Fortuna kołem się toczy. Nasi lgną do Sąsiada (czy raczej: Coraz-Bardziej-Sąsiada) po linii gazu i nadto, nomen omen, w Łazienkach króla Stasia, a sąsiadowy premier (czy raczej: premier Coraz-Bardziej-Sąsiada) gada potem jakieś rewelacje, które każą podejrzewać, że to polsko-sąsiadowe lgnięcie jakoś trochę dziwne jest. Ponieważ zaś w odpowiedzi na rewelacje zabrakło reakcji „naszego”rządu (cudzysłów celowy) – podejrzenie jakby się potwierdzało. Zyskaliśmy nowego, Największego Przyjaciela!
Co ciekawe, właśnie w tym pięknym momencie, w którym następuje owo apogeum odprężenia i zasłodzenia pokojowych stosunków polsko-sąsiadowych, a sasiad staje się Największym Przyjacielem, otrzymujemy wiadomość, że u Ex-Pełniącego Obowiązki Prezydenta RP odbyła się narada wszystkich ważnych w naszym państwie, dotycząca NATO-wskiego szczytu. `Zaraz potem merdia częstują nas informacją, że NATO ma opracować dla Polski i państw bałtyckich plan obrony w przypadku agresji z zewnątrz, wedle którego w razie czego "rzuci dziewięc dywizji".
To plan obrony przed kim? Czyżby przed tym tak pokojowo nastawionym Największym Przyjacielem i Sąsiadem (czy raczej: Coraz-Bardziej-Sąsiadem), i to właśnie w momencie, gdy ważny minister tegoż Największego Przyjaciela i Sąsiada odwiedził nas, przygotowując wizytę sąsiadowego prezydenta? Dziwne.
Ale żeby było jeszcze śmieszniej, Ex-Pełniący Obowiązki Prezydenta RP wzywa dzieci do przypięcia w dniu 11 listopada biało-czerwonych... kotylionów, - jak rozumiem, zapewne w postaci klasycznych Kokard -po tym, jak dzień wcześniej odznaczy Michnika orderem Orła Białego.
Sprawa kotylionów-kokard niby godna pochwały. Bo sama w sobie dość godna. Tylko dlaczego Ex-Pęłniący Obowiązki Prezydenta RP nazywa te gadżety kotylionami? Chyba chce, żebyśmy byli z nim "do pary"? Czyli że to jakis kolejny "bronek" Ale pal sześć. Niechby nawet . Tyle że jakoś za bardzo akcja ta przypomina mi gazowyborczy nius z maja tego roku pt. „PiS bity jego własną bronią”, w którym napisano, że Pełniący (wówczas jeszcze) Obowiązki Prezydenta RP, demonstrując publicznie uczucia patriotyczne „odbija pojęcie patriotyzmu z rąk PiS”, po czym następuje pytanie: „czy będzie to klucz do wyborczego zwycięstwa?”
Jakoś nic nie może mnie przekonać, że wczorajszy apel Ex-Pełniącego Obowiązki Prezydenta RP nie jest gestem z takiej właśnie półki i w takim celu wykonanym. Zwłaszcza, że inne jego wypowiedzi przypominają mi prawdę ewangeliczną, iż obecnie jeszcze bardziej niż wcześniej winien mi być „jako poganin i celnik”. Oczywiście nie przenoszę tych uczyć na nieszczęsne a zacne Kokardy, bo manifestowanie patriotyzmu jest dobre i wskazane (tym niemniej, co do mnie, tego roku zaproponuję moim dzieciom inne, równie patriotyczne gadżety – właśnie po to, żeby mi się owe piękne Kokardy nie skojarzyły trwale z Ex-Pełniącym Obowiązki Prezydenta RP).
Ale, ale, przy okazji, ogłoszenie planu ratowania Polski przez NATO-wskiedesanty jakoś nazbyt przypomina mi gwarancje dla RP udzielane przez Zachód przed wrześniem 1939. Tyle że nikt jakoś dzisiaj nie mówi, że nie oddamy nawet guzika. Widocznie nie ma potrzeby tak mówić (a może na guzikach nam po prostu nie zależy?). A skoro nie ma potrzeby (albo nam nie zależy), to po co, do jasnej ciasnej, te gwarancje?
Oczywiście, wydaje mi się, że wiem po co, jak i Czytelnicy łaskawi wiedzą, a nadto wydaje mi się, że wiem, dlaczego należy oddzielić ową przyczynę udzielenia gwarancji od przyczyny pisania o nich w prasie. Ciekawe jednak, dlaczego pisząc o gwarancjach nikt o przyczynach ich udzielenia w mejnstrimie nie wspomina?
Zdaje się, że między innymi dlatego, iż ten, kto by to powiedział głośno, zostałby ogłoszony Sąsiadofobem, Przyjacielofobem i Oszołomem. Tym bardziej więc zastanawiam się, czy to gadanie o gwarancjach pomocy jest czynione głównie dla picu? Bo ktoś tu mówi podwójnym językiem. I nie chodzi mi w tym przypadku o Jarosława K.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)