22 obserwujących
1049 notek
432k odsłony
  54   0

Tajemne obcowanie - część XX

Zygmunt Jan  Prusiński
Zygmunt Jan Prusiński

TAJEMNE OBCOWANIE - część dwudziesta
Dział: Kultura Temat: Literatura


Zygmunt Jan Prusiński


DOTYK WOBEC CIENIA I ŚCISZENIA


To dopiero początek
malujesz ręką między drzewami
kształty niewidoczne
ale czujesz wstąpienie
że nic nie jest groźnego
bym poczuła się lepiej ze słów
które ze mnie tworzy
na mnie tworzy
we mnie tworzy -
niech się urzeczywistni
ściszony cień kochanka.

Potrafi uskrzydlić mnie
wnosi apetyty bezspornej akceptacji
bo cóż z życia zostaje
oprócz tego co przeżyję z nim
z poetą z północy -
jest w nim tyle niespodzianek
pieszczoch niczym mandolina
struga delikatnie moje ciało
wytwarza zapach jabłka
które spadło cichutko
i się ukryło pod drzewkiem w trawie.

Zaprowadzę go pod tą jabłoń
podniosę ten owoc -
niech płomień się zapali we mnie
kiedy będzie dotykał
moich słów w moim ciele
i zabrzmi tymi strunami
z aprobatą unoszenia
zostawi to co musi bym mogła zasnąć
w tej bajce miłości.

Przybywaj poeto
jest tyle rzeczy niedotkniętych
w naszym cichym świecie pragnienia.



DOTYK - PIEŚŃ W NASZYCH RĘKACH

Wiesz że na to czekam
mój głód poranny jest podobny
do głodu w nocy,
nie obarczaj się winą
że nie możesz złożyć kilka słów
w całość by odśpiewać
motyw erotycznej przemiany.

Jesteś kobietą dojrzałą
więc na co czekasz kędy noc
oplata nasze ręce w pajęczynie -
wystarczy razem zerwać tę nić
niech spływa pocałunek po krawędzi,
niech ostrzy się pragnienie
brzytwą wiatru w prądach
jeszcze nietkniętych.

Ułóż się ciałem
bym mógł rozbudzić nuty w tobie -
skaleczenie będzie urokiem światła...



DOTYK - UTEMPERUJ MÓJ ZACHWYT

Obejmij mnie
i nigdy nie wypuszczaj
nawet kiedy grad pada
kiedy plącze się nić na wietrze
nie wypuszczaj nigdy ze swych rąk.

Przynoszę ci przyjemność
każdy wątek będąc między udami
jest bajką rozkochanej kochanki.

Schyl się tajemniczo
bym mógł liznąć i obudzić
na wzór pierworodnych instynktów
tak jak powstawało drzewo
tak powstała nasza miłość w krysztale.



DOTYK - PATRZYSZ NA MNIE Z UCZUCIEM

Wiem że nas odległość dzieli
żyjemy w metamorfozie poniekąd
zbieramy kruche ziarenka
może razem zasadzimy je w wierszach

damy dwa imiona temu pierwszemu
inne bez imion też znajdą sens
owocowania pośród szklistych liści.

Dotykam ciebie wstydliwie
słyszę wołanie i dzwony
otwiera się czułość w dolinie

a na dolnym płocie wyrasta groszek
i pula niespodzianek szemrze
choć nie słyszymy - pszczoły
zwiastują urodzaj smaku
więc całuj mnie w polu tajemnic
droga prowadzi ku naszym oczom.

Chciałbym napisać książkę
o smaku czereśni - potem następną
o smaku winogron niech usta krwawią
w zakochaniu na lata bez mgły
by nic nie było obce dla moich rąk
kiedy podniecona dotykasz twarzy
ujmująco wilgotna w czasie wydłużonym

w zaśpiewnej piosence powracającej
tuląc mnie w żarze nagiej nocy.



DOTYK - NAWOŁYWANIE BYŚ USŁYSZAŁA

Tęsknota ma coś z powracających ech...

Brzmią dźwięki nad spadzistym upadkiem wiatru
kotłuje się w człowieku wir spragnionych pieszczot.

Kochać i być blisko - oprzeć się o ciało drzewa
znać je ponownie czuć się bogatszy w przeżyciach.

Wymieniam ciche słowa na bardziej dosadne...

Staram się w tych powrotach ujarzmić sens
czemu tak daleko bywasz ode mnie w źródłach.

Fontanna nabiera mocy jak poezja dla ciebie
unoszę to co zapamiętałem muzycznym głaskaniem.

Czy zdążę przed nocą powrócić z moich dróg samotnych?



DOTYK W PEWNYM KOLOROWYM PUNKCIE

Wiem że mnie darzysz uczuciem
winorośle młode dojrzewają
i w nas dojrzewa miąższ sławy

smakujemy posiłek dnia
w intymnych miejscach

odczuwamy polot norwidowskiego zapisu.

Samoczynnie po deszczu
wyrastają słowa -
czułe są i takie delikatne

całujesz mnie jakbyś pragnęła
w chwili akceptacji napisać ze mną wiersz.

Schodzę z kamiennej drogi
wzgórza wzmocnione sosnami

omówimy plany na jutro
co będziemy robić wieczorem.

Może zaśpiewam kilka piosenek
a ty ułożysz się tym słuchaniem
pod moją ulubioną brzozą -

i tam rozczytam twoje ciało.



DOTYK - SŁONECZNE PRZYWITANIE ŚWIERSZCZA

Odlew swoistej przeprawy
rozłączam się od stada ludzkich dźwięków
wibruję odłamem skalistych ech
natenczas i muzyka będzie dobrana.

Sposób na życie
szukam elastycznego odrodzenia
wkuwam się w zwrotnej potrzebie
że bez miłości usycha drzewo.

Odtajniam swe ciało
jest otwarte na szelest twego odgłosu
okoliczności sprzyjają zakwitnie wiosna
tak gęsto w doborze kolorów.

Ale idź ku mnie
zapytaj się gdzie istnieję tak naprawdę
rzeki plotkują soczystym basem
ubieram się twoim myśleniem.

Ile trzeba było lat
żeby zrozumieć księżyca spacer
tuż koło mego domu w oknie zaświeci
gdzie tworzę literackie dzieła.

Odbiorę ciebie bzem
zapach miłości dotrze dalej
jakże niewinna skrucha kobiety
rozbiera mnie na pamięć...


Wiersze z książki "Tajemne obcowanie"


___________________________________________________



Piotr Wiktor Grygiel
„Na krawędzi wiersza…” Orzełek czy reszka...?

Poeci są ptakom podobni. Jakkolwiek spowszedniałe może  być to stwierdzenie, to niewątpliwie Zygmunt Jan Prusiński  nim jest! Niekoszykarskiego wzrostu, postać lotna, jakby  w piórach puchowych oblekła, z brakiem wyraźnego dotyku podłoża. Jego rozpostarte, wysrebrzone już mocno skrzydła, unoszą poetycko odrealnione kompozycje ponad licznymi szczytami, silących się na maksymalne wypiętrzenie pagórków, tudzież ambitnych, podrygujących dziarsko górek słowiczych. Kilkanaście lat temu przebiegł mi drogę i tak szybko jak podfrunął, zniknął, wpatrzony w cudowność umykającego przed nami, jeszcze szybciej od nas dwojga, obłoku. Zbyt obszerny płaszcz, którym był okrył u podnóża zroszone, łąkowe kwiaty, a jego całkowicie, wkrótce rozdawał jako władca nadmorskiego kramiku każdej, choć na chwilę przystającej obok niego dziewczynie. Jeśli kwiatów zbyt szybko zabrakło, a kolejna cud-dziewczyna tuż, tuż, spod krawędzi jego kapelusza wypadały (i nadal wypadają) świergocące, kolorowe, wierszowane układanki, które tymże na osobisty kredyt proponował. Wszystkie okrasza jasnym spojrzeniem, lekko przymrużonych, zaokrąglonych oczu oraz dyskretnie ukrytym, pod wydatnym wąsem, gościnnym uśmiechem.
„Cienie które mijam mają swoje nazwy. / Zapobiegliwy zamykam okienice / czuję w powietrzu nadchodzącą burzę / tylko gitara o deszczowych dźwiękach / otwiera słuchającym serca. // W moim mieście kobiety poruszają się muzycznie. / Ich biodra wołają o pamięć - / nie zawodzi i nie kruszeje a wręcz / zmaga się elastyczność drgań / na jedno pocieszenie strun w wiolonczeli. // Symbioza nie kaleczy kędy noszę koszyk wierszy. / Wiem, że czekają jak sikorki na mnie / bym rozdawał im po jednej zwrotce / zapisanej kilka razy przez kalkę - / może i powtarzam te zmiany w kobietach. // Moje miasto niczym ze snu / aprobuje łączenie namiętnych źródeł.” (Wiersz pt. „Kobiety i wiolonczele”.)

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale