Miesiąc temu - konferencja smoleńska, która udowodniła bardzo wiele - bo mimo, iż nadal wielu nie wierzy i może sobie nie wierzyć w zamach, to jednak teraz tychże wielu musi uwierzyć przynajmniej, że są tacy naukowcy, znani, wskazani z imienia i nazwiska, polscy i zagramaniczni, nie wstydzący się pokazać twarzy - którzy naukowo negują ustalenia komisji Millera i MAK, którzy wskazują na prawdopodobieństwo zamachu (mimo, że takie słowo nie pada - pada słowo "wybuchy").
To musiało dać do myślenia. Ale przede wszystkim wywołało alergiczną kontrę - zbiorową i obowiazkową smoleńską amnezję. Mianowicie kazało powtarzać gazwyborowcom jak mantrę zdanie, że na zamach nie ma żadnych dowodów. Ergo nie ma żadnych naukowców. Nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma.
Powtarzają to do dzisiaj, nie podejmując dyskusji z dowodzeniami, dowodami, naukowcami, etc. etc. Bo nie ma po co.
Zadziwiające, ale prawdziwe. Przypomina mi dokładnie - bardzo mocno pamiętaną przeze mnie scenę widzianą w TV w roku 1976 (miałem lat 12), kiedy w studio zasiedli do dyskusji nad wydarzeniami w Radomiu i Ursusie 'intelektualiści"... I jeden z nich zapytał, albo raczej zadywagował, dlaczego właściwie nie siedzą tu ci oskarżyciele z KOR, którzy pluja na władzę ludową. Przecież można by było z nimi podyskutować, wytłumaczyć. Odpowiedź, której przytaknęli owi pseudointelektualiści chórem, utwierdzając się wzajemnie, brzmiała mniej więcej tak - "nie, nie mogą tu z nami zasiadać bo oni nie są godni, żeby z nimi siedzieć razem i dyskutować o sprawach naszej Ludowej Ojczyzny, którą kalają".
Ten poziom GazWyboret consortesosiągnęła już dawno (toutes proportions gardees, ale teraz coraz mniej tych różnic i proporcji, teraz to skacze do oczu). Bo scena telewizyjna z 1976 przypomniała mi się w ten wtorek, gdy oglądąłem youtubową GazWyborową rozmowę Kublik- Michnik. Ten ostatni uznał za konieczne powtórzyć tezę o braku dowodów na zamach - odpowiadając na pytanie, które brzmiało autoutwierdzająco (plus minus tak: "dlaczego, chociaż nie ma żadnych dowodów, bo przecież nie ma żadnych dowódów - tak, nie ma żadnych dowodów, ani jednego - coraz więcej ludzi wierzy w zamach?").
Problemem dla Michnika nie są fakty - o tych dżentelmeni nie dyskutują, Bo są fakty, które każą przyjmować coraz bardziej teze o zamachu, Michnik nadt tym sie nie zastanawia. Te fakty nie sa godne zastanowienia. Więc o nich nie dyskutuje. W domyśle (albo niekiedy i dosłownie): nie są godni dyskusji ludzie, którzy o tych faktach mówią. Tym samym Michnik zaprasza do podobnej rzeczy, do jakiej zapraszał PRL-owski pseudointelektualista w TV w roku 1976 - żeby pominać dyskusję z tymi, którzy nie są godni dyskusji. z Michnikiem, który nie był wówczas godny dyskutować z ludźmi władzy. Zatem dziś, teraz - ani słowa o konferencji naukowej,
Ale jednak sa nowe fakty, niegodne omawiania.
No i proszę - czyżby dlatego, że są fakty i że coraz więcej ludzi wierzy w zamach, wszystko przyspieszyło?
Podliczmy. Samobójstwo pilota, trotyl na tupolewie, gigantyczny Marsz Niepodległości, akcje policji 11 listopada, trotyl na drugim tupolewie, Bomber B...
A jeszcze po drodze odtajnione doniesienie imienne ("przeoczone" zupełnie przez mejnstrim, bo trotyl zasłonił) o tym, jak to pod Smoleńskiem zamknięto polskich śledczych (o ile nazwę funkcji dobrze pomnę) w szopie, odebrano komórki, uniemożliwiono działanie.
Czyżby wszystko to miało związek? Powiedzą niektórzy, iż ludziom spiskolubnym się będzie wszystko kojarzyło. A jakże może sie nie kojarzyć. Moim przyjaciołom układa się to wręcz w prolog do zamachu stanu (vide ostatnia ma notka). Pozwanie Kaczyńskiego oraz wypowiedzi człeka z Fundacji Batorego o tym, że przeciwników demokracji należy powstrzymać choćby i z pominięciem prawa - to owszem, mogą być epizody chorych umysłów, ale i działania celowe, polegające choćby na udostępnieniu łamów i ekranów umysłom chorym, trzymanym dotąd w cieniu.
- - - - - - - - - -
Czy więc będzie ten zamach stanu? Na razie mamy zamydlanie i szpachlowanie powierzchni plus mnożenie oskarżeń pod adresem opozycji. Może to się skończyć tylko "wyrównaniem oskarżeń" dla zniwelowania faktów smoleńskich. Albo też "eskalacją oskarżeń", bo fakty okażą się nie do zniwelowania.
- - - - - - - - - -
Przypis. Dziś np. GazWyborpisze o posiedzeniu sejmowej komisji spraw wewnętrznych. I manipuluje. Jedną z nowin nowych ma być to, że poseł Artur Górski rzekomo nie podtrzymał wersji o prowokacji (cytuję"Ton zmienił nawet poseł Artur Górski [...]. - Ja nie mówię, że to była prowokacja, ale tak to zostało odebrane i policja musi mieć tego świadomość na przyszłość"). Otóż Artur Górski od początku nie mówił oficjalnie o prowokacji, tylko się zastrzegał i twierdził, że to wygląda jak prowokacja, że jest to odebrane jak prowokacja. O ile pomnę, a raczej pomnę. No i to samo zapewne powtórzył na posiedzeniu komisji. Inny z kolei poseł podziękował policjantom - nic dziwnego, nie chodzi przecie o ustawianie policji do bicia przez prasę, tylko o ustawieniu do bicia tych, którzy ją ustawili do bicia ludzi. W doniesieniu GazWyboru brak natomiast jakiejkolwiek wzmianki o wytłumaczeniu interakcji manifestacji i policji w miejscu, w którym przebywał 11 listopada poseł Górski. Skąd ta sikawka. Skąd to strzelanie. I tak dalej.


Komentarze
Pokaż komentarze