Wszyscyśmy Polakami, a Polacy (podobno) zawsze i z zamiłowaniem śpiewali. Zwłaszcza pieśni zwane narodowymi. Jeszcze nie tak dawno, kiedy rządziła gniotąca komuna, takie śpiewanie było wśród opozycyjnych elit całkiem w modzie. W stanie wojennym śpiewano po kościołach, mnożyły się tajnie i półtajnie wydawane śpiewniki, a nawet nagrania, zresztą obok oficjalnych, których wcale nie brakło, tyle że bywały mocno cenzurowane.
Potem przyszła wolność i można już było nuty, kasety i płyty wydawać swobodnie. Ale coś tak zmieniła się atmosfera… i jacyś ktosie cosie zaczęli pieśni narodowe zaliczać do tak zwanego „obciachu”, nudnego, a nawet – o zgrozo – ksenofobicznego. Dlaczego? (...) Wystarczy wszak ktosiom odpowiedzieć: pieśni narodowe nie są ani obciachowe, ani nudne. Są fascynujące, a ich wspólne śpiewanie bywa przeżyciem i wzniosłym, i – naprawdę – artystycznym. Wbrew jakimkolwiek pozorom. Ich nieznajomośc zaś - i brak doświadczenia wspólnego śpiewania - to dla współczesnego Polaka rodzaj wtórnego analfabetyzmu.
Wiem. Bo pożytku ze znajomości i z faktu wspólnego wykonywania tych pieśni doświadczyłem wielokrotnie, zreszta tak ja, jak i moi przyjaciele, z którymi koncertuję. A przecież nie jest tak, żebyśmy się pieniom patriotycznym poświęcali szczególnie. Zazwyczaj bowiem wobec publiki śpiewam piosenki swoje, przez siebie ułożone, albo średniowieczne francuskie, albo stare sarmackie, do wtóru starych instrumentów. Przeważnie tylko dwa razy do roku, w okolicy 11 listopada i 3 maja, odchodzimy od słodkiej Francji i utworów własnych – a zatapiamy się w "narodowych". I co państwo powiecie – okazuje się, że chętnych do wspólnego śpiewania, na razie przynajmniej, nie brakuje. We dworach, kapitularzach, salach domów kultury, kościołach – gromadzą się młodzi i starzy, napełniając wnętrza gromkimi głosami. A zatem, myślę sobie wtedy, jeszcze Polska nie zginęła!
Zatem: śpiewajmy, żeby było i wzniośle, i interesująco, i ciekawie, czasem zabawnie. Zwłaszcza, że znów 3 maja. Zgromadźmy się, jak kto może. Jeśli z nami monogramistami - to śpiewniki każdy do ręki dostanie – i hajda, hej, kto Polak na bagnety!
Przy okazji zaś powspominajmy. To zwłaszcza, o czym mało kto pamięta: dzieje pieśni, dramatyczne żywoty ich autorów, ich niebłahe skutki, przyczyny ich napisania. Wszystko to bywa naraz bohaterskie i zabawne, i anegdot pełne. Czasem też dramatyczne i czasem przykre. Trudno. Tak być musi.
Ale z weselszych rzeczy - , na przykład: dlaczego panowie Biernacki iHałaciński poobrażali się na siebie? Po co i dlaczego pewna młoda aktorka-Żydóweczka wystukiwała rytm, a reszta towarzystwa, leżąc na podłodze, piła i płakała? Jakie słowa zapisał ukradkiem na kulbace niejaki Franciszek Kowalski? A czemuż pewien młody poeta miał żal do Mickiewicza o pewne powiedzonko? Co dała polskiej naturze i kulturze kawa parzona w kawiarni „Honoratka”? Z jakiego powodu bibliotekarz Karol Sienkiewicz stał się wieszczom równy, a tekst pióra Seweryna Goszczyńskiego podburzał tłum i sfery rządowe?
Znaczna część odpowiedzi na te pytania jest nam – wbrew pozorom – dość dobrze znana. Tylko nie zdajemy sobie z tego sprawy. Odpowiedzią są pieśni: te, które już dawno oderwały się od swojej historii i niekiedy bytują w naszej świadomości jako puste, hurra-patriotyczne rymowanki. Tymczasem każda z nich ma nie tylko pasjonujący życiorys, pełen anegdot śmiesznych i tragicznych – niekiedy jest dobrym wierszem, a bywa, że nawet – wielką poezją.
ZAPRASZAM WIĘC do Gliwic, do klubu Frondy,we wtorek 3 maja o godzinie 19.00. Na HEJ KTO POLAK, czyli na koncert pieśni sarmackich i patriotycznych. Zagramy wespół - czyli Jacek Kowalski i zespół Monogramista JK, a zaśpiewamy tez wespół, czyli także z publicznością (śpiewniki będą, jak się rzekło). rzecz sie odbędzie w Centrum Edukacyjnym im. Jana Pawła II w rzeczonych Gliwicach, przy ulicy Jana Pawła II 5a. No i, niestety! uwaga: impreza jest biletowana
A nieco skromniej zapraszam dzień wcześniej, czyli w poniedziałek 2 maja, do Wrocławia.O godzinie 19.00 będę tam solo z gitarą, w ramach mini-festiwalu piosenki patriotycznej. Miejsce: Kościół św. Elżbiety (przy Rynku). I tu - wstęp oczywiście wolny. Ale tam nie będzie wspólnego spiewania, tylko takie autorskie zapiewanie moje. Pozdrawiam.




Komentarze
Pokaż komentarze (3)