Na koniec dramatycznego dnia trzeba dokonać jeszcze jednego (i nie wiadomo, czy ostatniego) podsumowania.
Rzepa podała niusa.
Nius wywołał szok.
Wszyscy w niusa uwierzyli, a GazWybor zaczęła nawet tłumaczyć obecność trotylu na wraku tupolewa - przy pomocy swego eksperta - walkami o Smoleńsk w czasie II wojny światowej (był to taki "kanał ratunkowy" podany przez Rzepę).
Pomijając fakt, że samo odkrycie czegokolwiek na wraku już zaprzecza ogłoszonym wynikom badań towarzyszy z Rosji, którzy tam niczego nie odkryli (o czym jakoś komentatorzy zapominają), zmuszenie pań i panów z Czerskiej do aż tak kuriozalnych, intelektualnych wygibasów jest swoistym osiagnięciem, które warto zapamiętać. To kolejna kompromitacja gazwyborowego środowiska, taka jak się patrzy.
Tylko że... Rzepa (jej Naczelny?) nie przewidziała, iż prokuratorzy niekoniecznie muszą potwierdzić publicznie to, co ich kręgi wiedzą i potwierdzają niepublicznie. I otóż prokuratorzy zaprzeczyli. Choć - jak widać - nie do końca zaprzeczyli.
Bo zasugerowali tylko sytuację, w której opinia publiczna miałaby zostać wprowadzona w błąd przez niefachowe przekręcenie fachowego, nieoficjalnego przecieku. Czyli było coś na rzeczy, ale nic nie wiadomo. Jeszcze za wcześnie. No może i jest trotyl, ale... prawdą jest, iż odkryto na wraku obecność czegoś, czego nie wykazali Rosjanie, a co zbadać trzeba. Co więcej, że Rosjanie nie pozwolili zabrać próbek tego czegoś do Polski. I że badania będa trwały długo.
Ale kto mógł "nadać" Cezaremu Gmyzowi owa informację? Tylko ktoś z osób bliskich gronu ekspertów badających wrak. Tylko.
Chyba, że Gmyz zmyslił to sobie od początku do końca.
Więc jedno z dwojga: albo Gmyz w ogóle kłamał, albo jednak przekazywał prawdę, i toprokuratura kłamie vel kluczy. Jest oczywiście możliwość półtrzecia, że Gmyz uległ prowokacji. Tak. Ale skoro twierdzi, że miał kilka niezależnych źródeł... i skoro Rzepa teraz wycofuje słowa "przepraszam"... Uprawdopodabnia to wersję, że jednak prawda jest zgodna z porannym niusem. I że jednaksprawa nie wygląda tak, jak przedstawiła to prokuratura. Ani też nie wzglda tak, jak przedstawił to redaktor rzepowych przeprosin.
Niestety, dziennikarz śledczy z natury rzeczy nie możne ujawnić źródła przecieku. Zatem jakie wyjście ma dziennikarz śledczy w momencie, gdy podaje do wiadomości wiadomość prawdziwą, lecz sprawdzalną tylko poprzez potwierdzenie słowami tych, którzy nie są sprawdzalni? I mogę ją "nakryć" , nie potwierdzić, mówiąc: "jeszcze nie wiemy nic, sie zobaczy"?
Przeprosić?
Czy trwać na stanowisku?
O ile Rzepa kiepsko sie postawiła,Cezary Gmyz z niczego sie nie wycofuje. Trwa. Uważa, że jego źródła są pewne.
Ale w każdym razie, panowie z Rzeczypospolitej - i zwłaszcza panie Cezary Gmyzie - dziękuję.
909
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (6)