WESOŁEK. ZACNY.
Kiedy w 1979 roku zostałem przyjęty do „Marcinka”, czyli znanego poznańskiego liceum, dowiedziałem się – tuż przed początkiem wakacji – że dyrektor i samorząd zaprosili do występu w auli szkolnej Jacka Fedorowicza. Tak w prezencie dla uczniów; wstęp za darmochę. Fedorowicza znałem z „60 minut na godzinę”, więc natychmiast pobiegłem. Samorząd wiedział pewno to, co ja, a raczej znacznie więcej; dyrektor raczej niewiele o Fedorowiczu wiedział, i dopiero sie musiał dowiedzieć. Aula napchana niemożliwie, atmosfera antykomunistyczna, (choć nieuświadamiana jako taka), Fedorowicz niesamowity, bawiący nas do utraty tchu, świetny. Cała szkoła dzieliła z nim absolutną wspólnotę myśli i uczuć. Kpił z przyjaźni polsko-radzieckiej, z PZPR-u, z zabiegów medialnych o umniejszenie roli papieża-Polaka i Kościoła w życiu Polaków... Boki mnie bolały od śmiechu,katharsispełna. Oczywiście wszystko to niby między wierszami, ale jak na tamte czasy – wprost w mordę i bez trzymanki. Na koniec Fedorowicz powiedział nam, że to, co cieszy go najbardziej – to błysk zrozumienia w naszych oczach. Dostał na kartce prośbe (którą odczytał publicznie ku wyciu całej auli) żeby powtórzył swój występ raz jeszcze, bo prawdopodobnie pierwszy rząd krzeseł nie zrozumiał (w pierwszym rzędzie siedziała dyrekcja).
Dla mnie występ Fedorowicza stał się pierwszym echem wizyty papieża i pierwszym po wizycie papieża poważnym intermedium do sierpnia ’80. Dla mnie – dla mnie, młodego i głupiego, powiadam i podkreślam – żeby nikt sobie nie myślał, że dla Polski, Poznania czy moich rodziców.
TERCET
A teraz pojawił się w mediach tercet: biskup Pieronek, arcybiskup Głódź, no i Jacek Fedorowicz.
Arcybiskup Głódź powiedział w Częstochowie, co powiedział.
Biskup Pieronek w wywiadzie dla „Rzepy” pojechał po hierarchii, jawnie zaprzeczył konieczności i sensowności działania prawnego przeciwkoin vitro,aborcji i innym aberracyjnym postulatom lewicy, a poważną część episkopatu określił jako„zadymioną PiSem”;nie musiał wskazywać palcem – chodziło mu oczywiście także (przynajmniej także) o Głódzia. Już trąbi o tym „GazWybor”, dając tytuł wyłuskany z wywiadu:„episkopat upolityczniony”.
Jacek Fedorowicz napisał w „GazWyborze” felieton pod tytułemArcyagitator, w którympojechałpo arcybiskupie Głódziu za to, że – jak twierdzi – Głódź powtarza wiernie tezy Jarosława Kaczyńskiego i jest po prostu propagatorem PiSu: „nie będę zdziwiony, gdy abp Głódź zostanie szefem kampanii PiS w najbliższych wyborach”. Ponad nagłówkiem felietonu umieszczona została karykatura arcybiskupa z łańcuchem, na którym zamiast Krzyża lub świętego medalika wisiał medalion z inicjałami „JK”. W domyśle – „Jarosław Kaczyński”, oczywiście. Karykatura jest autorskim rysunkiem Jacka Fedorowicza.
PYTANIA ZA 100 PUNKTÓW
Czy Tadeuszowi Pieronkowi nie przyszło do głowy, że kompromituje godność biskupa i bije nie tylko w swoje środowisko, ale i w autorytet Kościoła? Że oskarżając episkopat o upolitycznienie sam jeszcze bardziej promuje siebie na człowieka PO i „GazWyboru”? Że robi w Polsce przewałkę a ludziom w Polsce wodę z mózgu?
Czy arcybiskup Sławoj Leszek Głódź nie wiedział, że wypowiada zdania bliskie PiSowi?
Czy Jacek Fedorowicz wreszcie nie zauważył, że zarówno jego tekst, jak i (jeszcze bardziej!) zamieszczona ponad nim karykatura sąsui generismutacją komunistycznych krytyk pod adresem kleru? Że, jak dla mnie, przyłącza się do tego pierwszego rzędu krzeseł, który nie zrozumiał jego występu w 1979 roku w poznańskim „Marcinku”?
ODPOWIEDŹ, ALE
Nie, nie, nie. Każdemu z nich wszystko to na pewno przyszło do głowy. Na pewno.
Ale:
- biskup Tadeusz Pieronek ma swoje kompleksy, przemyślenia, swoje układy. Czy to, co mówi, mówi szczerze? Prawdę mówiąc, nie wiem, a nawet boję się o tym myśleć. Biskup Tadeusz Pieronek istnieje obecnie w merdiach nie dzięki swojej pozycji w Kościele – ale wyłącznie dzięki merdiom. I mam wrażenie, że przez wzgląd na utrzymanie tej pozycji wypowiada wiele swoich sądów. Iżby go merdia cytowały. Bez względu na dobro Kościoła. Ale pokój z nim.
- arcybiskup Sławoj Leszek Głódź uważa z pewnością, że tak trzeba mówić, i tyle. Bo widać, że raczej nie musi mówić tego, co mówi. I nie zależy mu na żadnej nagrodzie od PiSu. Jest arcybiskupem – samodzielnym władcą swej archidiecezji – i jednym z nielicznych hierarchów, niezależnych od merdiów (to znaczy takich, których głos nie musi schlebiać merdiom, by zaistnieć), którzy głośno mówią to, co myślą. Niezależnie od stylu, w jakim to robi. Wiem też na pewno, że arcybiskup nie będzie „szefem kampanii PiS w najbliższych wyborach”. To bardzo głupi dowcip, jeśli dowcip.
- Jacek Fedorowicz uważa chyba jednak, że to, co napisał, jest słuszne. Jak go podziwiałem i szanowałem – tak teraz mu się dziwię. Dziwię się, bo wydawałoby się, że powinen się jednak od takich tekstów powstrzymać. Powinien dostrzegać też, czym jest „GazWybor”. Ale nie dostrzega i pisze teksty godne propagandzistów PZPR-u.
WNIOSEK NAJWAŻNIEJSZY
I mógłbym rzec: „kto wszedł (nomen omen) między wrony, musi krakać jak i oné”.
Ale jest jeszcze jedna sprawa, zasadnicza. Jest nią stosunek do katastrofy smoleńskiej. Tu chyba tkwi sedno wielu podziałów.
Jeśli ktoś nie dostrzega tego, czym była katastrofa smoleńska, że był to skandal, jakiego świat nie widział, że sposób fatalnego prowadzenia śledztwa obciąża Rosjan i rząd nasz, że na dodatek należy brać w rachubę, iż był to zamach lub sprowokowana katastrofa (co na jedno wychodzi) z rządem i szczytami Platformy w wątpliwej, dwuznacznej roli – jeśli ktoś tego nie dostrzega, ten może nadal kpić z PiSu i kpić z arcybiskupa Głódzia, i mówić o upolitycznieniu episkopatu.
Zgoda. Jeśli ktoś tego nie dostrzega.
Jeśli zaś ktoś dostrzega, to choć nawet będzie mówił inaczej niż arcybiskup Głódź, myśli jego nie będą inne. I będzie czuł się w obowiązku, obywatelskim obowiązku dać im wyraz.
Najwyraźniej dzieli nas – Smoleńsk.
184
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (5)