Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
932
BLOG

LUDZIE, PRZETRZYJMY OCZY CO DO RZEPY

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Polityka Obserwuj notkę 8

 

Logika.

Skandal.

Prokuratura ogłosiła podczas konferencji prasowej to samo, co już wcześniej miał powiedzieć Seremet Wróblewskiemu.

Wróblewski spotkał się bowiem z Seremetem przed publikacją, co poświadcza dziś jego  rzecznik, Martyniuk.

Dalej, Martyniuk w swym oświadczeniu podaje, że Seremet potwierdził Wróblewskiemu, iż na wraku stwierdzono obecność "cząstek wysokoenergetycznych", ale że jego zdaniem ich pochodzenie może być bardzo różne. Miał więc prosić Wróblewskiego o wstrzymanie publikacji do czasu "zweryfikowania" tych informacji.
 
O jakim "czasie" mówił Seremet? Czyżby - jak wczoraj - o pół roku? I czy mówił Wróblewskiemu o badaniu tychże cząstek w ruskim laboratorium?  I o czekaniu na wyniki z tego laboratorium?

W sumie powiedzieć miał prywatnie to samo, co usłyszeliśmy wczoraj oficjalnie.

A zatem Wróblewski wiedząc to samo przed oficjalnym oświadczeniem prokuratury, co i po, podjął decyzję o druku materiałów.

No i potem widzimy, że prokuratura mówi to samo samo publicznie. Publicznie - znaczy się - kluczy. I nie wykluczając informacji podawanych przez Rzepę, oddala ich podanie (potwierdzenie) w czasie. Bo zasadniczo potwierdza tezę podaną przez Rzepę: cząstki były. A przecież nie miały prawa być z różnych przyczyn. Natomiast absolutnie nie wierzę w to, że prokuratura nie wie, co to za cząstki. To jest ściema. Dość oczywista.

Na miejscu Wróblewskiego, należało - zdaniem mym i znajomych moich dziennikarzy - trwać na stanowisku i wspierać konsekwentnie Gmyza. To natychmiastowe kluczenie Wróblewskiego, które nastąpiło po wysłuchaniu tego samego publicznie, czego wysłuchał prywatnie - i podjął decyzję o publikacji - jest nie w stylu, zadziwia, jest skandaliczne.  

Zwłaszcza, że sam Gmyz cały czas nadal twierdzi, że:
 
1) jego źródła są pewne;

2) że badający tupolewa mieli sprzęt do wykrywania środków  wybuchowych i że ten sprzęt jednoznacznie wykazał, co wykazał.
 
Jest tylko jedno wytłumaczenie tej sytuacji. Wróblewskiego ugięła stytuacja. Albo: ugięto go. Można sobie wyobrazić ten telefon z góry.

Ale też można sobie wyobrazić, że trwanie Rzepy przy takim niusie oznaczałoby nie tylko ostateczne podważenie uczciwości prokuratury, ale i "podpalenie państwa", czyli wy...nie rządu natychmiastowe. Nadto, nasze dobre stosunki z Rosją stanęłyby pod znakiem zapytania. 

I tego się Wróblewski przestraszył? Czy raczej jego przestraszono?
 
Przecież ktoś w końcu musi to zrobić. Kiedyś musi to nastąpić. Ale Wróblewski okazał się, widać, za słaby, aby przyjąć na barki ten ciężar.


 

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka