Wysłuchałem opowieści Wróblewskiego. Nie jest to bowiem klasyczne oświadczenie, lecz opowieść. Niezwykle ciekawa.
Nie usprawiedliwia ona - mym bardzo skromnym zdaniem - tego, że Wróblewski zareagował na "dementi" prokuratury tak, jak zareagował - czyli niby-wycofaniem się, które pozwoliło (chyba nawet bardziej ono, niż oświadczenie prokuratorów!) medialnie zdyskontować doniesienie Rzepy. Gdyby Rzepa trwała na stanowisku - no, to byłaby odmienna sytuacja na froncie. Ale...
...ale Wróblewski powiedział też inną ciekawą rzecz. Ujawnił, że przeciek wyszedł od samych prokuratorów i że Seremet miał tego świadomość, co więcej, spodziewał sie takiego przecieku. A zatem zdawał sobie sprawę z tego, że prokuratura przechowuje "bombę". Innymi słowy, że te "cząstki wysokoenergetyczne" to raczej nie perfumy.
Nadto Wróblewski stwierdził, jakoby w rozmowie z Seremetem nie usłyszał, iżby ten zaznaczył, że obecność owych "wysokoenergetycznych cząstek" nie musiała świadczyć o obecności materiałów wybuchowych. Ale już dziś Seremet dementując oświadcza:
"Podkreśliłem wyraźnie [w rozmowie z Wróblewskim], że pochodzenie cząstek wysokoenergetycznych zabezpieczonych podczas badań wraku samolotu Tu-154M może być przeróżne".
Są to klasyczne kłótnie o pół słowa (metaforycznie rzecz biorąc, bo zapewne chodzitak naprawdęo jedno zdanie). Ale tym samym Seremet poświadcza swoim "dementi", że poza informacją zdementowaną - reszta słów Wróblewksiego jest prawdą (chyba, że w GazWyborze opublikowali tylko część jego oświadczenia, i że zaprzeczeń było więcej - ale nie sądzę, iżby GazWybor pozbawiła się jakiejś przyjemności zderzenia z tezami Wróblewskiego).
No to - nieźle sie w tej prokuraturze dzieje.


Komentarze
Pokaż komentarze