No, to mamy cykl dłuższy. Po pani pedagog z Wiązownicy przyszła kolej - ponownie - na lekcje religii jako takie. Na stronie głównej GazWyboru wklejka z tokefemu - a tam relacja z łódzkiej podstawówki. Czytamy:
"Nauka religii sprowadza się do wbijania uczniom do głów obecnej wykładni watykańskiej na tematy społeczne (nie antykoncepcji, nie aborcji, nie homoseksualizmowi) przy akompaniamencie modlitewnej pamięciówki. Na większości lekcji nie ma czasu i miejsca na pochylenie się nad myślami Mesjasza z Nazaretu, bo trzeba przerobić czytanki z 'Naszego Dziennika'" - pisze Maria Pawłowska, redaktor naczelna portalu Feministka.org.
I dalej przedstawia się poglądy owej Pani Pawłowskiej, brzmiącej niczym mityczna (acz wierzę, że jest realną):
Zdaniem Pawłowskiej lekcje religii nie wrócą do sal katechetycznych działających przy kościołach, a rodzice nadal będą mieli problem z wypisaniem dzieci z zajęć. Czemu? "Hierarchowie kościelni nie życzą sobie, żeby Kościół utrzymywano z dobrowolnych podatków, a religia nie wróci do szkół - bo wtedy by się okazało, ile tak naprawdę mamy w Polsce wierzących, praktykujących katolików, skłonnych słuchać i finansowo wesprzeć struktury swego Kościoła" - pisze Maria Pawłowska. "Biskupom pot sutanny zalewa na samą myśl o takiej weryfikacji, więc na razie pozostaje nam walka o neutralność światopoglądową w szkołach albo przynajmniej o poszanowanie osobniczych decyzji co do nieuczęszczania na religię" - kończy.
Nie pragnę, aby pani Pawłowska przestała wypisywać to, co sobie wypisuje w internecie. Niech. Ciekaw jestem tylko, czy jako rodzic będę miał realny wpływ na to, żeby takowa Pawłowska (lub jedno z wcieleń & mutacji tejże) NIE ZOSTAŁA dyrektorem szkoły lub NIE ZOSTAŁA nauczycielką mojego dziecka. Deklaruję, że nie chcę. To moja "osobnicza decyzja". Ano, zobaczymy.
690
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (6)