więc sytuacja niby nie zda się ekstremalna: wymagać będzie bowiem od uczciwego chrześcijanina z a l e d w i e pozbycia się codziennej wygody, odrzucenia prawa do własnej intymności, rezygnacji z luksusu bycia niezauważanym w tłumie, wreszcie nie upierania się przy pewności finansowej. Jeśli Chrystus nie ma powiedziec na Sądzie Ostatecznym: nie znam was.
Duch Święty a sąd merdiów
A poza tym Chrystus kazał nam zapomnieć o światowej mądrości w obliczu świeckich sądów. W tym tych merdialnych, no przecie. Nie mamy myśleć, co mówic mamy, kiedy Duch Święty będzie nam podpowiadał, co mówić. Ale warunkiem jest zaufanie Bogu, nie sobie, nie swemu ułomnemu językowi. Tak więc teoretycznie powinniśmy się modlić tylko o jedną rzecz: żeby „prawda nas wyzwoliła”. To wystarczyć powinno, żeby nasi biskupi, kapłani i współbracia w wierze, my znaczy się – słuchali Ducha.
Cztery oczekiwania ewangeliczne na czasy najbliższe
Módlmy się więc, abyśmy słuchali Ducha–
- nie starając się głównie o uciszenie kampanii dezinformacyjnych, rozdmuchujących zarówno afery fikcyjne, jak i prawdziwe (a jedne od drugich trudno będzie odróżnić);
- nie godząc się na milczenie w sprawach najistotniejszych w zamian za zejście z merdialnego celownika w sprawach skandalicznych;
- nie przejmując się zanadto reputacją swoją tudzież swoich współbraci w kapłaństwie i wierze kosztem milczenia w rzeczach pierwszej wagi;
- krótko: nie godząc się na ugodę w rzeczach, co do których non possumus, za cenę kompromisu i panującego nam obecnie (wbrew pozorom) świętego spokoju, o którym pisze Tomasz Terlikowski [TU].
.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)