Kiedyś Sz. P. Kłopotowski zabrał głos i biadał nad jakimś takim brakiem poczucia humoru u prawicy.
Może i coś w tym jest, jednak co do mnie - nie potwierdzam. Ów brak humoru mógłby dotyczyć raczej stereotypu prawicy, omylnie autokreowanego i dla niej wykreowanego zarazem - no, może. Tak, być może, iż tu prawica sobie po prostu nie radziła, a teraz...
A teraz, przed chwilą, zastanowiła mnie notka lewicowa na tokefemie, stwierdzająca tak mniej więcej, że żart prawicowy właśnie się obudził. Jakaś sensacja, bo przecież - pisze ten ktoś - przez jakis czas było tak żałobnie, posmoleńsko. A teraz jest coś tam o Słońcu Peru etc., i można sie troche posmiać z "Uważam Rze" w dłoni.
No cóż, gratuluję (autorowi notki), lepiej późno niż wcale.
Ale coś innego w tym tekście uderzyło mnie... Otóż jego autor pisze, że dorósł do dorosłości w czarnej epoce Kaczyńskich, kiedy to prawica była u władzy. Otóż, czytam i oczom nie wierzę - miał to być świetny czas dla polskiej satyry. Nie wierzyłem aż dotąd, żeby ktoś mógł tak sądzić, tak naprawdę, więc zacytuję:
Początki mojej politycznej świadomości to już rządy PiS i kabaretowy karnawał tamtych czasów. Bo żarty wtedy rozkwitały, czerpiąc w dużej mierze z garnca, do którego wytrwale dolewała ówczesna władza. Nie brakowało Irasiadów, meleksów i antenek na moherowych beretach. Wiatru w żagle dostały też bastiony wykształciuchów będące ostatnimi schronieniami przed konserwatywną cywilizacją życia.
Pierwszy raz słyszę, iżby czas rządów PiSu był epoką jakiegoś "karnawału". Chyba kompromitacji? Co jak co, ale właśnie tamte lata pokazały kompletną bezsilność polskiej satyry - w zmieniających się warunkach, których satyrycy nie portafili "ogarnąć", "rozpoznać", no nie wiem, co jeszcze i jak jeszcze to zdiagnozować. Pamiętam te żarty na siłę i żenujące kalki, opacznie przerysowywane z dowcipów PRL-owskich i pasujące do sytuacji oraz do osób jak pięść do nosa... pamiętam tę płaskość i przede wszystkim - absolutny brak humoru... No i ludzi, którzy owszem, śmiali się, tak chyba na zasadzie, że z czegoś śmiać się trzeba - na przykład z obowiązku, skoroto śmiać się trzeba szeroko i lewicowo...
No, ale daleko było temu śmiechowi do śmiechu. To była kupa śmiechu z śmiechu.
I najzabawniesze dla mnie jest to, że autor tego bloga twierdzi, iż teraz wreszcie prawica dorasta do poczucia humoru. No, no, no...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)