PONOWNIE - NIEBYWAŁE...
Z pewną odrazą sięgnąłem dziś po papierowy "Wprost".
I przeczytałem całość - wywiad z doktorem Dymitrem Książkiem, który to tekst niektórzy internauci znają od sobotniego wieczoru.
Jak wiemy z tegoż "Wprostu", doktor Dymitr Książek "po katastrofie smoleńskiej towarzyszył rodzinom ofiar w Moskwie".
Jest w tym wywiadzie trochę jakby ukłonu proplatformerskiego, współczucia dla pani minister Kopacz, ale generalnie - to po prostu materiał wybuchowy. Zwłaszcza niektóre cytaty. nie tylko te, które krążyły wczoraj. Aż trudno uwierzyć...
Cytuję i modlę się zarazem, inaczej trudno by było czytać.
[...]
- Rosyjscy wosjkowi byli w hotelu?
- Nie, tylko pełno tajniaków ze słuchawkami w uszach. [...] Czuliśmy się jak trędowaci.
[...]
Rodziny mogły mieć poczucie, że zostały zostawione same sobie.
[...]
W te trumny wsadzano czarne worki. I teraz już nie można uwierzyć, że do tych metalowych trumien wkładano właściwe ciała. Nikt tego nie sprawdzał. Na kanapie wśród worków siedziało trzech typków. Coś pili, jedli kanapki z kiełbasą, a potem wstawali i pakowali do trumien.
- Kim byli?
- Nie wiem. Wtedy byli pakowaczami do trumien. Nie było nadzorców ze strony rosyjskiej, nie widziałem też polskich prokuratorów. Nie wiem, czy ktoś pilnował, jak ciała były wkładane do worków.
- A kiedy był nadzór?
- Tylko podczas lutowania trumien. Trumna przyjeżdżała otwarta. Ciało było już w worku.[...] Wcześniej rodzinom obiecano, że ciała będa ubrane. Byłem święcie przekonany, patolodzy też, że w Polsce zostaną przeprowadzone badania genetyczne.
- Rosjanie pobierali materiał genetyczny?
- Ja nie widziałem. I nie przypominam sobie, by ktoś o tym mówił.
[...]
Ale teraz to ja nie mam pewności, czy w tych trumnach nie ma worków wypchanych trocinami albo jeszcze czymś innym.
Cyt. za "Nie mogę milczeć", "Wprost" nr 41 z 8-14 X 2012, s. 18-20.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)