Objaśnienie
Poniższy materiał pomieścić się mógłby równie dobrze w dziale „Historia”, ale jest (jak sądzę) tak politycznie smaczny, że daję go tu.[uwaga: pierwowzór, nieco odmiennie skonstruowany, ukazał się niegdyś macierzyście nawww.kresy.pl]
Uczty polityczne w ogólności
Uczt mamy w literaturze i filmach dostatek. W tym diabolicznych niemało. U Chmielnickiego i Radziwiłła w Sienkiewiczowskiej „Trylogii”, no i Bułhakowski czarci bankiet z „Mistrza i Małgorzaty”, wreszcie przyjęcie finalne i polonez w „Popiele i diamencie”, tym Wajdowym. Czyli filmie genialnym, ale politycznie, dydaktycznie i moralnie nieoglądalnym. Zabrakło w nim prawdziwego bankietu bolszewickich skunksów – właściwych morderców Maćka Chełmickiego.
Wstrząs
Wynagrodźmy sobie ten brak obecnością bolszewickiego bankietu w pamiętnikach de Gaulle’a. Wydano je w Polsce in extenso w roku 1968 i aż trudno uwierzyć, że wydano - bo pełno w nich takich określeń tyczących się PKWN, Stalina itp., jakie nie miały wówczas prawa przejść przez PRL-owską cenzurę. To bezprecedensowe wydarzenie wydawnicze zawdzięczamy zbliżeniu Gomułka – de Gaulle i konkretnym zyskom komuchów w zamian za, między innymi, tego rodzaju gesty. Inaczej by nie przeszło. Zresztą nakład tej książki był, jak na owoczesne standardy, niewielki. Ale tak czy inaczej rewelacja i wstrząs. W związku z czym poniższy opis bankietu powinno się wprowadzić do szkolnych wypisów. W całej Europie!
Punkt wyjścia
Zanim dam ten opis wyjęty z pamiętników wielkiego generała, wyjaśnić muszę kontekst. Jest rok 1944. Powstanie warszawskie właśnie upadło, a Sowieci jeszcze nie przetoczyli się przez Polskę. W grudniu Charles de Gaulle jedzie do Moskwy negocjować dwumocarstwowy układ Francja-Sowiety. Na miejscu okazuje się, że główną przeszkodą w jego zawarciu jest… „sprawa polska”. Bo Stalin wytknął sobie jasny cel – nakłonić de Gaulle’a do uznania Komitetu PKWN za właściwy rząd Rzeczypospolitej. Tego żadne z mocarstw jeszcze nie uczyniło. De Gaulle byłby pierwszy.
Tymczasem na przekór Stalinowi de Gaulle upiera się przy zasadzie, że „Polska powinna być państwem rzeczywiście niepodległym” (uwaga: tu i dalej cudzysłowy oznaczają cytaty z pamiętników de Gaulle’a). Uznanie Komitetu oznaczałoby bowiem, jak sądzi i jak pisze wprost, zaangażowanie autorytetu Francji „w akcję zniewolenia narodu polskiego”. Wprawdzie nigdy tego Stalinowi w oczy nie powiedział, ograniczając się do stwierdzenia, że członkowie Komitetu „wydają się grupą, która może być użyteczna, ale na pewno nie jest reprezentacją niepodległej Polski”.
Poza tym nie wyobrażajmy sobie, że de Gaulle zamierzał jakoś specjalnie o Polskę walczyć. Nie. Bez wahania godził się na odcięcie nam Kresów: „linia Curzona na wschodzie i linia Odra—Nysa na zachodzie, [to] wydaje się nam możliwe do przyjęcia”. Wiedział też i spodziewał się, że jakkolwiek się zachowa i cokolwiek uczyni, Stalin i tak Polskę zniewoli, oraz że „Ameryka i Wielka Brytania pozwolą mu na to”.
Ale właśnie dlatego nie chciał brać odpowiedzialności na siebie... tak z wyrachowania. Bo „wszystko kiedyś może się zdarzyć, nawet to, że akt zgodny z honorem i uczciwością okaże się w ostatecznym rachunku dobrą lokatą polityczną” (!!!). Dopowiedzmy: mimo tego, że czyny zgodne z honorem wedle wszelkiego prawdopodobieństwa nie powinny ludziom światłym wydawać się dobrą lokatą polityczną...
Z tego też powodu negocjacje dotyczące paktu przeciągały się. Aż wreszcie Stalin oznajmił, że wydaje na Kremlu przyjęcie dla francuskich gości. I tu zaczyna ów opis, który mną wstrząsnął.
Oddaję głos de Gaulle’owi.
CHARLES DE GAULLE PIÓREM WŁASNYM
Wstęp
„Czterdziestu Rosjan — komisarze ludowi, dyplomaci, generałowie, wyżsi urzędnicy, prawie wszyscy we wspaniałych mundurach — zgromadziło się w salonie Kremla... Gdy wchodziliśmy po monumentalnych schodach, widzieliśmy wiszące na ścianach te same co za carskich czasów obrazy; niektóre z nich przedstawiały przejmujące grozą sceny: zaciekłą bitwę nad Irtyszem, Iwana Groźnego duszącego swego syna itd….
Stalin i ja siedzieliśmy obok siebie… mówił w sposób bezpośredni i prosty. Nadawał sobie pozory człowieka nieobytego, o prymitywnej kulturze, wypowiadając w odniesieniu do najpoważniejszych problemów sądy nacechowane chłopskim zdrowym rozsądkiem. Jadł dużo i sporo popijał nalewając sobie wina krymskiego z wciąż zmienianej przed nim butelki. Lecz pod tą pozorną dobrodusznością czuło się szermierza zaangażowanego w walce bez pardonu. Zresztą dookoła stołu wszyscy Rosjanie, uważni i skrępowani, nie spuszczali z niego oczu. Z ich strony wyraźna uległość i strach, z jego zaś skoncentrowany i czujny autorytet…”
Toasty
„Nagle obraz się zmienił. Nadeszła chwila toastów. I oto Stalin począł grać niebywałą scenę… Trzydzieści razy podnosił się z miejsca, by pić zdrowie obecnych Rosjan. Wymieniał ich jednego po drugim. Mołotow, Beria, Bułganin, Woroszyłow, Mikojan, Kaganowicz i inni…
Niekiedy wplatał do pochwał pogróżki. Uwziął się na Nowikowa, szefa sztabu lotnictwa: ‘To ty używasz naszych samolotów. Jeżeli będziesz ich używać źle, wiesz, co cię czeka’. Wskazując palcem na jednego z obecnych rzekł: ‘Oto główny kwatermistrz! Jego zadaniem jest dostarczać na front ludzi i sprzęt. Niech się stara robić to jak należy! Inaczej zostanie powieszony, tak jak się to robi w tym kraju’.
Na zakończenie każdego toastu Stalin przywoływał wymienioną osobę: ‘Podejdź!’ Wezwany, opuszczając swe miejsce, podbiegał, by trącić się kieliszkiem z marszałkiem pod spojrzeniami innych Rosjan — sztywnych i milczących.”
Dyplomaci i karabin maszynowy
„Ta tragikomiczna scena mogła mieć tylko jeden cel: zrobić wrażenie na Francuzach przez popisywanie się potęgą radziecką oraz władzą tego, który nią rozporządza. Lecz właśnie dlatego, że byłem świadkiem tej sceny, miałem mniej niż kiedykolwiek zamiar przyłożyć rękę do poświęcenia Polski.
Toteż gdy po obiedzie przeszliśmy do salonu, chłodno przyglądałem się grupie uparcie dyskutujących dyplomatów… Rosjanie niestrudzenie podejmowali wciąż na nowo dyskusję nad uznaniem Komitetu Lubelskiego... Okazywałem więc ostentacyjnie mój brak zainteresowania…
Stalin, widząc to, pośpieszył mnie ubiec: ‘Ach, ci dyplomaci! Co za gaduły! Na to, żeby ich zmusić do milczenia, jest tylko jeden sposób: wystrzelać ich z karabinu maszynowego. Bułganin! Idź po karabin maszynowy!’ ”
Zdrowie Polski
W końcu Stalin przekonał się, że de Gaulle nie ustąpi – i zgodził się na podpisanie paktu bez uznania przez Francję komitetu lubelskiego za rząd Rzeczypospolitej. Finisz wyglądał tak:
„Rosyjscy fotoreporterzy, milczący i nie natrętni, robili zdjęcia. Obaj ministrowie spraw zagranicznych, każdy otoczony swą delegacją, podpisali egzemplarze zredagowane w języku francuskim i rosyjskim. Stalin i ja staliśmy za Mołotowem i Bidault... Potem uścisnęliśmy sobie ręce. ‘Trzeba to uczcić!’ — powiedział marszałek. W mgnieniu oka stoły były nakryte i zasiedliśmy do kolacji…
Wypił wreszcie, chociaż wśród obecnych nie było żadnego Polaka, za pomyślność Polski i — jak gdyby pragnął mnie wziąć na świadka swoich intencji — powiedział: ‘Carowie prowadzili złą politykę, chcąc panować nad innymi narodami słowiańskimi. My mamy nową politykę. Niechaj Słowianie wszędzie będą niepodlegli i wolni! W ten sposób będą naszymi przyjaciółmi. Niech żyje Polska silna, niepodległa i demokratyczna! Niech żyje przyjaźń Francji, Polski i Rosji!’
Spojrzał na mnie: ‘Co myśli o tym pan de Gaulle?’ Słuchając Stalina, myślałem nad tym, jaka przepaść dzieli w świecie radzieckim słowa od czynów. Odparłem: ‘Zgadzam się z tym, co pan Stalin powiedział o Polsce’…”
Pożegnanie tłumacza
„Pożegnania przybrały, za sprawą Stalina, wylewnie serdeczny charakter: ‘Liczcie na mnie!’ — oświadczył… Wtem, spostrzegając stojącego obok niego Podceroba, rosyjskiego tłumacza, który był obecny przy wszystkich rozmowach i tłumaczył wszystkie wypowiedzi, marszałek powiedział do niego z ponurą miną i twardym głosem: ‘Za dużo wiesz. Mam ochotę posłać cię na Sybir’.
Wraz z moimi towarzyszami opuściłem salę. Gdy na progu odwróciłem się, zobaczyłem, że Stalin siedzi sam przy stole. Zabrał się znowu do jedzenia.”
ŹRÓDŁO
Cytowałem według: Charles de Gaulle, „Pamiętniki wojenne”, t. 3, „Ocalenie. 1944-1946”, przełożył Jerzy Nowacki, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1968, strony 79-84


Komentarze
Pokaż komentarze (6)