Niepokój.
Nawet minister Sikorski i inni zaczynają miedzy wierszami przebąkiwać, że żadne gwarancje nic nie dadzą, jeśli ktoś nie ma silnej armii. Ale po co w ogóle mówimy o jakimś "bezpieczeństwie", które trzeba nam zapewnić? Bezpieczeństwie przed kim? Przed inwazją irańczyków? Trzeba drzemać w oparach absurdu, żeby tego nie dostrzegać, przed kim ma nas NATO bronić.
Mówimy o zbliżeniu z Rosją i część Polaków - nie wiem jaka część - kupuje te wypowiedzi. No bo fakt - nie ulega wątpliwości, że mimo tego, iż wiemy, co w języku sowieckim i postsowieckim znaczyły i znaczą słowa "przyjaźń" tudzież "pojednanie" - użyto ich ostatnio jakby (JAKBY) w nowej roli. Rola jest nowa choćby dlatego, ze słów tych od dawna nie używano i dlatego nagle otoczyła je aura nowości. Ci, którzy PRL-u nie pamiętają, mogą czuć się mile zaskoczeni. Ci, którzy pamietają - niemile zaniepokojeni zarówno rosyjskimi wypowiedziami, jak i naiwną reakcją współobywateli. Czujemy, że słowa te w wydaniu polityków rosyjskich nie zmieniły zasadniczo swego sowieckiego brzmienia, ale sytuacja międzynarodowa jest inna, czujemy sie bezpieczniejsi. Tak więc niesłychanymi wypowiedziami o przyjaźni i pojednaniu jakiś nowy rozdział został otworzony. Ale czy to znaczy, że naprawdę dla nas korzystny?
Wiadomo, że kiedy sowiet mówi o przyjaźni do słabszego, to ten słabszy już przepadł. Jak sowiet mówi o przyjaźni do silniejszego, to się sowiet boi. Jak do równego sobie - rzecz podejrzana. A my - czy jesteśmy słabi, czy silni? Ani tacy, ani tacy. Tylko przyczepieni do silnych, którym nie zależy na konflikcie z Rosją. I tak naprawdę, decyzja od tych silnych zależy. My możemy tylko krzyczeć, żeby o nas nie zapomnieli. Bo nasza armia zupełnie nic nie znaczy - nawet wobec rzekomo słabej i nieudolnej dziś armii rosyjskiej jest niczym (a jak sie ostatnio alarmuje, owa wizja niegroźnej armii rosyjskiej szybko przestaje być aktualna).
NATO podkreśliło, że "artykuł 5" będzie egzekwowany w odniesieniu do wszystkich członków paktu. Tymczasem Marek Magierowski przypomina dziś w Rzepie rzecz jakże straszliwą, tak, straszliwą: jak to "podczas słynnego cyberataku rosyjskich hakerów na Estonię w 2007 r. niemieccy politycy natychmiast zastrzegli, iż nie może być mowy o uruchomieniu artykułu 5. I to jeszcze zanim ktokolwiek zaczął poważnie rozważać taki scenariusz".
A na szczycie NATO mówi się o tym, żeby zacieśnić współprace z Rosją. Taka współpraca to konkret. Papierowe deklaracje i "artykuł 5" - to papier - czyli konkret o wiele mniej pewny.
I jak tu spać spokojnie?



Komentarze
Pokaż komentarze