Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
1868
BLOG

TUSK PUBLICZNIE PRZYZNAŁ SIE DO RASIZMU i co z tego wynika

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Polityka Obserwuj notkę 12

Żeby było jasne i żeby mnie nikt nie ciągał, deklaruję, że w tytule mej notki opieram się na tzw. przekładzie kulturowym słów pana premiera T. – z polskiego na nasze (lub na ichnie, jak kto woli).

Przekład dotyczy wypowiedzi pana premiera T., w której wyjaśnił on pani Fotydze i nam wszystkim motywy swoich działań tudzież zaniechań w dziedzinie zbliżeń polsko-rosyjskich.

W procesie wyjaśniania użył paru bon-motów które na długo mogłyby pozostać w zbiorowej pamięci, gdyby nie to, że liczba bon-motów padających ostatnio z politycznej areny cyrkowej bardzo rośnie. Więc może nie pozostaną.

Tu uwypuklam dwa.

1. Rosjanie NIE SĄ EUROPEJCZYKAMI i wbijmy to sobie do głowy

- tak tłumaczyć należy wypowiedź premiera o odmiennych w Polsce i w Rosji „trendach cywilizacji”, pomiędzy którymi „często i bez złej woli” musi dochodzić do „zderzeń”, właśnie i szczególnie podczas wyjaśniania katastrofy smoleńskiej. Czyż to nie jakis zadziwiający rasizm tout court?

Bo to oznacza, że w Rosji panuje „inna” cywilizacja. Gorsza? Tego pan premier nie powiedział. Ale tak chyba należałoby rozumieć. I zrozumiawszy, zakonotować: Rosjanie to Murzyni, którzy mają dużą pałkę i to jest ich argument, i dlatego w rozmowach z nimi obowiązują inne standardy.

Ale ciekawe, że w stosunkach z USA i RFN Rosja takiego „stylu działania politycznego” jednak unika... No tak - bo taka właśnie jest jedna z ważniejszych cech rosyjskiego trendu cywilizacyjnego: jak się kogoś ma w ... , to się mu to jego miejsce wyraźnie i dobitnie pokazuje.

Czy premier Tusk to właśnie miał na myśli? Ale jeśli tak, to już nie żaden rasizm, więc sie myliłem i przepraszam: to jest raczej inkulturacja, to znaczy zajęcie miejsca Murzyna  bez pałki podległego Murzynowi z pałką (UWAGA: z całym szacunkiem dla Afroamerykanów, uzywam tu kodu kulturowego dystansując sie od konotacji negatywnych dotyczacych osób czarnoskórych; taka minideklaracja na wszelki wypadek).

1. a) Tu ważny PRZYPIS: „rosyjski styl działania politycznego” Anno Domini 1945.

By przypomnieć tradycję takiego rozumienia i tłumaczenia „cywilizacji rosyjskiej” – oraz to, do czego ona prowadziła.

Otóż, gdy w roku 1945 Szesnastu przedstawicieli władz Polski Podziemnej zaaresztowano, wsadzono do samolotu i wywieziono do Moskwy, większości wydawało się, że lecą na dyplomatyczne rozmowy na Kremlu. Zresztą sami Rosjanie postarali się o niejednoznaczność zaaranżowanej sytuacji. Wedle swoich standardów cywilizacyjnych.

Wśród Szesnastu był mój Dziadek. W swoich wspomnieniach opisał rozmowy odbywane w samolocie pomiędzy Szesnastoma. Otóż... ustalano podczas nich ewentualny skład koalicyjnego rządu, jaki miał być rzekomo negocjowany w Moskwie. Zaś obcesowe zachowania Rosjan tłumaczono sobie właśnie innymi trendami cywilizacyjnymi: „Taki jest ich styl działania politycznego; traktowanie nas jako niby aresztowanych jest początkiem pewnego procesu” ***. Słuszna to była refleksja – jako że skończyło się więzieniem (jak skręcali na Łubiankę, jeden z panów zdażył jeszcze zakrzyknąć, że to jakiś hotel...) i właśnie „Procesem 16”.

Żeby było jasne, nie porównuję pana premiera T. do nikogo z owych Szesnastu. Przeciwnie. Ale to już zagadnienie szersze. 

2. W Smoleńsku pozamiatali i charaszo

Jak się dowiadujemy, w ostatniej rozmowie z Ławrowem Tusk nie poruszył sprawy zadaszenia wraku, a tłumaczył to zaniechanie tym, że „nie trzeba rozmawiać o czymś, co wreszcie jest załatwione”.

Jeśli odnieść to do katastrofy smoleńskiej, rzecz brzmi strasznie. W przełożeniu z polskiego na nasze, byłoby: „w Smoleńsku pozamiatali i charaszo”.

Dłuższego komentarza nie trzeba.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

*** [przypis do przypisu]

Odnośny, szerszy cytat ze wspomnień mego Dziadka:

Dodano nam do towarzystwa kapitana, który miał polecenie odstawić nas na przeznaczone miejsce. Oczywiście wszyscy zaczęli go indagować, szczególnie znający język rosyjski. Niby nastawiał się do nas przyjaźnie, z dobrotliwym, pogodnym wyrazem twarzy. Mówił: „Jedziemy do Moskwy, za dwie, trzy godziny będziecie na miejscu. Jedziecie na spotkanie z najwyższymi czynnikami, przypuszczalnie w każdym razie z ministrem spraw zagranicznych. Będą tam rozmowy na temat składu rządu polskiego" itp. Były to jednak chyba jego domysły, oczywiście przesadne. W jego interesie leżało, by nas wprowadzić w jak najlepszy nastrój, byśmy nie stwarzali mu żadnych kłopotów. W miarę upływu czasu nastąpiło między nami odprężenie, coraz bardziej brał górę optymizm co do dalszego rozwoju sytuacji. Sceptycy, do których i ja należałem, byli już bardzo nieliczni. Oczywiście na myśl mi nie przychodziło, że staniemy przed sądem jako oskarżeni. Miałem jednak przeczucie, że to wszystko zakończy się czymś dla nas i naszej sprawy nieprzyjemnym, czy niekorzystnym. Sądziłem, że będziemy internowani, że będzie się na nas wymuszało jakieś deklaracje, oświadczenia, czy nawet zobowiązania natury politycznej z dużym ukłonem w stosunku do Rosji, w celu doprowadzenia do pełnego rozładowania sytuacji wewnętrzno-politycznej. Sądziłem, że tam, w Moskwie, dowiemy się o utworzonym składzie rządu polskiego, dla którego będziemy zmuszeni wyrazić aprobatę. Dla mnie i dla niektórych z nas było jasnym, że już jesteśmy zatrzymani względnie internowani. Dobry nastrój brał jednak górę. Myśli i spostrzeżenia krytyczne wymieniałem tylko z niektórymi i raczej półszeptem. Czarnowski niezupełnie przyznawał mi rację. Uznawał siebie za znawcę metod rosyjskich czy sowieckich. „Taki jest ich styl działania politycznego; traktowanie nas jako niby aresztowanych jest początkiem pewnego procesu; tak zwane wszechwładne NKWD, czy NKGB musi nas mieć jakiś czas pod ręką, by między nami się rozejrzeć i nas bliżej poznać".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka