Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
1604
BLOG

GDY SZOSTKIEWICZ ŚMIEJE SIE Z CHRYSTUSA: bo

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Polityka Obserwuj notkę 19

 

...‘ha, ha, Chrystus na tronie! Co za głupota’ – tak, niestety, czytam uśmieszek na ustach Adama Szostkiewicza, który komentując w internetowym wywiadzie ideę intronizacji Chrystusa na króla Polski wyraźnie powstrzymuje się, by nie wybuchnąć śmiechem. Zaś ojciec Wacław Oszajca – w tej samej serii wywiadów – twierdzi, że to wszystko „profanacja i folklor” i że żądania intronizacji „stoją w sprzeczności z jakąkolwiek poważną teologią”. [KLIK]

No pewno. Przecież nawet prości, rzymscy żołnierze, którzy Jezusa ukrzyżowali, wiedzieli doskonale, że On nie jest Królem i tylko dla draki wrzeszczeli Mu w Twarz: „witaj, Królu Żydowski” (Mt 27, 29; Mk 15, 18; J 19, 3). Piłat też, jak wiadomo, tylko dla draki i na złość Żydom kazał o Nim napisać „Król Żydowski” (Mt 27, 37; Mk 15, 26; Łk 23, 38; J 19, 22). To kłamstwo, bo przecie Jezus królem Żydów nie był, choć sam tak o Sobie powiedział... a jeśli nawet był, to nie Żydów, tylko całego świata (no, zapytajcie Żydów – wiadomo co odpowiedzą)

‘A bardziej na poważnie?’ – zapytacie, Czytelnicy...  Szanowni a Zacni! To już jest na poważnie, poważniej być nie może, bo tu jest o Powadze Ewangelii. Ale cóż, na użytek ludzi Przyzwoitych, Poważnych i Eleganckich jeszcze skomentuję. Powyżej przywołane dwa wywiady, udzielone „GazWyborowi” są ze sobą sprzeczne. Ojciec Wacław, duchowny, mówi bowiem o sprzeczności idei intronizacji z teologią, podczas gdy Adam Szostkiewicz – czyliten, co to nie chciałby pracować dla Kościoła oraz brzydzi sie fanatyzmem   przypomina, że nie ma co intronizować Chrystusa, skoro On już dwukrotnie był na króla Polski intronizowany – raz w latach 20. drugi raz „w sercu” Stefana Wyszyńskiego w latach 50., wtedy, gdy prymas siedział w komunistycznym więzieniu.

 Czyżby Sługa Boży Stefan kardynał Wyszyński też przeczył poważnej teologii? Nie sądzę. I nie sądzę, aby idea intronizowania Chrystusa na króla Polski stała w sprzeczności z jakąś poważną teologią. Ta idea wcale zresztą nie domaga się, aby Chrystus został wyłącznie królem jednego kraju czy narodu (jak w odniesieniu do tej idei ojciec Wacław, skądinąd drogi mi, sugeruje – niechaj mi wybaczy krytykę...).

 Szanowni a Zacni! Apeluję. Nie ma co kpić z idei intronizacji. Można się jej za to przyjrzeć. Uważniej. Bo wykpiwa się ją – jak podejrzewam – głównie dlatego, że się wszystkim zdaje, jakby można z niej było kpić beztrosko i łatwo. Za pomocą zaś tego wykpiwania – ośmieszać można też Krzyż przed pałacem prezydenckim, a w konsekwencji – ośmieszać PiS. Czy sa to kryteria teologiczne? A poza tym tu: A nie jest równoległe do B, a B do C. Nie te wnioski. Bo nadto wykpiwa się tę ideę  – proszę tu ojca Oszajcę o wybaczenie po starej znajomości – przy pomocy autorytetów, które nie są dla Kościoła polskiego wiążące, ani nie są za bardzo lub w ogóle ortodoksyjne. Za to dla „GazWyboru” służą jako wytrych w celu udowodnienia, że mamy do czynienia z oficjalnym głosem Kościoła Katolickiego.

 Ale uwaga.

 O świętej Faustynie i o nabożeństwie do Miłosierdzia Bożego powiadano podobnie. Podobnie ją krytykowano. I kpiono. Długo, długo, Szanowni Państwo! A teraz rozmawiam z moja Mamą. Była małym dzieckiem podczas okupacji, i to jeszcze w Poznaniu, czyli na terenach wcielonych bezpośrednio do Reichu. Właśnie nieoficjalnie szerzone nabożeństwo do Miłosierdzia stało sie tam niesamowicie popularne pośród Polaków w latach hitlerowskiej nocy. I pomagało.

 Rozmawiam z moja Mamą dalej. Kiedy Prymas ogłosił Jasnogórskie Śluby Narodu i pielgrzymkę Jasnogórskiego Obrazu po Polsce, wielu reagowało jak Adam Szostkiewicz. Tak jak on – pośród ateistycznej „elyty” (artystycznej – bo mama studiowała wtedy na wyższej szkole artystycznej, a dziś jest sędziwym tzw. artystą plastykiem). Ale i pośród księży wielu reagowało jak ojciec Wacław (niech mi ojciec Wacław odpuści po starej znajomości). A przecież te śluby, a potem wędrówka Obrazu Jasnogórskiego – odmieniły Polskę. Okazały się wielkim świadectwem Wiary.

 Byłem wtedy mały i nie pamiętam, ale moja Mama, o ile za czułostkowością i ludowizną w religijności naszej tak w ogóle to nie przepada, powiedziała mi jednak tak: po okresie młodzieńczego buntu i odejścia od wiary w latach pięćdziesiątych-sześćdziesiątych nawróciłam się podczas peregrynacji Obrazu Jasnogórskiego. Kiedy poszłam zobaczyć jego przyjęcie w naszej parafii.

 Tak więc, proszę Szanownych Państwa, ostrożnie.

 Nasza demokracja, nasze pojęcie państwa, królowania doczesne itd. są incydentalne. To pokolenie przeminie, a nie wiemy, czy o demokracji, zapisach konstytucyjnych etc. ktokolwiek będzie za dwieście lat wiedział. Chrystus zaś będzie naszym Królem tak czy inaczej. Ale może powinniśmy sobie to ciągle i na nowo uświadomiać?  Na przeków realiom politycznym? (tak: dlatego umieszczam tę notkę pod Polityką).

Adam Szostkiewicz zapyta: dlaczego niby teraz? No właśnie chyba teraz, a nie kiedy indziej.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Polityka