Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
2965
BLOG

KLASKANIE W KATEDRZE: chamstwo? zdrada?

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Polityka Obserwuj notkę 75

 

1. fakt
Wczoraj na stronie głównej Salonu24 można było przeczytać:

Nie ma usprawiedliwienia dla chamskiego zachowania części uczestników mszy pogrzebowej Józefa Szaniawskiego.

Dalej pojawiały się komentarze o „nienawiści partyjnej”. Bo dla autora i części komentatorów zachowanie wiernych w kościele to przejaw „nienawiści partyjnej”.


Być może da się to tak określić. Ale czy to sedno problemu? I o jakie „usprawiedliwienie” mogłoby chodzić?

2. transmisja
Obejrzałem i przesłuchałem – przyznaję, pobieżnie – transmisję z katedry św. Jana. Po zapowiedzi, że wystąpi Jan Lityński – usłyszałem na nagraniu wcale liczne okrzyki: „hańba”, potem zaś oklaski konsekwentnie głuszące słowa Lityńskiego.

Trudno powiedzieć, ile osób klaskało, ile powstrzymało się od klaskania, mimo że miało ochotę klaskać, a ile było oburzonych całą tą sytuacją. Oklaski wydawały się dość powszechne. Klaskano też proboszczowi katedry, który interweniował, apelując o spokój
– i tu trudno powiedzieć, czy klaskały te same osoby, wyrażając aprobatę dla słów księdza? Czy też dezaprobatę? Oklaski bywają obosieczne. 


3. klaskanie jest
niechamskie  z  natury
Co do mnie, to w ogóle uważam, że w kościele nie należy ani krzyczeć, ani klaskać – przy czym w gruncie rzeczy nie pasują mi tak samo oklaski pochwalne, jak i „krytyczne”. Skoro jednak zwyczaj klaskania „aprobatywnego” przyjął się od końca lat ’70, tak podczas kościelnych koncertów, jak i podczas przemówień ludzi Kościoła oraz różnych świeckich – a teraz zatrważająco rozszerza się, już nie jako papieski wyjątek od reguły, ale reguła – to możemy się zgodzić, że samo klaskanie w kościele jako takie chamstwem nie jest.

Klaskanie „wygłuszające” bywa więc czynem radykalnym, lecz, rzekłbym, stosunkowo delikatnym: nie zawiera w sobie inwektyw, a zaledwie niezgodę.

Tym niemniej zgadzam się z Pawłem Milcarkiem: „po co było akceptować i kurażować nietypowe reakcje ludzi
w miejscu świętym, cieszyć się tą przenajświętszą <<spontanicznością>> oklasków?
” Konsekwencją jest przekraczanie granic... i otwarcie (jak mawiał pewien były prezydent)
puszki
z Pandorą”
.


4. klaskanie takie wyjątkowe jest
A teraz zapytam – kiedy zdarzały się ostatnio w Polsce podobne okrzyki podczas nabożeństwa w świątyni? Kiedy ostatnio zdarzały się w kościele podobne „wyklaskiwania”? (myślę tu oczywiście o okrzykach znacznej części wiernych, obecnych w miejscu świętym, a nie o manifestacjach małych grupek czy jednostek, bez szerszego oddźwięku) Zdaje się, że w ciągu ostatnich kilkunastu–kilkudziesięciu lat miały miejsce iście wyjątkowo (na przykład podczas niedoszłego ingresu abpa Wielgusa).

5. pytanie więc: dlaczego

A zatem to, co się stało, to rzecz wyjątkowa, rzadka. Dlaczego więc stało się? Można tłumaczyć, że wystąpienie Lityńskiego miało samo w sobie charakter polityczny i świecki, i dlatego klaskanie było odpowiedzią polityczną. Ale to właśnie niczego nie tłumaczy, bo w innych sytuacjach „politycznych” nie klaskano. Tych kilku, kilkunastu lub więcej ludzi, którzy krzyczeli „hańba” – zazwyczaj, jak podejrzewam, nie krzyczy w kościele, choć zapewne chodzi do kościoła regularnie. No i co?

6. trauma zdrady
Mam propozycję odpowiedzi. Na mój gust (i nie tylko na mój) w opinii bardzo wielu ludzi – naprawdę bardzo wielu – politycy związani z obozem aktualnie rządzącym przekroczyli jakąś miarę, granicę. Przekroczyli jakąś nową grubą krechę. I dlatego osoby, które pełnią funkcje urzędowe, osoby bez wątpienia reprezentujące majestat Rzeczypospolitej – nie są odbierane jako takie przez znaczną część społeczeństwa. Są za to odbierane jako przedstawiciele sui generis Targowicy, zdrajcy. Ich obecność jest więc przyczyną mocnej traumy.

I nie jest to – bynajmniej – sprawa „partyjności”, „upartyjnienia”, za którym stoi PiS czy Radio Maryja. To raczej efekt pojęcia: „zdrada”, które pojawiło się w obiegu publicznym w wyniku wydarzeń zaszłych przed i po zamachu smoleńskim. Wcześniej jednak takich reakcji nie było.

 

6. żeby być u siebie
Oczywiście, że to samo uczucie każe organizować manifestację pod hasłem „obudź się Polsko”. Ale to nie PiS wymyślił to hasło. Ono po prostu JEST NOŚNE W OBECNEJ SYTUACJI. Inaczej wydawałoby się śmieszne. A nie wydaje się tym, którzy pod nim pójdą. I myślę, że nie wyda sie smieszne znacznej liczbie Polaków.

Bo nie może być śmieszne w przypadku, gdy sam Michnik wyraźnie dzieli polski naród
na „obóz” frustratów, przeciwko którym stoi „Polska głosująca na Komorowskiego”, określona pod jego klawiaturą jako „Polska wartości europejskich, demokratycznych, gospodarki rynkowej i państwa prawa”. Michnik określił też „obóz Kaczyńskiego, wspierany przez formacje skrajnej prawicy nacjonalistycznej i klerykalnej w rodzaju Radia Maryja” jako „z całą pewnością niebezpieczny dla demokracji w Polsce”. I dodał, że ta część wyborców, która głosowała na Kaczyńskiego (niemal połowa Polaków!), „nie czuje się w naszym państwie u siebie”. Kiedy indziej zaś dorzucił: „udał nam się Palikot”.

A zatem i ja wedle Michnika nie mogę się  czuć u siebie. I wiem,
że programem obozu który wygrał wybory, jest taka zmiana Polski, żebym sie czuć u siebie przestał jeszcze bardziej, a zaczął sie lepiej czuc Palikot. 

Kiedy człowiek nie czuje się u siebie, to chce się jednak kiedyś poczuć u siebie - gdziekolwiek. A już zwłaszcza w kościele. I tu tkwi głęboka przyczyna klaskania w katedrze, a raczej jedna z przyczyn. Co nie znaczy jeszcze: ocena.

 

7. nie da się zakląć
rzeczywistości
słowem „chamstwo”

Patrząc z zewnątrz, nie pochwalam tych okrzyków i klaskania – wedle powyższego komentarza. Ale dobrze je rozumiem. Zapytajmy autorów
krytycznych uwag o chamstwie
 
– jak sami zachowaliby się, gdyby dane im było stanąć w katedrze św. Jana w obliczu prawdziwych targowiczan dopuszczonych do głosu?  Rozumiem krytyków: zarzuty wobec „zdrajców” uważają za śmieszne & wydumane, więc i klaszcząco-krzyczące fakty, które miały miejsce uważają za skandaliczne i chamskie. Ale wystarczy pomyśleć, co by było, gdyby,
na przykład… powtarzam:
stanęli oko w oko wobec prawdziwych targowiczan przemawiających w katedrze św. Jana? Jak by zareagowali?


8. to nie jest cała prawda
To nie jest cała prawda o klaskaniu w katedrze – ale jest to, chcemy czy nie chcemy, znaczna część prawdy. Prawdy, której nie da się „załatwić” terminem „chamstwo”.

Uważam bowiem, że można było nie klaskać, uszanowując czas i miejsce.

Są jednak tacy, którzy w przeszłości w podobnych wypadkach też tak uważali, ale już tak nie uważają.

I sądzę, że jednak nie są chamami.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (75)

Inne tematy w dziale Polityka