Dziś szczyt Nato. Skóra cierpnie.
NIE ROSJA, TYLKO IRAN, CZYLI ROSJA
Na szczycie będzie mowa o tarczy, która ma bronić nas (Zachodu ściśle) przeciwko rakietom wystrzeliwanym z Bliskiego Wschodu. Rzepa pyta: "czy do współpracy włączy sie Rosja?".
Ta Rosja, która nie tak dawno wprost uznała, że "parasol antyrakietowy" zamontowany w Polsce byłby wymierzony w nią, Rosję. W dzisiejszym artykule GazWyboru pisze się eufemistycznie, że Rosja w czasie przygotowywania tej tarczy za Busha "bała się osłabienia swej siły odstraszania nuklearnego". I że w związku z tym "Obama zmienił projekt, w sposób oczywisty kierując go przeciw Iranowi". No i od razu stało się lepiej w stosunkach z Rosją.
Panowie, wiecie, co piszecie? Przecież z tego wynika wprost, że tarcza była w sposób oczywisty pośrednio przynajmniej zwrócona przeciw Rosji.
Jasne?
I teraz wszyscy (w znaczeniu tout Paris, czyli wszyscy ci, którzy tak myślą) myślimy nie o zagrożeniu Polski przez Bliski Wschód, tylko przez Rosję. Nawet politycy PO. Wszak to w ich wypowiedziach niedawno (o czym też pisałem) - czytaliśmy, że w razie zagrożenia Polski, NATO "rzuci dziewięc dywizji". I była mowa o tym, że bedziemy się starać, aby te dywizje nie lądowały jedynie wzdłuż zachodniej naszej granicy. Czyżby chodziło o obronę przed irańskimi rakietami, nadlatującymi zza Buga?!
Więc chyba jednak nie przed rakietami irańskimi. Więc chyba wszyscy myślimy o więcej niż deklaracji, kóra zabezpieczy nas przed agresją ROSYJSKĄ. Choć nikt nie mówi tego głośno. Ale może należy trochę o tym pogadać?
ROSJA NIE ZAGRAŻA, GDY NIE CHCE ZAGRAŻAĆ
Bo co na to mówi, spowijając słowa swe w bawełnę, Obama w dzisiejszym wywiadzie dla GazWyboru? Ot, co:
"Rosja nie ma dziś interesu w tym, by być zagrożeniem dla Zachodu i NATO". A niżej: "Rosja może stać się zagrożeniem militarnym lub ekonomicznym dla Zachodu tylko wtedy, gdy uzna, że leży to w jej interesie."
Streszczając: Rosja nie będzie nam zagrażać, kiedy zechce nam nie zagrażać.
Genialne.
ROSJA MÓWI, ŻE NIE WIE, CZY NIE ZAGRAŻA
Ale Obama mówi też: "Wierzę [...] że <<reset>> [w stosunkach z Rosją] pokazał, iż takie zachowanie [zagrażanie Zachodowi] nie leży w jej [Rosji] długoterminowym interesie. Rosja korzysta z partnerstwa z Zachodem, pozostawiając tym samym zimną wojnę daleko w tyle." Tymczasem już teraz, półoficjalnie, Rosjanie mówią w Lizbonie, że mimo "resetu" może dojść do pewnych zaburzeń we współpracy...Bo, jak "straszył wczoraj rosyjski dyplomata" (tak! "straszył"!!!) "nad <<resetem>> zbieraja się ciemne chmury".
Zgadza się więc. "Rosja może stać się zagrożeniem [...] tylko wtedy, gdy uzna, że leży to w jej interesie".
Genialne. Pytanie jeszcze tylko, co i kogo Obama uważa za "Zachód"?
GWARANCJE
GazWybor zapytał Obamę w zasadzie o to. Czy jesteśmy Zachodem:
"Czy Ameryka postrzega dziś Polskę jako bliskiego sojusznika, takiego jak np. Wlk. Brytania?"
No i Obama w zasadzie nie odpowiedział na to pytanie. Mówił tylko, że "Polska to jeden z najbliższych sojuszników i przyjaciół". Do Wlk. Brytanii nas nie przyrównał nijak, w zamian częstując GazWybor duserami w rodzaju opowieści o tym, że Polacy "mają to coś", że walczą o wolność własną i cudzą i o demokrację, że USA mają do Polski zaufanie, powierzając Polakom swoich 800 żołnierzy w Afganistanie. Czyli - Pełen podziw i żadnych słów o naszym bezpieczeństwie. A jeśli, to o bezpieczeństwie Zachodu.
JAK ZA NAPOLEONA
Niedawno ktoś porównywał naszą sytuację do stanu po spotkaniu Napoleona i cara Aleksandra w Tylży. Podzielono wówczas "na zawsze" strefy wpływów w Europie i uznano, że Rosja jest cacy i że świetnym partnerem jest. Ale zaledwie po kilku latach zaczął się rok 1812. Adiutant Napoleona wspomina:
Opodal Kowna kozacy zburzyli na Wilii most [...] Napoleon zirytowany [...] rozkazał szwadronowi Polaków przebyć wpław rzekę. Bez wahania skoczyli dzielni żołnierze w spienione nurty. Początkowo płynęli szeregami, niebewem jednak [...] zniosła ich fala. [...] Dobywali ostatka sił [...] Nieuchronną była ich zguba, lecz że na ojczystej ginęli ziemi, za sprawę wspólnej Matki, za Jej zbawcę, więc zwróciwszy nadludzkim wysikiem głowy w stronę Napoleona, z okrzykiem <<niech żyje cesarz>> zniknęli pod wodą. Trzej zwłaszcza okrzyk ten powtórzyli kilkakrotnie, nim pochłonęła ich wzburzona topiel. Tysiące oczu spoglądało na nich ze zgrozą i z uwielbieniem. Co się tyczy Napoleona, [...] nie znać było na nim żadnego wzruszenia.
Obama nie jest i nie będzie Napoleonem, a "Pamietniki" Segura są tworem półliterackim. Jedno co wszystkie te elementy i osoby łączy, to łatwe powtarzanie "z uwielbieniem" opinii o Polakach jako dzielnych, patriotycznych i w ogóle. Polacy tacy są i po to są, żeby w imię "cesarza" i Ojczyzny "pochłonęła ich wzburzona topiel". Zresztą przecie a la guerre comme a la guerre.
- - - - - - - - - - - - - - -
PS Przytaczałem teksty z Rzepy dzisiejszej i GazWyboru drukowanych na papierze (Rzepa: "Jak obroni się NATO"; GazWybor: wywiad z Obamą pt. "Polacy mają to coś" i artykuł "NATO szykuje tarczę"). Oraz "Pamiętniki F.P.de Segura, adiutanta Napoleona", przeł. Emilia Leszczyńska, wyd. III, Warszawa 1987, s. 26-27


Komentarze
Pokaż komentarze (18)