"Le Monde" piórem bliskim GazWyborowi asekuruje się i pisze: las wokół ścieżki lądowania był miejscem cieżkich walk podczas drugiej wojny światowej, a następnie strefą zmilitaryzowaną. Narzuca się więc największa ostrożność, zwłaszcza że ślady [środków wybuchowych] mogłyby być mikroskopijne
***
Posłuchajcie państwo, bo to pouczające. Wczoraj GazWybor doniosła o tym, że, cytuję, najbardziej prestiżowy francuski dziennik <<Le Monde>> określa jako <<psychodramę>> i <<polityczną histerię>> atmosferę w Polsce po publikacji <<Rzeczpospolitej>> w sprawie katastrofy smoleńskiej. Gazeta nazywa Jarosława Kaczyńskiego <<radykalnym populistą>>.
Owszem, taki tekst wyszedł w "Le Monde",acz napisał go dla tej gazety Piotr Smolar, syn Aleksandra, co rozumieć trzeba tak, że "Le Monde" mówi ustami środowiska GazWybor, po czym GazWybor cytuje niemalże samą siebie jako opinię światową. Ma do tego prawo, a ja upraszczam sprawę (mając również do tego prawo), bo Smolar nie jest obecnie wprost "Polakiem", ani nie jest dziennikarzem GazWyboru, tylko - jak sie go przedstawia - "francuskim dziennikarzem polskiego pochodzenia". Nie ma jednak wątpliwości, że wspomniany układ istnieje.
GazWybor streszcza więc opis sytuacji dokonany w "Le Monde" piórem Smolara, eksponując niepochlebne opinie dotyczące Kaczyńskiego. Cytuje np. to:wszystko to wywołała fałszywa sensacja konserwatywnej gazety <<Rzeczpospolita>>, dotycząca domniemanego wykrycia śladów materiałów wybuchowych na wraku,oraz że doniesieniom medialnym zaprzeczyła najpierw polska prokuratura, a następnie do błędu przyznała się sama radakcja dziennika.
Zajrzałem do tekstu francuskiego, dostepnego w internecie. Jest on nieco odmienny od streszczeń GazWyboru (na podstawie wersji papierowej, szerszej?). Nastawienie to samo, ale brak pochwały Komorowskiego i aż tak silnych określeń pod adresem Jarosława, cytowanych przez GazWybor ([...] rej wodził, co wcale nie dziwi, Jarosław Kaczyński [...] [który]wydaje się dziś jednym z najbardziej radykalnych populistów w Europie [...]). Może były w wersji papierowej. Oczywiście,Smolar daje Francuzom światopoglądową lekcję na temat tego, jak należy katastrofę rozumieć, więc jej przyczynę jednoznacznie określa jako usiłowanie lądowania w złych warunkach i oskarża rząd, że na wieść o artkule Rzepy zamiast po prostu "przypomnieć fakty", czekał na opinię prokuratury, co pozwoliło rozpalić się emocjom. Ani słowa o tym, że równolegle z doniesieniem Rzepy wyszły na jaw inne badania, które obecnośc trotylu potwierdzają. Ani słowa o zespole parlamentarnym i ostatnich konferencjach.
Ale najciekawsze są drobiazgi. Smolar przyjmuje, że prowadzenie śledztwa smoleńskiego było "złe": złe prowadzenie śledztwa tak w perspektywie krajowej, jak i w stosunkach z Rosją, sprawio, iż rząd oddał szerokie pole [do działania] opozycji.Dalej wyjaśnia, iż prokuratura rzekła, że odkryte ślady mogły być śladami kosmetyków, niemniej, już na samym początku, w drugim akapicie swego tekstu, pisze jak następuje:
Tymczasem las wokół ścieżki lądowania był miejscem cieżkich walk podczas drugiej wojny światowej, a następnie strefą zmilitaryzowaną. Narzuca się więc największa ostrożność, zwłaszcza że ślady [środków wybuchowych] mogłyby być mikroskopijne.
W Polsce, o ile mi wiadomo, GazWybor raczej porzuciła już ten autokompromitujący wątek. Ale ad usum Francorum asekurująco przechowuje go, mym zdaniem dlatego, że redaktorzy obecność trotylu przyjmują za niezwykle prawdopodobną. I już niedługo będą musieli tłumaczyć czytelnikom we Francji i w Niemczech, skąd ten trotyl. No to trzeba o niej już teraz pisać o nim, w wersji, rzecz jasna, śladów "mikroskopijnych" i "z największą ostrożnoscią", ale jednak.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)