Wchodzą do gazet kolejne dane, które czyta się jak podstawę dla przyszłych podręczników historii (licealnych, bo już niedługo tylko w liceach obowiązywać będzie pranie historii współczesnej, z zakazem mówienia o rozbiorach, za to w gimnazjach i podstawówce zakażą mówienia o współczesności, obrzydzając dziatwie Mieszka I i rozważania rozbiorowe). Bardzo ciekawe, cóż napiszą autorzy tych podręczników (no, zapomniałem zaznaczyć: o ile w ogóle taki przedmiot pozostanie w programie szkolnym), jeśli dziś:
1. KACZYŃSKI, ENDECJA, INTEGRYZM, RADIO MARYJA
a)Dla polskich spadkobierców endecji Kaczyński to piłsudczyk, który w imię doraźnych interesów politycznych dystansuje się od nauki Kościoła lub do niej zblża;
b)Dla Michnika i „Le Figaro” (który to organ powtarza wywody, dlań przez Michnika prokurowane) Kaczyński to endek tudzież integrysta i tradycjonalista, tak samo jak Radio Maryja;
c)Radio Maryja, w którym, cokolwiek by nie powiedzieć, na pewno nie króluje chorał gregoriański i łacińska liturgia (już prędzej pieśń oazowa, często tłumaczona z protestanckich pierwowzorów anglosaskich), nie hołubi zwolenników liturgii łacińskiej, ani lefebrystów (niech ci pierwsi, których kocham, wybaczą mi, że sąsiadują w jednym zdaniu z lefebrystami, których kocham inaczej);
d)Dla Michnika i „Le Figaro” (który to organ powtarza wywody, dlań przez Michnika prokurowane) Radio Maryja jest lefebrystyczne, integrystyczne, tradycjonalistyczne.
e) wniosek:
Co napiszą podręczniki? Kto wie! Może będziemy kiedyś czytali o lefebrystycznym piłsudczyku Kaczyńskim wyznającym endeckie poglądy?
2. POLITYKA A LITERATURA
a)Wedle jednego z publicystów „GazWyboru” nasi politycy książek nie czytają, bo nie muszą – zresztą wobec nieuctwa elektoratu;
b)W tym samym numerze „GazWyboru”, znajdujemy zaprzeczenie tych słów, alias wyjątek, który potwierdza regułę – literacko-polityczny manifest Palikota, objawiającego się jako polityk czytający, a nawet interpretujący literaturę (w domyśle: jedyny czytający polski polityk, godny głosów intelektualnego elektoratu; bravo!).
Wedle tegoż Palikota polska scena polityczna to wciąż scena literacka, na której przeklęte dziedzictwo Mickiewicza walczy z błogosławionym duchem Gombrowicza. I otóż jemu, Palikotowi, przypadła historyczna rola sanacjenta, który przyłoży w łeb dziedzicom Wieszcza gombrowiczowską bronią, przekutą z górnej myśli na wiecową pałkę.
c)(Komentarz poboczny do b: Kiedy Bronisław Wildstein przyrównał w pewnym wywiadzie swoją „Dolinę nicości” do „Wesela” – przy czym nie chodziło o wychwalanie własnego płodu i stawianie na równi z dziełem Wyspiańskiego, lecz określenie zadania, jakie autor stawiał książce we współczesnej rzeczywistości – został w „GazWyborze” wyśmiany. Rozumiem, że happeningi Palikota, jak również jego działactwo komedianckie zostały, na odwrót, uznane za wybitne i godne Gombrowicza, automatycznie zatem namaszczono ich autora na wieszcza narodowego. Uwaga: słowo „narodowy” użyte tu zostało przeze mnie jako tzw. PO przymiotnika, który z pewnością powstanie w najbliższym czasie, a oznaczać będzie bodaj: ‘właściw-y/-a/-e–dla–wykształconej-młodzieży–z–dużych–miast’)
d) wniosek:
Czyżbyśmy mieli przeczytać kiedyś w podręcznikach notkę o charyzmatycznym pisarzu i artyście nowej fali, idolu młodzieży nazwiskiem Palikot, który wprowadził do polskiej polityki nowe, ożywiające idee?
3. PRAKTYCZNIE: KOŚCIÓŁ NA ŁAWIE OSKARŻONYCH
a)Wedle „Le Figaro” (który to organ powtarza zwykle wywody, dlań przez Michnika prokurowane) wydarzenia dziejące się wokół Krzyża na Krakowskim Przedmieściu stawiają „na ławie oskarżonych Kościół katolicki, którego skłonność do ingerencji w życie publiczne nigdy naprawdę nie osłabła od czasu upadku komunizmu” i są „prawdziwą debatą społeczną”, która (czytam tu między wierszami:) nareszcie zmieni oblicze Polski. A zmienić trzeba, bo ingerencja Kościoła w polskie życie polityczne jest przecie z definicji zła.
b)Tymczasem „GazWybor” zarzucała Kościołowi b r a kreakcji w wyżej wymienionej sprawie, wręcz „umywanie rąk”. A więc – tym razem obojętność Kościoła wobec polskiegożycia politycznegojest z definicji zła.
c)Kościół oskarżony został poza tym gremialnie o uczestnictwo w wyborach po stronie PiSu. A więc – tym razem nieobojętność Kościoła wobec polskiegożycia politycznegookazuje się z definicji zła.
d)Tymczasem wedle „GazWyboru” – „Biskupi za Komorowskim”. Co prawda biskupi oficjalnie nie opowiadali się ani za ani przeciw Komorowskiemu, ale już sam fakt odprawienia Mszy Świętej w obecności Prezydenta Wszystkich Wykształciuchów gazwyborowe pióro zinterpretowało, pasując Prymasa i arcybiskupa Warszawy na zwolenników Platformy. Skądinąd pewno cos jest na rzeczy, ale zaden z hierarchów nie ogłasza tego wszem i wobec ani nie chce zapewne ogłaszania tego wszem i wobec.
Tym więc razem (rzekoma) nieobojętność Kościoła wobec polskiegożycia politycznegookazuje się z definicji dobra. I oczywiście, ta ostatnia nieobojętność okazuje się jedyną właściwą postawą Kościoła. Tyle że nie wiadomo, co z promowanym rozdziałem Kościoła od Państwa?
e) wniosek:
Dokładnie każda postawa hierarchów (no, prócz idealnie nijakiej – ale i ta da się zaskarżyć) może posłużyć merdiom do prowadzenia wobec nich polityki kija i marchewki, po to, żeby w przyszłości w ogóle nie śmieli się wypowiadać o niczym. Bo o tu w istocie chodzi: o wykluczenie Kościoła z życia publicznego.
I jeśli przyszłe podręczniki zatwierdzać będą Środa pospołu z Palikotem, możemy się spodziewać, że wskutek wykluczenia Kościoła z życia publicznego dokładnie każde działanie hierarchii katolickiej w naszej dekadzie skrytykowane zostanie z każdego możliwego powodu i tak w podręcznikach zapisane.
4. ANTECEDENCJE PRZYKŁADÓW – manipulacje dawniejsze i niezawodnie skuteczne
Przypominam, że z manipulacją (świadomą, półświadomą, nieświadomą), jeśli już zagnieździ się w podręcznikach, walka jest trudna. Przykład: podręczniki trwale wpoiły Polakom negatywne pojęcie Sarmacji: więc do dziś klasyczna kultura polska wieków XVI-XVIII ma złą prasę i jest w świadomości społecznej odruchowo odbierana negatywnie. Choćby nie wiem jak tłumaczyć. Z innej beczki: w przeciwieństwie do czarnej legendy AK, czarna legenda WIN-u w Polsce się przyjęła. „Zbrodniczości” WiN-u nie zaprzeczyły skutecznie żadne odwilże (patrz „Kanał” Wajdy). I dopiero teraz wyszło na jaw (szerzej) że po roku 1945 rozgorzało w Polsce prawdziwe powstanie porównywalne co najmniej do styczniowego. Ale i tak ogół Polaków w ogóle tego nie wie. I pewno się nie dowie. A członkowie „zbrodniczych band” niekiedy aż do dziś ukrywali swoją „niechlubną” przeszłość nawet przed najbliższą rodziną.
Komentarze
Pokaż komentarze (6)