Przyznam, że ostatnimi czasy co dzień rano zaglądam do "prasy i internetu", spodziewając się znaleźć tam coś, co przyniesie przełom. I co chwila myślę, że to już. A tu nie.
| Oczekiwanie smoleńskie |
No, bo co chwila wyłania się z oficjalnego mroku niepamięci jakiś nowy smoleński element - 'nam' dawno wiadomy, ale dopiero teraz staje się on faktem powszechnie dostępnym i uznanym. Kolejne zamiany ciał, wyjawienie kłamstw b. minister zdrowia, drastyczne mijanie się z prawdą przedstawicieli pr[...]ry. etc. itd. - okazują się tak jasne i oczywiste, że człowiek myśli, iż niemożliwym będzie odtąd spokojne trwanie na pozycjach lemingowych.
A jednak (jak już ostatnio na tym blogu na swój użytek zauważyłem) te ujawniane fakty jakby nie docierają. Kompromitują rząd, owszem, ale nie przełamują lemingowego przekonania o tym, że o Smoleńsku w zasadzie "nie ma co mówić".
| Smoleńsk w świetle dziwów & cudów reformy szkolnictwa wyższego |
Dlaczego? Dlaczego? Popróbujmy dowodzenia przez porównanie. Wszak tematy smoleńskie to zaledwie skromna część okropnego zestawu. Tego, co powinnno być dla rządu zabójcze - jest naprawdę pod dostatkiem. Ze swojego podwórka wskażę tak zwaną reformę szkolnictwa wyższego. Zaiste porażającą. Ale jeszcze bardziej bulwersuje otoczka, która onej reformie towarzyszy od czasu jakiegoś.
No bo, z jednej strony, absurdy gonią absurdy. Wypowiedzi na temat, na przykład, czy w ogóle należy uprawiać naukę w języku polskim (zdanie, iż NIE NALEŻY po polsku uprawiać nauki padłoz ust jednego z wiceministrów na posiedzeniu oglnopolskiej komisji zajmującej sie reformą), czy absurdy dotyczące punktacji (książka po polsku punktowana słabiej, niż krótki artykuł po angielsku etc.) jako i absurdy dotyczące nowych procedur nadawania stopni naukowych... starczy.
Owszem, przyznam, w paru przypadkach przedstawiciele środowiska zablokowali absurdalne rozwiązania (przynajmniej czasowo - zobaczymy, co dalej), ale inne zaczynają właśnie obowiązywać. Na przykład taki, że za każdy wysłuchany wykład, w tym wykład monograficzny, studenci będą otrzymywali oceny, i to nie na koniec roku, ale na koniec każdego semestru (zwykłe "zal." zostanie ostatecznie zlikwidowane).
Ten, kto wie, na czym polega uniwersytet, zdaje sobie sprawe z tego, że oznacza to koniec klasycznych studiów uniwersyteckich. Nie chcę i nie muszę tego nikomu udowadniać, bynajmniej. Trudno byłoby mi znaleźć w moim otoczeniu (a pracuję na uczelni) kogoś, kto nie uważałby tej całej reformy za absurd. A już może najbardziej jest w niej absurdalne, że przychodzi do nas pod fałszywym hasłem "europeizacji" polskiego szkolnictwa wyższego... co jest jakąś zupełną nieprawdą.
A jednak - z drugiej strony - zadziwia fakt, żeśrodowisko en masse się nie buntuje. Przeciwnie. Tu sie nic nie da zrobić, więc po prostu trzeba będzie jakoś ten absurd obejść i życ z nim - tak mniej więcej wygląda wypadkowa wypowiedzi na powyższy temat, wypowiedzi padających z ust ludzi najbardziej i najżywotniej tematem owym zainteresowanych.
Co się musi, kurczę, stać, żeby ta sytuacja uległa zmianie? I co tu się dziwić, że w Polsce jest tak, jak jest? I jak tu nie myśleć, że będzie tak, jak jest, nawet gdyby sam Putin osobiście oświadczył, że smoleńska katastrofa to zamach?
Ale może... może...
Więc co dzień rano zaglądam do mediów i spodziewam się jakiegoś przełomu.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)