W roku 1989, zaraz po niesławnej pamięci Okrągłym Stole, hiszpański dziennikarz zagadnął Wałęsę, „czy Polska pójdzie teraz hiszpańską drogą?” A Wałęsa jak to Wałęsa: „między Polską a Hiszpanią nie ma właściwieżadnej różnicy, tylkoże wasz generał umarł, a nasz jeszczeżyje”.
Była to bez wątpienia jakaś mowa nienawiści. Takie wówczas usłyszałem (z pewnej strony, tej, której przedstawiciele asystowali przy tym zjawisku) komentarze. Ale to właściwie błąd, że durny termin i co gorsza, osobę (dwie osoby) także wywlekam, ale cóż. Siła złego na jednego.
Dochodzę bowiem do wniosku, że zakazywanie „mowy nienawiści” jest jakoś obecne w europejskiej tradycji, dość obce zaś jest (znacznie mniej obecne) tradycji polskiej. W pewnym sensie, oczywiście, czyli "dość", a nie w ogóle. Co do krótkich wyjaśnienień – proszę tu: XXXX


Komentarze
Pokaż komentarze