Różaniec Woyciecha Kowalskiego
Różaniec Woyciecha Kowalskiego
Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
1164
BLOG

Różaniec polski Woyciecha Kowalskiego

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Kultura Obserwuj notkę 3

Kończy się październik, miesiąc różańcowy.

Myśląc o Polsce, Polactwie, polskiej pobożności tudzież polskiej niepobożności, właśnie Różaniec – w ostatnim dniu miesiąca różańcowego - przychodzi mi na myśl. W kontekście Tych, co odeszli, Tych, co żyją, i Tych, co przyjdą po nas. 

Myśl przychodzi miedzy innymi za sprawą eksponatu z mego rodzinnego muzeum wyobraźni: jest nim drewniany, niekompletny i uszkodzony, ręcznie robiony Różaniec, na którym niewprawna ręka wyrzezała napis: „ANNI 1683 DOMINI / WOYCIECH / KOWALSKI”.

To nasza rodzinna pamiątka, należąca dziś do mojego kuzyna, a wcześniej do mojego świętej pamięci stryja Eugeniusza, który odziedziczył ją po swoim ojcu, a moim dziadku, Feliksie. Tradycja rodzinna widzi w tych kilkudziesięciu kawałeczkach drewna świadectwo pobożnego uczestnictwa naszego przodka (o którym poza imieniem i nazwiskiem nic nie wiemy) w Odsieczy Wiedeńskiej.

Śmiem w tę tradycję troszkę wątpić – nie urażając w tym wątpieniu mego śp. Stryja (który teraz i tak już dobrze wie, co było na rzeczy – a ja nadal nie wiem). W każdym razie COŚ na rzeczy jest – jeśli nie wiedeńska wyprawa, to może jakaś jej rocznica. Na pewno wszakże skupiona została na tym Różańcu pełna czci (rozmaitej) uwaga kilku pokoleń naszej Rodziny (pokoleń przywiązanych do herbu Korab, ale bez papierów, z krótką ustną tradycją, kończącą się na pradziadku-dzierżawcy albo jedynie zarządcy mająteczku ziemskiego na Mazowszu, już pod rozbiorami).

A teraz mała przenośnia.

Tak jak naszą rodzinę Woyciech obdarzył bardzo konkretnym przedmiotem, Różańcem – podobnie i Sarmacja obdarzyła dzisiejszą Polskę poręcznymi narzędziami religijności, czyli tradycją bardzo „własną”, bliską, która nadal pozostaje KONKRETNA, wsparta na INSTYTUCJI i PRZEDMIOTACH materialnych, choć przecie odnosi się do spraw niewymiernych i niematerialnych, jako że Zbawienie jest niewymierne.

Pewnie: Różaniec sam w sobie nie wystarczy, trzeba umieć z niego korzystać i rzeczywiście korzystać. Ale gdyby go nie było? Byłoby gorzej, byłby brak. Wyrwa duchowa.

Kiedy myślę sobie o naszej polskiej pobożności, o naszym katolicyzmie – którego znakiem taki właśnie Różaniec zdaje mi się być, mam nieustające wrażenie, że odbywa się tu ciągła przepychanka pomiędzy tymi, którzy:

a) chcieliby udowodnić, że taki zdekompletowany Różaniec jest psu na budę i że trzeba go wywalić na śmietnik (razem z Różańca odmawianiem – bo wszak jaki Różaniec jest - każdy widzi: gruchot!);

b) tymi, którzy chcą go zamknąć w pancernej szafie i pokazywać od czasu do czasu, najlepiej za pieniądze;

c) tymi wreszcie, którzy chcieliby używać go bez żadnej reparacji – choć w takim wypadku rzecz jest trudno-używalna.

Pomysłów na to, co zrobić z Różańcem, jest oczywiście więcej.

Niemało też widać takich, których boli, uwiera, glebi sam fakt istnienia tegoż zdekompletowanego Różańca (mimo że zdekompletowanego i niedoskonałego) oraz to – że ktoś jeszcze o Nim w ogóle śmie pamiętać. Tacy uważają niby całą dyskusje za jałową w kwestii merytorycznej, ale gwoli napsucia krwi włączają się w nią, bo czemu nie? Nie moga odpuścić: Różaniec uznawszy za przebrzmiały, swoim sprzeciwem wobec Niego udowadniają Jego aktualność.

A tymczasem wszelakie braki, niekształtność paciorków etc są drugorzędne: najważniejsze jest samo istnienie Różańca, pamięć o nim, taka korzystająca, ale żadnego rodzaju pamięcią nie gardziłbym.

I tak ów Różaniec to pars pro toto tego wszystkiego, co w Poszcze dzisiejszej ciśnie się na usta niektórym i dopomina wdzięcznej pamięci oraz przede wszystkim - kontynuującej realizacji.

Tak, tak. A komu to nie w smak i daje temu wyraz publiczny, - samym sprzeciwem swoim udowadnia ważność Różańca.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura