Ktoś powinien to powiedzieć raz jeszcze i dobitnie, ponieważ wciąż funkcjonują „ślepe” komentarze.
Otóż: Arcybiskup naszej stolicy zadecydował, że w dniu 29 września AD 2012 żaden polski biskup nie będzie uczestniczył w liturgii Mszy Świętej w warszawskiej archikatedrze. Mowa oczywiście o liturgii odprawianej dla uczestników marszu „Obudź się, Polsko”.
Nie jest bowiem prawdą, iż organizatorzy zrezygnowali ze Mszy Świętej. Będą oni jednak w nie lada dyplomatycznym kłopocie, jako że pod sklepienia katedry nie wstąpią zapewne w ogóle biskupi, którzy niewątpliwie przybędą na ów Marsz do stolicy.
Arcybiskup stołeczny nie tyle bowiem nie chciał „delegować” żadnego biskupa do odprawienia liturgii (choć tak to właśnie określiłoby się w urzędowym języku Kościoła) – ile po prostu uniemożliwił biskupom innych diecezji, uczestniczącym w Marszu – udział w katedralnej liturgii. W zasadzie zakazał im liturgicznej bytności na swoim terenie; bo dobitnie dał wyraz temu, że nie życzy sobie ich obecności w swojej świątyni.
To jest fakt. Ale każdy, kto zna stosunki panujące w Kościele wie, że biskupi, choć podejmują czasem różne i odmienne decyzje (mają do tego prawo, wszak są niezależnymi od siebie włodarzami odrębnych diecezji!), nie komentują ich wzajemnie. I bardzo dobrze. Rozbieżności opinii w łonie episkopatu nie powinny być tematem ich własnych wypowiedzi na forum publicznym (i przeważnie nie są; niechlubne wyjątki Szanowni Czytelnicy zapewne dobrze sobie przypominają). Siłą rzeczy komentowanie działań hierarchów naszego Kościoła pozostawione zostaje dziennikarzom, publicystom, politykom. Pozostawione – bądź, by tak rzec, rzucone na żer i łup…
Dlatego właśnie w mediach pojawiła się mylna informacja o tym, jakoby organizatorzy zrezygnowali w ogóle ze Mszy Świętej. Dlaczego? Rozdmuchano niezbyt szczęśliwą wypowiedź jednego z organizatorów. Przyznam wszakoż, iż wypowiadający się był w poważnym kłopocie: jak ująć w słowa kuriozalną informację o decyzji arcybiskupa stolicy… Organizator pewno nie chciał nikogo urazić… i wdepnął, chlapiąc niepotrzebnie , że „najprawdopodobniej nie będzie mszy świętej”[TU]. Precyzyjniej oddała to redakcja, pisząc, że „nie będzie Mszy Świętej ani homilii żadnego księdza biskupa” i że w tej sprawie „zdecydowała wola arcybiskupa Kazimierza Nycza”.
Wypadałobypowtórzyć to i wytłumaczyć raz jeszcze tudzież wprost jak sprawa wygląda. A to dlatego, że słowa organizatora, przekute na tytuły prasowe i internetowe, zdążyły obrosnąć w dość kuriozalne komentarze. Jeden z nich – w postaci wywiadu – można przeczytać na stronie www. Frondy[TU]. Swoją drogą dziwi mnie trochę, że redakcja tego portalu nie zareagowała na informację-dementi [w uwagach pod powyższym wywiadem i w moim wpisie na Salonie24, TU] głoszącą, że Msza Święta jako taka oczywiście będzie odprawiona. Ale i tę sytuację rozumiem – zagadnienie jest w ogóle delikatne, zaś padające we frondowym wywiadzie opinie nie tyle są niesłuszne, ile ich przyłożenie do tego konkretnego przypadku wydaje się chybione.
Ważne jest też, iż komentarz pewnego Niepełnosprawnego Senatora à propos rzeczonej decyzji arcybiskupa – komentarz zamieszczony niedawno na Stronie Głównej Salonu 24 [TU] – był niestety (czy na szczęście?) chybiony.
Senator sugerował (między innymi) ni mniej ni więcej, tylko że zgodnie z wersją serwisu www.polityka.pl (na który to serwis Niepełnosprawny Senator raczył się powołać) „polski Kościół zmienia kurs” i że teraz „będzie w nim mniej polityki. Mniej dziwacznie pojmowanej polskości, a więcej ortodoksji”. Otóż zdaje się, że sprawa wygląda raczej na odwrót. Arcybiskup warszawski objawił właśnie (po raz któryś) swoje poglądy na sprawę tego, jak postrzega działalność, w tym wypowiedzi swoich współbraci w biskupstwie – objawił poprzez dwa gesty jednocześnie. A zatem, 1) poprzez zaniechanie osobistego udziału we Mszy Świętej, którą pragnęli odprawić w jego katedrze inni biskupi, oraz 2) poprzez skuteczne utrudnienie innym biskupom udziału w tymże marszu – takim właśnie utrudnieniem jest zablokowanie pozostałym polskim biskupom „liturgicznego wstępu” do warszawskiej archikatedry.
Nie jest to znamię żadnej kościelnej „zmiany kursu” – jak naiwnie deklaruje Niepełnosprawny Senator. Dziwnym przypadkiem w kontekście decyzji warszawskiego arcybiskupa (przypadkiem? raczej nie ma przypadków, zwłaszcza w kościelnej dyplomacji) usłyszeliśmy z Jasnej Góry ostrą wypowiedź biskupa Dydycza [TU] i przeczytaliśmy w Rzepie niezwykle konkretny i ostry wywiad z arcybiskupem Hoserem [TU], drugim hierarchą naszej stolicy.
A zatem nikt tu „kursu” nie zmienia, a już na pewno nie cały Kościół polski.Natomiast mamy za to inne wydarzenie bez precedensu – publiczne, dość gwałtowne wybrzmienie różnicy zdań pomiędzy członkami polskiego episkopatu. Arcybiskup dobitniej, niż zwykł dotąd, zamanifestował swoją ideową (można to też nazwać jakoś inaczej, ale jak?) odmienność od Jego współbraci w polskim episkopacie. Dlaczego tak się stało? Nie mogę wiedzieć. Ale gdybym miał się koniecznie domyślać – dopuściłbym myśl dokładnie odmienną od myśli Niepełnosprawnego Senatora: że decyzje stołecznego arcybiskupa to raczej nerwowa reakcja na – właśnie! – zaostrzenie „kursu” przez pozostałych hierarchów polskiego Kościoła.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)